Padłem ofiarą manipulacji

Fot. Profil Facebook Prezydent Tarnobrzega Grzegorz Kiełb
Zdjęcie opublikowane po opuszczeniu aresztu przez Grzegorza Kiełba na jego oficjalnym profilu Fb. Post polubiło ponad 2 tysiące osób, a setki wpisały, że cieszą się z jego powrotu i dodają otuchy w walce o udowodnienie niewinności. Fot. Facebook Grzegorz Kiełb – Prezydent Tarnobrzega

Grzegorz Kiełb opowiedział o swoim zatrzymaniu i pięciomiesięcznym pobycie w areszcie w warszawskiej Białołęce.

Nie miał dostępu do kaplicy, akta czytał zakuty w kajdanki, a z żoną mógł spotkać się dopiero po dwóch miesiącach. Nie ma pretensji do służby więziennej. Ma żal do prokuratury, bo jak twierdzi, ta zadbała o to, aby uprzykrzyć mu życie w areszcie. Grzegorz Kiełb po blisko pięciu miesiącach aresztowania wrócił do domu i do Tarnobrzega. Lżejszy o 22 kilogramy i bogatszy o wiele więziennych doświadczeń.

– Fizycznie jest OK, bo schudłem ponad 20 kg. Psychicznie po początkowej adrenalinie, gdy cieszyłem się z powrotu do domu, jakiś dołek mnie teraz złapał. Mam nadzieję, że prędzej, czy później z niego wyjdę. Mam problemy ze spaniem, jak zasypiam o 4 – 5 godzinie to jest najwcześniej – przyznał Grzegorz Kiełb w wywiadzie udzielonym w środę w tarnobrzeskim Radiu Leliwa.

Prezydent, któremu Sąd Rejonowy w Tarnobrzegu zakazał sprawowania funkcji służbowych w magistracie opowiedział o pobycie w areszcie. Przyznał, że do samej służby więziennej nie ma zastrzeżeń.

– Czy strażnicy, czy oddziałowi, czy psycholodzy, wychowawcy – bardzo sympatyczni ludzie. Wykonują swoją pracę z pasją. Mam natomiast pretensje do prokuratury, bo prokuratura dbała o to, żeby mi to życie w areszcie uprzykrzyć. Czy to była ścisła izolacja, a więc nie miałem kontaktu praktycznie z nikim prócz osób, z którymi byłem w celi. Nie miałem dostępu do kaplicy. Nawet jeśli już jeździłem na przeglądanie akt do samej prokuratury, już na sam koniec aresztowania, robiłem to w kajdankach na nogach. Nikogo tak nie widziałem. Tylko ja jako jedyny, wybrany.

Ewidentnie sprawa polityczna
44-letni prezydent zapytany o moment zatrzymania, tak wspomina wydarzenia z 21 lutego br.: – Ewidentnie jest to sprawa polityczna, to prowokacja służb specjalnych, Centralnego Biura Antykorupcyjnego we współpracy z panem Dariuszem Kołkiem. Znajdowałem się wtedy w sekretariacie i rozmawiałem ze swoją sekretarką. Weszli panowie z CBA i poprosili mnie do gabinetu. Na pewno samym zatrzymaniem byłem mocno zaskoczony – mówi Kiełb.

Zatrzymanie prezydenta spowodowało finansowy paraliż miasta. Ewa Wójcik-Lis, z którą zgodził się porozmawiać prezydent Kiełb zapytała go o to, czy nie była to z jego strony lekkomyślność, że nie miał wówczas zastępcy i nikt nie miał upoważnień do podpisania przelewów poborów pracowników urzędu i oświaty oraz uruchomienia świadczeń dla kilku tysięcy mieszkańców korzystających z pomocy MOPR? – Organy dbały o to, aby ten problem w Tarnobrzegu nie został załatwiony szybciej, ponieważ wojewoda mogła pewne rzeczy jak najszybciej rozwiązać. Wiem to od swoich adwokatów, którzy przyjeżdżali do mnie. Niejednokrotnie sekretarz interweniował i u wojewody i w prokuraturze, abym takie upoważnienie mógł wydać, bo mogłem to zrobić, nie było żadnego problemu. Ale prokuratura dbała o to, abym takiego upoważnienia nie wydał – powiedział Kiełb.

Prezydent przyznał także, że przez pierwsze dwa miesiące znajdował się w ścisłej izolacji. Zdawkowe informacje o tym, co się dzieje w Tarnobrzegu miał od adwokatów. Z żoną pierwszy raz zobaczył się właśnie po dwóch miesiącach. – Listy, które wysyłałem, także trafiały do małżonki po dwóch miesiącach i z powrotem. Kartki na święta wielkanocne, które były pod koniec marca, otrzymałem pod koniec maja. Tak to wygląda, jeśli chodzi o korespondencję i kontaktowanie się z osobami najbliższymi. Też mnie to bolało, bo jak jeszcze na początku mogłem z innymi osobami aresztowanymi rozmawiać to, osoby, które popełniły takie przestępstwo jak morderstwo to miały widzenia praktycznie co tydzień z rodziną, a ja miałem jedno widzenie na trzy miesiące – nie krył goryczy Kiełb.

Pieniądze zostały przeze mnie przyjęte
Prezydent odniósł się także do ciążącego na nim zarzutu. Prokuratura oskarżyła go o to, że pełniąc funkcję prezydenta przyjął 20 tysięcy łapówki od jednego z lokalnych biznesmenów. – Czuję się niewinny. To, o czym wcześniej rozmawiałem z panem Kołkiem to była prowokacja, która przynajmniej przez sześć miesięcy była kreowana. Nie wiem, czy przez pana Kołka i służby specjalne, czy służby specjalne weszły wcześniej, ale umawialiśmy się na całkiem coś innego. Nie mogę powiedzieć co jest w materiale dowodowym, ale powiem, że ten materiał dowodowy udowodni, że w tym przypadku jestem niewinny i padłem ofiarą manipulacji. Pieniądze zostały przeze mnie przyjęte, tylko nie było to w formie ani łapówki, ani żadnej czynności, która jest ewentualnie karana – stwierdził Kiełb. – To miała być pomoc finansowa związana z kampanią wyborczą i z materiałów dowodowych, ewidentnie to wynika. Ja nie kryję, że zależy mi na tym, aby rozprawa była jawna, przynajmniej w części moich zeznań, zeznań pana Kołka i części materiałów zabezpieczonych przez CBA, ale zobaczymy, czy prokuratura się na to zdecyduje. To co jest w materiale dowodowym, to jest dla mnie jedna wielka kompromitacja. Początkowo myślałem, że to tylko tarnobrzeski przedsiębiorca w tym palce maczał, ale teraz mam jasność, bo w tym momencie jako jedyny ze swoimi adwokatami miałem możliwość zobaczenia tych dokumentów, które się znajdują w prokuraturze, łącznie z tymi opatrzonymi klauzulą tajne i mogę powiedzieć, że nie tylko pan Kołek nad tym pracował, aby taka sytuacja miała miejsce.

Kiełb przyznał, że przyjmując pieniądze na kampanię od Dariusza Kołka został wrobiony – Nie dopełniłem formalności. To jest moja naiwność, no i w tym momencie za to cierpię – powiedział Kiełb.

Nie wiem, czy wystartuję
Prezydent, który nie może pełnić swojej funkcji do czasu zdjęcia z niego tego środka zapobiegawczego przez sąd, odniósł się także do swojej przyszłości samorządowej. Przyznał, że nie podjął jeszcze decyzji, czy wystartuje w wyborach, prawo daje mu taką możliwość, choć byłby problem, gdyby wybory wygrał. Nie mógłby bowiem sprawować urzędu. Być może poprze jakiegoś innego kandydata, ale na to jeszcze ma czas.

mrok

6 Responses to "Padłem ofiarą manipulacji"

Leave a Reply

Your email address will not be published.