
RZESZÓW. Piątkowe spotkanie prezydenta Tadeusza Ferenca z mieszkańcami odbyło się w burzliwej atmosferze. „Nie przyszliśmy słuchać o pana sukcesach, ale rozmawiać o naszych problemach”. Zdegustowani ludzie zaczęli wychodzić.
Stanowczy opór i aż 3 tys. zebranych na znak protestu podpisów opłaciło się. Zgodnie ze złożoną podczas piątkowego spotkania deklaracją prezydenta Ferenca, planowanej na największym osiedlu Rzeszowa kilometrowej drogi nie będzie. Mieszkańcy są jednak ostrożni. – Żeby tylko to nie były takie obiecanki cacanki, bo zbliżają się wybory i temat znowu wróci, jak średnio co 3 lata. Chcemy deklaracji na piśmie – komentowali. – Jak pan obiecuje, że drogi nie będzie, to niech pan powie, jak pan to zrobi, żeby nigdy nie powstała. Tego oczekujemy – domagali się. Tymczasem spotkanie – ku oburzeniu mieszkańców – miało bardziej charakter prezentacji zasług i sukcesów włodarza miasta, a główny – jak oczekiwali temat drogi… zszedł na drugi plan.
Dwa dni i dwa spotkania ws. planowanej na Nowym Mieście drogi, która miałaby połączyć ul. Kozienia z okolicą centrum handlowego Millenium Hall rozgrzały do czerwoności atmosferę na osiedlu. Temat jest ogromnie istotny dla mieszkańców, bo miałaby ona przebiegać przez sam środek osiedla i zająć zielone tereny, plac zabaw, część boiska oraz siłownię plenerową. Na to mieszkańcy Nowego Miasta kategorycznie nie chcą się zgodzić. – Co by to było za życie, dusilibyśmy się w smrodzie spalin, a człowiek bałby się dziecko wypuścić z domu, bo samochód jeździłby za samochodem – podkreślają.

W czwartek, 2 sierpnia, mieszkańcy spotkali się w tej sprawie z posłem Wojciechem Buczakiem, kandydatem na prezydenta Rzeszowa. W Spółdzielczym Osiedlowym Domu Kultury „Nowe Miasto”, gdzie miało miejsce spotkanie, pojawiło się ponad 200 osób. Emocje sięgały zenitu. – Nigdy nie zgodzimy się na to, żeby ta droga tu powstała! To jakbyśmy podpisali na siebie wyrok! – grzmieli mieszkańcy. – Szatański pomysł, jawne przestępstwo, zbrodnia! Marzy mu się metropolia, a chce zrobić nam nekropolię! – słychać było z sali, gdy Wojciech Buczak mówił, że plany budowy drogi nie są sprzed kilku lat, a z kwietnia tego roku, a inicjatorem kontrowersyjnej inwestycji jest prezydent Tadeusz Ferenc. „Likwidacja obecnej infrastruktury osiedla Nowe Miasto, likwidacja parkingu pod Lipą, dla ok. 150 samochodów, likwidacja boiska ze sceną w dotychczasowym miejscu, likwidacja nowego placu zabaw z siłownią i zielenią urządzoną” – wymieniono skutki inwestycji, które zaprezentowano mieszkańcom. Mało tego. „Budowa drogi spowoduje, że na terenach zielonych przy ul. Popiełuszki, obok kościoła będą wybudowane dwa bloki 18 piętrowe” – informowano dalej. Tego dla mieszkańców już było za wiele. – Zmienić prezydenta! – rozległ się kobiecy głos z głębi sali, co przybyli skwitowali gromkimi brawami. Podczas spotkania ujawniono, że już w 2017 r. ratusz zgodził się na budowę wieżowców, czemu sprzeciwiła się spółdzielnia Nowe Miasto zaskarżając tą decyzję do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Ostatecznie skończyło się w sądzie – Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił pozwolenie. Spotkanie zakończyło się zapowiedzią złożenia uchwały, aby tereny pomiędzy ulicami Popiełuszki, Podwisłocze, Kopisto i Rejtana zostały objęte miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego z przeznaczeniem na parki.
Zrobili sobie tu kampanię wyborczą
Nazajutrz to samo liczne grono mieszkańców Nowego Miasta przybyło tym razem do Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 4 na spotkanie z prezydentem Tadeuszem Ferencem. Korytarz szkoły zaczął zapełniać się na długo zanim na miejscu pojawił się sam prezydent w towarzystwie radnych. Czuć było napiętą atmosferę. – Ciekawe co nam powie, niech się tłumaczy. Drogi nie ma i nie będzie! – słychać było gorące dyskusje. – Mieszkam w bloku nr 26. Obok mnie jest przedszkole, szkoła, następne przedszkole i następna szkoła. Tutaj wychowywały się moje dzieci, przyjeżdżają wnuki. Jest spokojnie. Ale jak się tu będzie żyło jak mi wybudują takie bloki kolosy przed nosem. Zamiast godnie żyć jako emerytka, będę miała beton za oknami. Tak nie można ludzi traktować, przecież to nie do pomyślenia. Jak tak dalej pójdzie to zabudują nas, że będziemy sobie nawzajem do okien zaglądać. To karygodne! – mówiła pani Teresa. – Gdy droga powstanie, osiedle stanie się niebezpieczne zarówno dla dorosłych jak i dzieci. Chodzi mi o wzmożony ruch, który spowoduje jej powstanie. – komentowała pani Alicja. – Żadnej drogi ani bloków tu nie będzie! Póki żyjemy do tego nie dopuścimy! – do rozmowy przyłączali się kolejni mieszkańcy.
W niedługim czasie rozpoczęło się spotkanie i przy stołach zasiadł prezydent z radnymi. Swoją wypowiedz zaczął od wspomnień jak to przez 10 lat był prezesem Spółdzielni „Nowe Miasto” i co zrobił dla osiedla. – To było kiedyś, mówmy o drodze – słychać było zniecierpliwione szepty mieszkańców. Gdy prezydent wspomniał o tym, jak jeździł w piątek po Nowym Mieście i cieszyła go piękna zieleń, rozgoryczeni mieszkańcy nie wytrzymali i w sali rozbrzmiał gromki śmiech. To zreflektowało Tadeusza Ferenca do przejścia do meritum sprawy, bo po przydługim wywodzie padło w końcu z jego ust zapewnienie, że 3 tys. zebranych przez mieszkańców podpisów dało mu do myślenia – droga nie powstanie. Po tym nastąpiło „zgrabne” przejście Marka Ustrobińskiego, wiceprezydenta Rzeszowa do… prezentacji dotyczącej osiągnięć włodarza miasta. Początkowo zaskoczeni takim obrotem spraw przybyli na spotkanie ze spokojem przysłuchiwali się relacji z tego, co zostało zrobione, jakie inwestycje zostały zrealizowane, jak rozrósł się Rzeszów i jakie nagrody otrzymało miasto. W końcu jednak zniecierpliwieni przedłużającym się wywodem zupełnie nie na temat o którym chcieli dyskutować – zaprotestowali. – Nie spotkaliśmy się tutaj po to, żeby słuchać o sukcesach. Mówmy o drodze, bo po to przyszliśmy – zdenerwował się jeden z mieszkańców. Po sali przeszedł szmer niezadowolenia „Kampania się zaczęła…”. – Jak pan mówi, że drogi nie będzie to niech pan powie jak pan to zrobi żeby nigdy nie powstała – denerwowali się mieszkańcy. Padły też pytania o bloki. „Żeby budować bloki musi być droga, a droga nie będzie budowana” – brzmiało zapewnienie po czym powrócono do wyliczanki o osiągnięciach Tadeusza Ferenca. Tego dla części mieszkańców Nowego Miasta już było za wiele i zaczęli opuszczać spotkanie. – My tu przyszliśmy rozmawiać o drodze, o wieżowcach, które mogą nam wyrosnąć pod oknami i o tym jak do tego nie dopuścić, co nas teraz obchodzą obwodnice, Most Mazowieckiego, nagrody – denerwował się pan Włodzimierz, jeden z opuszczających salę. – To skandal. W zaproszeniu było napisane że spotkanie będzie dotyczyło tego konkretnego tematu. A tu co? Dwa zdania, że nie będzie, żadnych zapowiedzi co zrobi żeby rzeczywiście nie dopuścić do ich budowania i chwalenie się, bo wybory niebawem.
Osoby, które pomimo takiego obrotu spraw wciąż pozostały na sali, komentowały gorzko – Myśleliśmy, że to będzie rozmowa o naszych sprawach, o tym jakie mamy tu problemy. A rozmawia się tu o Dolinie Lotniczej, o powiększeniu Rzeszowa – komentowała pani Krystyna. – Nas to interesuje, ale nie w tej chwili. Przyszliśmy tutaj po co innego. Nasz temat o którym chcemy mówić to droga i byt mieszkańców – mówiła pani Maria – To spotkanie wygląda nam bardziej na kampanię wyborczą. Nie tak to miało wyglądać…
Mieszkańcy Nowego Miasta nie chcą aby temat drogi zakończył się na słownej obietnicy. – Pan prezydent obiecał, ale czy dotrzyma słowa? Czy to nie będą tylko przedwyborcze obiecanki – cacanki? Tego nie jesteśmy pewni – podsumowali spotkanie. – Niech podejmą uchwałę żeby tej drogi rzeczywiście tu nigdy nie było, niech dadzą nam to na piśmie!
Katarzyna Szczyrek



14 Responses to "Protestują przeciwko drodze w środku osiedla. Padła obietnica: drogi nie będzie"