Karetka przyjechała do rannego po 40 minuntach, bo… pomylili zjazdy?

Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w piątek, 20 lipca. Na pasie autostrady w kierunku Krakowa na wysokości miejscowości Rozbórz w pow. przeworskim. Fot. PSP Przeworsk
Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w piątek, 20 lipca. Na pasie autostrady w kierunku Krakowa na wysokości miejscowości Rozbórz w pow. przeworskim. Fot. PSP Przeworsk

PRZEWORSK. 44-latek po dotarciu do szpitala zmarł.

Dotarliśmy do nowych informacji w bulwersującej sprawie opóźnionego przyjazdu karetki pogotowia ratunkowego do 44-letniego mężczyzny poszkodowanego w wypadku na autostradzie w pow. przeworskim. Zespół karetki z lekarzem pojawił się, jak twierdzą strażacy, na miejscu zdarzenia dopiero po ok. 40 min., bo jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, mieli pomylić drogę. – To nie mieści się w głowie – komentuje rzeszowski ratownik medyczny z długim stażem. – To jest ich rejon operacyjny, oni powinni wszystkie zjazdy znać jak własną kieszeń – dodaje.

Przypomnijmy. Do tragicznego wypadku doszło 20 lipca około godz. 11 na autostradzie A4 na wysokości miejscowości Rozbórz w pow. przeworskim. 44-latek jadący motorowerem w kierunku Rzeszowa nie zauważył stojącego na pasie awaryjnym samochodu dostawczego służby drogowej i uderzył w tył pojazdu. Na miejscu wypadku jako pierwsi pojawili się strażacy z komendy powiatowej PSP w Przeworsku, z których relacji wiemy, że mężczyzna był przytomny, uskarżał się na ból brzucha i w klatce piersiowej, a oczekiwanie na karetkę trwało aż ok. 40 min. Po przetransportowaniu mężczyzny do szpitala (w karetce doszło do zatrzymania akcji serca i był reanimowany) zmarł.

Pomylili się w drodze?
Dzięki informacjom do których dotarliśmy wiemy, że zgłoszenie o wypadku zostało przyjęte przez dyspozytornię medyczną w Przemyślu o godz. 11.04. Cztery minuty później, czyli o godz. 11.08 (bo tyle trwało zbieranie wywiadu) zadysponowano zespół R1501 (zespół specjalistyczny z lekarzem) z Przeworska, który wyjechał w 3 minuty od przyjęcia zgłoszenia. Dysponentem w Przeworsku jest prywatna firma. Od momentu odebrania zgłoszenia przez dyspozytornię do momentu wyjazdu zespołu minęło więc niecałe 7 minut, co mieści się w przyjętych normach czasowych. Dlaczego więc zespół tak długo dojeżdżał do poszkodowanego 44-latka? Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, załoga karetki miała mieć w trasie problem – mieli pomylić zjazdy. Z prośbą o komentarz w tej sprawie zwróciliśmy się do prywatnej firmy, która była dysponentem zespołu. – Jaki był czas przyjazdu karetki do poszkodowanego? Skąd to wynikało? Czy rzeczywiście pomylono zjazdy i jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte w stosunku do osób, które zawiniły? – takie pytania wysłaliśmy mailowo do rzecznika firmy. Czekamy na odpowiedz.

Katarzyna Szczyrek

8 Responses to "Karetka przyjechała do rannego po 40 minuntach, bo… pomylili zjazdy?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.