
ŻUŻEL. 2.LŻ. Rozmowa z MIROSŁAWEM KOWALIKIEM, byłym trenerem Stali Rzeszów.
– Mleko się rozlało. Po ostatnich publikacjach stwierdziłem, że nie dam z siebie robić durnia i zrezygnowałem – przyznaje MIROSŁAW KOWALIK, który w minioną środę złożył wypowiedzenie i nie będzie już trenerem Stali Rzeszów.
– Ponoć od dłuższego czasu było panu nie po drodze z rzeszowską Stalą?
– Współpraca to się układała, tylko nie było płacone.
– Zaległości mają sięgać czterech miesięcy. To prawda?
– Dokładnie. Od kwietnia nie mam pieniędzy z tytułu umowy o pracę, a przecież wiadomo, że z czegoś musiałem żyć.
– Próbował pan na ten temat rozmawiać z Ireneuszem Nawrockim, prezesem Speedway Stali Rzeszów S.A.?
– Czekam na jego ripostę. Jeśli dalej będę oczerniany, wówczas też powiem, jak to wszystko wyglądało. Poczekajcie jeszcze chwilę. Jeśli nie, to ja mogę milczeć.
– Nie wierzę, że przez cztery miesiące nie dostawał pan wynagrodzenia i nie upominał się o swoje…
– Cały czas się dopominam i próbuję odzyskać należne mi pieniądze. Jak na razie niczym to nie skutkuje, bowiem nie ma żadnego odzewu.
– Nie szkoda panu zostawiać Stali w momencie, gdy jest ona na dobrej drodze do powrotu w szeregi Nice 1. Ligi Żużlowej?
– Szkoda, ale przede wszystkim tylko ze względu na drużynę. Poza tym, to nie.
– Będzie pan kibicował Stali w walce o awans?
– Boję się, że ten awans może nie dojść do skutku. Jakby jednak nie patrzeć, to są moi chłopcy, z którymi miałem wielką przyjemność pracować, więc życzę im jak najlepiej. Bardzo chciałem podziękować również wszystkim kibicom. Stal ma naprawdę bardzo fajnych kibiców, tylko jeśli tak dalej pójdzie, to za chwilę nie będzie komu kibicować.
Rozmawiał Marcin Jeżowski


