
Matka zamordowanej na ulicy w Mielcu 35-letniej Agaty opowiada o gehennie, jaką jej córce zgotował 40-letni Paweł M.
Obiecywał złote góry, przynosił kwiaty i zapewniał o miłości. Gdy Agata uległa czarowi poznanego na portalu randkowym 40-latka, ten zgotował jej piekło. Bił, wyzywał, więził, zdradzał, zgwałcił, gdy była w ciąży, a na koniec zadźgał nożem na jednej z mieleckich ulic w biały dzień.
We wtorek przed tarnobrzeskim Sądem Okręgowym ruszył proces 40-letniego Pawła M. z Wrzaw (pow. tarnobrzeski), którego prokuratura oskarżyła o zamordowanie 35-letniej żony Agaty oraz psychiczne i fizyczne znęcanie się nad nią i dwojgiem jej dzieci z pierwszego małżeństwa. Mężczyzna nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów i złożył przed sądem bardzo obszerne wyjaśnienia. Jego wersja wydarzeń stoi jednak w całkowitej sprzeczności z ustaleniami śledczych i tym, co mówi matka ofiary.
Do tragedii, która wstrząsnęła całym Podkarpaciem doszło 11 sierpnia ub. roku w Mielcu. To tu na jednej z ulic około godz. 11 doszło do zabójstwa. 35-letnia Agata M. została kilkakrotnie ugodzona nożem w głowę, rękę i klatkę piersiową. Mimo prób reanimacji, zmarła na chodniku na skutek wykrwawienia.
Burzliwy związek
– Agatę poznałem w grudniu 2014 roku. Przywoziłem paczki do jej zakładu pracy. Potem zauważyłem jej zdjęcie na portalu randkowym. Zaczęliśmy się spotykać – opowiadał Paweł M. 40-latek nie był wówczas jeszcze rozwodnikiem, ale od 5 lat nie mieszkał z żoną, z którą ma troje dzieci w wieku 21, 19 i 16 lat. Agata także była po przejściach. Jako rozwódka samotnie wychowywała dwoje dzieci (obecnie 13 i 9 lat). Mieszkała z rodzicami.
– Nie planowaliśmy na początku ani dziecka, ani małżeństwa – mówił Paweł M. Zdaniem oskarżonego, na legalizację związku nalegała matka Agaty. Namawiała parę, aby wzięli ślub i starali się o dziecko, a także wyremontowali dom. Zapewniała, że im pomoże. Oskarżony przez ponad dwie godziny opowiadał o swoich relacjach z Agatą. Zapewniał, że bardzo się między nimi układało. On bardzo dużo pracował, nie miał czasu na nic więcej. Z nikim się nie spotykał, zawsze był żonie wierny, a to jej z czasem wszystko przeszkadzało. Miała pretensje o to, że ciągle nie ma go w domu, a jeszcze przed ślubem dwa razy przyłapał ją na niewierności. Matka ofiary, która zeznawała drugiego dnia procesu nie kryła emocji. Już w czasie, gdy Paweł M. zeznawał wielokrotnie wybuchała płaczem, przerywała też jego zeznania mówiąc, że „wszystko to kłamstwo”.
Była zaślepiona i bardzo zakochana
– Agata była w nim bardzo zakochana, zaślepiona. Obiecywał jej złote góry, że na rękach ją będzie nosił, kwiaty kupował – zeznawała przed sądem matka ofiary. – Mówił, że jest biznesmenem, że paczki wozi za granicę. A nie miał nic oprócz długów. Co zarobił to szło na alimenty, bo komornik nad nim wisiał. Pracował trzy miesiące, zwalniał się i robił na czarno. Nie chciał płacić. Morderca, zbój, oszust jeden. Najpierw, myślałam, że Agata sobie z nim życie ułoży. Ludzie jednak mnie przed nim ostrzegali. Pytali: kogo ty przyjęłaś pod dach? Od ludzi i z Internetu dowiedziałam się, że jest oszustem, dzieciorobem i złodziejem. Kłamał, że jest kawalerem, choć, gdy się do nas wprowadził miał jeszcze żonę i troje dzieci. Jego żona, bardzo dobra kobieta, nie wytrzymała, bo ciągle ją zdradzał. Córka była jednak zaślepiona, mówiła, że to ludzie z zawiści wypisują w Internecie.

Gdy dzień, wcześniej Paweł M. zeznawał w sądzie jak przyłapał Agatę z kochankami, matka nie mogła uwierzyć w to co mówi. W środę to ona zeznała, że to oskarżony jeździł do kochanek i jakby było mało, że okłamywał Agatę, to te kobiety też okłamywał.
Ciąża, ślub i wyprowadzka do koleżanki
Para choć ciąży nie planowała to jednak kobieta zaszła w ciążę w lutym 2016. – Kiedy Agata zaszła w ciążę, chciała wziąć z nim ślub. Prosiłam ją, błagałam, żeby nie wychodziła za tego oszusta, ale ona chciała to sformalizować – mówiła matka. – On nie chciał ślubu, kiedy powiedziała mu, że chce to ją pchnął na ścianę i uderzyła głową. Ona była zaślepiona. W końcu wzięli ślub w czerwcu 2016 r. potajemnie, kiedy byłam we Włoszech.
Córka Agaty i Pawła urodziła się w listopadzie. Jeszcze za nim przyszła na świat, oskarżony wyprowadził się z domu na kilka tygodni. Po prostu nie wrócił z jednego z wyjazdów do Niemiec. Zamieszkał „u koleżanki”. Do Agaty wrócił w połowie grudnia. Z nią i trójką dzieci zamieszkali razem w połowie grudnia 2016 r. w wynajętym mieszkaniu w Zaleszanach pod Stalową Wolą.
Gehenna na swoim
– Tam dopiero zaczęła się gehenna, o której dopiero później się dowiedziałam. Ten nóż, którym zamordował Agatę, pokazywał w Zaleszanach Darkowi (synowi Agaty) i mówił, że to na nich i na matkę. Bił ją, wyzywał, poniżał, dzieci wyzywał, rozbijał im telefony, gdy chciały dzwonić do mnie – relacjonowała kobieta. – Nawet zgwałcił Agatę. Ona była wtedy w ciąży i poroniła.
Gdy Paweł M. opowiadał o życiu w Zaleszanach, skupił się właściwie tylko na tym, że w tym okresie żona miała do niego pretensje o to, że bardzo dużo pracował i nie pomagał przy córce. Poza tym twierdził, że żona w tym czasie kontaktowała się z byłym mężem i on wysyłał do niej niedwuznaczne sms-y.
W lipcu 2017 roku Agata postanowiła uciec z tego piekła. Wykorzystała moment, gdy Paweł M. pojechał po samochód do Niemiec. Gdy wrócił po półtora dniu zastał kartkę, że klucz jest u sąsiada. Agata z dziećmi wróciła do domu rodzinnego do Rzędzianowic pod Mielcem.
Tragiczny dzień
Paweł M. wspominając tragiczny 11 sierpnia 2017 r. wyjaśnił, że spotkał się w Mielcu na prośbę żony. Spotkanie było umówione ponad tydzień wcześniej. Kobieta miała tego pójść na policję, odwiedzić bank i zrobić zakupy. Przed sądem relacjonował jak, towarzyszył Agacie w robieniu sprawunków. – Gdy wróciła z komendy, poszła do apteki, potem do bankomatu, ja byłem po papierosy i napój, potem jeszcze była w mięsnym po kiełbasę i po worki do odkurzacza. Potem usiedliśmy na takiej barierce za sklepem i zaczęliśmy się kłócić. Nic więcej nie pamiętam, świadomość wróciła mi gdy byłem już na Wisłostradzie w Tarnobrzegu – mówił Paweł M. – Nóż miałem przy sobie, bo obawiałem się byłego męża Agaty. Wiedziałem już wtedy, że on do niej wrócił i zamieszkali razem w Rzędzianowicach. Myślałem, że to z nim pojechała do Mielca.
– Absolutnie się z nim nie umawiała, choć on ją śledził. Jeździł i śledził, a tamtego dnia o godzinie 6 rano stał za kioskiem w Rzędzianowicach i obserwował, bo widziała go sprzedawczyni – mówiła matka. – Gdy Agata jechała do Mielca na spotkanie z dzielnicowym, prosiłam ją, żeby uważała, bo ten wariat może gdzieś być. I dzwoniłam też do niej. Powiedziała: mamuś, cóż może mi się stać? Jest biały dzień, pełno ludzi chodzi. Kiedy minął czas przyjazdu autobusu, zaniepokojona matka próbowała bezskutecznie dodzwonić się do Agaty. Już miała złe przeczucia.
Wiedziałam, że to moja córka
– Monika (córka Agaty) oglądała telewizor. Powiedziałam, żeby przełączyła na inny kanał – przez łzy wspominała matka ofiary. – Przełączyła i zobaczyłam na pasku informację, że w Mielcu zamordowano 35-letnią kobietę. Wiedziałam, że to moja córka…
Ciąg dalszy procesu 21 i 22 sierpnia.
Małgorzata Rokoszewska



One Response to "Za miłość z Internetu zapłaciła życiem"