
RZESZÓW, LUBLIN. Prokuratorski finał wstrząsającej sprawy zabójstwa półrocznego niemowlęcia i znęcania się nad jego 2-letnią siostrzyczką.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie wysłała do rzeszowskiego Sądu Okręgowego akt oskarżenia przeciwko 41-letniemu Grzegorzowi B. z Klęczan w pow. ropczycko-sędziszowskim i 25-letniej Karinie B., matce Maksia i Lenki. Oboje odpowiedzą za cierpienie dzieci i śmierć niemowlęcia.
– Grzegorz B. został oskarżony o 3 przestępstwa: zabójstwo 6-miesięcznego Maksymiliana, znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad Leną w okresie od czerwca 2016 r. do 28 lipca 2017 r. w drastyczny sposób i znęcanie się nad Maksymilianem w okresie od czerwca 2017 do 28 lipca 2017 r. U dziecka doszło wtedy m. in. do złamania żeber – mówi prok. Piotr Sitarski z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. – Karina B. została oskarżona o 4 przestępstwa: pomocnictwa Grzegorzowi B. w pozbawieniu życia swojego syna Maksymiliana, pomocnictwa w drastycznym znęcaniu się nad chłopcem, pomocnictwa w zamiarze ewentualnym w fizycznym znęcaniu się ze szczególnym okrucieństwem nad córką Leną i znęcania się fizycznego oraz moralnego nad swoją córką. Ten zarzut jest powiązany z przestępstwem narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub uszczerbku na zdrowiu, dlatego że była osobą zobowiązaną do opieki nad dziewczynką. Polegało to m.in. na wyzywaniu jej wulgarnymi słowami, szarpaniu, zaniedbywaniu higieny osobistej – dodaje prokurator.
Jak tłumaczą śledczy, Karina B., wiedząc jak Grzegorz B. zachowuje się w stosunku do jej dzieci w dalszym ciągu godziła się na to, by pozostawały pod jego wyłączną opieką. Właśnie wówczas Grzegorz B. brutalnie znęcał się nad nimi. Malutką Lenkę miał bić po całym ciele, powodując stłuczenia głowy i klatki piersiowej, szarpać ją, popychać, ciągnąć za włosy, naderwać lewe ucho, przypalać jej ciało i rzęsy papierosami, dusić ją aż się posikała. To wszystko – jak zeznał śledczym – miało sprawiać mu satysfakcję.
Najsurowiej karane jest zabójstwo – grozi za nie nawet dożywotnie więzienie. Pomocnictwo w zabójstwie obciążone jest taką samo karą pozbawienia wolności. Dlatego zarówno Grzegorzowi B. jak i Karinie B. grozi nawet dożywocie.
Dramat dzieci wstrząsnął Podkarpaciem
Horror dzieci wyszedł na światło dzienne 28 lipca ub.r., kiedy to malutki Maksiu trafił do szpitala. Matka dziecka wezwała do niego karetkę pogotowia, bo zauważyła, że nie daje oznak życia. Przybyli na miejsce ratownicy podjęli reanimację, która była kontynuowana w szpitalu. Udało się przywrócić czynności życiowe, jednak stan dziecka lekarze określali jako krytyczny. Jak się okazało chłopczyk posiadał liczne urazy w tym głowy. Zmarł na drugi dzień. W czasie policyjnych czynności funkcjonariusze zauważyli również niepokojące ślady na ciele Lenki. m.in. ślady przypalenia papierosami i liczne zasinienia. Początkowo główną podejrzaną o zamordowanie dziecka była matka – 23-letnia Karina B., jednak została oczyszczona z podejrzeń i wypuszczona do domu, a zarzut zabójstwa niemowlęcia usłyszał Grzegorz B., były pracodawca ojca Maksia, właściciel dużego zakładu stolarskiego. Mężczyzna wyjawił śledczym, że od około 1,5 roku znęcał się nad Lenką, ale zaprzeczał jakoby to on był winnym śmierci chłopca. Bronił się, że stan Maksia był wynikiem jego upadku na podłogę. Śledczy nie dali jednak wiary jego zapewnieniom, co potwierdziła sekcja zwłok dziecka. Ustalono, że Maksiu otrzymał od Grzegorza B. dwa ciosy twardym i tępym narzędziem w okolice głowy, które skutkowały zgonem dziecka. Gdy sprawę przeniesiono do Lublina, zarzuty usłyszała również Karina B.
Katarzyna Szczyrek



2 Responses to "Oprawcom Maksia i Lenki grozi dożywocie"