Wyrok sądu jak z Barei

Marek Sowa nabywając działki, w tym tę sporną, korzystał oczywiście z kancelarii notarialnej. Za jej usługi zapłacił 4,5 tys. złotych, a po niedługim czasie okazało się, że sprzedająca nie byłą jedyną osobą, która miała prawa do działki. - Czuję się oszukany - żali się Sowa. Fot. Monika Kamińska
Marek Sowa nabywając działki, w tym tę sporną, korzystał oczywiście z kancelarii notarialnej. Za jej usługi zapłacił 4,5 tys. złotych, a po niedługim czasie okazało się, że sprzedająca nie byłą jedyną osobą, która miała prawa do działki. – Czuję się oszukany – żali się Sowa. Fot. Monika Kamińska

W majestacie prawa i w dobrej wierze kupił działkę. Teraz okazało się, że niby bezprawnie i musi oddać pieniądze. – Nie dość, że zostałem oszukany, to jeszcze mam za to zapłacić – denerwuje się Marek Sowa, rodem z Przemyśla, obecnie mieszkający w USA. – Tak orzekł sąd – dodaje. Wyrok nie jest prawomocny, pełnomocnik M. Sowy pewnie się od niego odwoła, ale jaki będzie finał, nie wiadomo.

Przemyślanin do Ameryki wyjechał już dość dawno temu. Mieszka tam, pracuje i choć w USA mu się podoba, z latami ciągnie go na „stare śmiecie”. Postanowił więc pomyśleć o kawałku ziemi w ojczyźnie, by może za kilka lat przeszedłszy na emeryturę miał gdzie osiąść. Interesowało go spokojne ciche miejsce, najlepiej opodal rodzinnego Przemyśla…

Wszystko zgodnie z prawem
W Internecie znalazł ogłoszenie jakiejś pani o sprzedaży działek w Kuńkowcach. Skontaktował się więc ze sprzedającą. – Pani z ogłoszenia opowiadała mi, że działki odziedziczyła po zmarłym tacie i nie ma pomysłu na nie, więc chce sprzedać – wspomina Sowa. – Podobały mi się, cenę też uzgodniliśmy zadowalającą obie strony, więc nie pozostawało nic innego, jak sfinalizować transakcję – dodaje. Wszystko zostało przeprowadzone w kancelarii notarialnej, której za fatygę Marek Sowa zapłacił ponad 4 tys. złotych. – Dla mnie to nic nadzwyczajnego, w Stanach też prawnik kosztuje – zauważa przemyślanin. Akt notarialny Marek Sowa, a jakże, ma. Porządny, kilkustronicowy, szczegółowy. – Do głowy by mi wtedy nie przyszło, że to wszystko rozegra się tak, jak się stało – wzdycha nabywca działek.

Pozew od nieznanej kobiety
Od tamtego czasu w czerwcu minęły 2 lata. Nowy właściciel działek już zdążył niemało w nie zainwestować, gdy: – Ni stąd, ni zowąd otrzymałem od nieznanej mi kobiety pozew do sądu – opisuje Sowa. – Początkowo sądziłem, że to jakaś pomyłka – przyznaje.

Okazało się jednak, że o pomyłce nie ma mowy. Marek Sowa kupił bowiem działkę, do której, według składającej pozew, ma ona prawo! – To bardzo zagmatwana historia – tłumaczy przemyślanin. – Tylko nie wiem dlaczego ja znalazłem się w niej i to na „naczelnym” rzec można miejscu – wzdycha.

Z pozwu nieznajomej skierowanego przeciw Markowi Sowie wynikało, że zmarły ojciec sprzedającej Sowie działki był kiedyś jej mężem. Państwo się jednak rozwiedli i to fakt bezsporny, tyle że ojciec sprzedającej kupił od gminy wiejskiej Przemyśl ziemię przed uprawomocnieniem się wyroku rozwodowego. Dlaczego nikt w gminie nie powiedział mu, że w takiej sytuacji powinien się wstrzymać z zakupem do czasu tego uprawomocnienia, trudno dziś dociekać. Po śmierci właściciela jego córka działki sprzedała Sowie, a była żona jej ojca rości sobie prawo do jednej z nich, tej akurat, w którą przemyślanin zdołał już zainwestować ponad 100 tys. zł.

Dlaczego ja?!
– Ja tam nie znam się na tym i nie wiem, czy tej pani się coś powinno należeć z tego kupionego po rozwodzie majątku, czy nie, to już sprawa dla sądu – wyjaśnia Marek Sowa. – Ale zupełnie nie pojmuję, dlaczego ta kobieta pozwała do sądu mnie, a nie swoją pasierbicę – podkreśla przemyślanin. – Ta pani sprzedawała, byłem pewien, że swoją ziemię, potwierdził tę transakcję prawnik – tłumaczy mężczyzna. – Ja jej zapłaciłem! Jeśli ktoś powinien coś tej pani – byłej żonie zwracać, to ta sprzedająca działkę pasierbica, a nie ja przecież – dodaje.

Rozumowanie przemyślanina, trzeba to przyznać, jest bardziej niż logiczne: kupił działkę w dobrej wierze, mając uzasadnione i poparte autorytetem notariusza przekonanie, że sprzedająca jest jedyną osobą mającą do niej prawo, zapłacił umówioną kwotę, więc jeśli od kogoś była żona zmarłego może się domagać czegokolwiek, to od sprzedającej działkę właśnie. Tymczasem przemyski sąd uznał inaczej! I nakazał Sowie zapłacenie kilkunastu tysięcy złotych byłej żonie zmarłego właściciela działki oraz ponad 4 tys. złotych kosztów  sądowych.

– Cały ten proces wyglądał jak nieporozumienie – opowiada Sowa. – Pani, która mi sprzedała działkę była świadkiem i przekomarzała się z tą, która mnie pozwała na sali sądowej, która ile pracowała w gospodarstwie – wspomina przemyślanin. – Sądu nie interesowało zupełnie, że ja nic o żadnej byłej żonie zmarłego nie słyszałem i nie wiedziałem, że może mieć prawo do tej działki, tylko sąd pytał panią powódkę, co tam na tej działce było nasadzone – relacjonuje. – Mojego pełnomocnika sąd nie dopuszczał do słowa, za to pani adwokat z urzędu reprezentująca powódkę mogła pytać o jakieś zupełnie nieistotne dla sprawy rzeczy – żali się Sowa.

Śmiać się nie ma z czego
Przemyślanin i jego pełnomocnik z wyboru najpewniej odwołają się od tego, delikatnie mówiąc, dziwnego wyroku sądu. Czekają tylko na uzasadnienie takiej decyzji wymiaru sprawiedliwości. – Sam jestem ciekawy jak sąd uzasadni to, że mnie oszukano, a ja mam jeszcze za to zapłacić – ironizuje Sowa. – To musi być jakieś szczególne interpretowanie prawa – zastanawia się z uśmiechem.

Ale śmiać się tak naprawdę przemyślanin nie ma z czego. Póki co ta cała historia „zjadła” mu już sporo nerwów i niemało pieniędzy, bo przeloty do Polski na kolejne rozprawy ze Stanów  kosztują ponad 1000 dolarów każdy, usługi prawnika niestety także.

– Nie jestem z tych Polaków, co wyjechawszy do USA stają się bardziej „amerykańscy” niż Amerykanie – zastrzega Marek Sowa. – Nie chciałbym więc, by to jakoś nie tak zabrzmiało, ale powiem, że w Stanach takie coś to zwyczajnie nie byłoby do pomyślenia – stwierdza. – Jakby mnie to nie spotkało, a ktoś mi coś takiego opowiedział, to pewnie nie uwierzyłbym! Myślałbym, że to jakiś żart, albo motyw z filmu Barei – dodaje.  A to niestety panie Marku, Polska właśnie…

Monika Kamińska

11 Responses to "Wyrok sądu jak z Barei"

Leave a Reply

Your email address will not be published.