
PRZEMYŚL. Kiedyś miasto wręcz słynęło z modnych dancingów, dziś nie ma się gdzie pobawić.
Niby to przy ogólnych problemach Przemyśla taki błahy, ale wbrew pozorom wielu zwraca nań uwagę: w mieście nie ma praktycznie gdzie się pobawić, szczególnie tyczy się to osób w średnim wieku i starszych. – Mój Boże, a kiedyś tu trzeba było stoliki na dancingi zamawiać z wyprzedzeniem – wzdychają Krystyna i Andrzej, przemyślanie z dziada pradziada, dziś emeryci. – Poszlibyśmy gdzieś na tańce, ale nie ma gdzie – żalą się. – Albo dyskoteka dla młodzieży, albo „mordownia”, że strach tam iść! – podsumowują. Rzeczywiście, w Przemyślu porządnych lokali, gdzie można potańczyć kiedyś było bez liku, a dziś jak na lekarstwo.
– Gdzie te czasy, kiedy była „Adria”, „Śródmiejska”, „Karpacka” czy „Eger” – wspominają starsi przemyślanie. – Szło się na tańce w każdy weekend, była muzyka na żywo, pełna kultura, dobra kuchnia przy tym – rozmarzają się. – Teraz nie ma gdzie iść, bo tego rodzaju lokale popadały, a te co są to naprawdę garstka i nastawione na jednak młodszych gości – podkreślają. – Jak nie typowo młodzieżowa muzyka, to w kółko disco polo, no ileż tego można słuchać? – zapytują. – A gdzie standardy, muzyka lat 70. i 80. zeszłego wieku? Wszystko to w Przemyślu „przeminęło z wiatrem” – dodają.
W istocie w mieście, które dawniej słynęło z modnych dancingów teraz jest można powiedzieć „pustynia” w tym względzie. Trudno znaleźć otwartą imprezę z muzyką na żywo, czy nawet karaoke. – Nie wiem z czego to wynika – zastanawia się zagadnięty w temacie 43- letni Sławek z Przemyśla. – Może nie opłaca się organizować takich imprez? A może to kwestia tego, że w Przemyślu na bank takowa by zaraz komuś przeszkadzała i stąd taki marazm – zamyśla się. – Ale rzeczywiście dziwne, że nikt nie próbuje nawet takiego biznesu rozkręcić – dodaje.
Doradcą biznesowym nie jesteśmy, ale minisonda wśród przemyślan pokazała nam, że raczej dobry dancing z dobrą muzyką na żywo w kulturalnym towarzystwie przyciągnąłby gości. Zatem niewykluczone, że to dobry pomysł, może lepszy nawet niż kolejna pizzeria w mieście, albo kolejny punkt z kebabami. Bo przemyślanie też potrafią i chcą się bawić, tylko nie mają, niestety, gdzie…
Monika Kamińska



One Response to "Kiedyś był tłok, dziś nie ma się gdzie pobawić"