
TARNOBRZEG. Im bliżej wyborów, tym więcej szokujących informacji dotyczących tego, co się działo w tarnobrzeskim magistracie.
– Łapówka w kwocie 20 tysięcy zł podzielona była na dwie równe części, z których jedną oskarżony miał w wewnętrznej prawej kieszeni swej marynarki. Druga była schowana w zamkniętej szufladzie – ujawnia Kamil Kalinka, który wniósł do sądu o udzielenie informacji publicznej w kwestii postanowienia sądu dotyczącego zakazu pełnienia funkcji prezydenta Tarnobrzega przez Grzegorza Kiełba.
Wiceprezydent Tarnobrzega Kamil Kalinka upublicznił w poniedziałek uzasadnienie sądu dotyczące powodów zastosowania wobec Grzegorza Kiełba środka zapobiegawczego w postaci zakazu pełnienia funkcji prezydenta Tarnobrzega.
– W ocenie sądu w przypadku oskarżonego zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że popełnił zarzucone przestępstwo, na co wskazuje zgromadzony w sprawie materiał dowodowy w postaci zeznań sześciu świadków – czytamy w uzasadnieniu.
– Dowodami nieosobowymi świadczącymi o takim prawdopodobieństwie są protokoły przeszukań G.K. oraz jego gabinetu służbowego, w trakcie których ujawniono wręczone mu przez D.K. pieniądze w kwocie 20.000 zł podzielone na dwie równe części, z których jedną oskarżony miał w wewnętrznej prawej kieszeni swej marynarki, natomiast druga była schowana w zamkniętej szufladzie. I dalej: do tej grupy dowodów należą również: protokół oględzin telefonu komórkowego oskarżonego zawierającego w swej pamięci wiadomości sms o treściach świadczących, iż wpływał zarówno na tempo prac, a także na terminy uchwalania mających dla sprawy istotne znaczenie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i protokół oględzin dyktafonu za pomocą, którego (…) utrwalił w postaci nagrania rozmowę prowadzoną z oskarżonym – cytuje z uzasadnienia Kamil Kalinka.
– W ocenie sądu wykonywanie przez G.K. czynności służbowych na stanowisku Prezydenta Miasta Tarnobrzega przy występowaniu tego rodzaju relacji pomiędzy nim a wskazanymi świadkami ułatwiałoby mu możliwość ewentualnego podjęcia działań godzących w prawidłowy przebieg prowadzonego postępowania sprowadzających się do wpływania na tych świadków w zakresie ich przyszłych zeznań złożonych przed sądem” – pisze sąd.
– Dzisiaj już jest jasne dlaczego poprosiłem pana prezydenta Grzegorza Kiełba żeby nie spotykał się z urzędnikami w czasie pracy urzędu, o co jak pamiętamy, miał do mnie duże pretensje, jak widać chyba jednak nieuzasadnione – mówi Kamil Kalinka.
Kalinka poinformował także, że obecnie Grzegorz Kiełb przebywa obecnie na trzecim już zwolnieniu lekarskim.
– Informuje o problemach kardiologicznych i pobiera z tego tytułu publiczne pieniądze z kasy urzędu – ujawnia Kalinka. – Choroba nie wybiera nikogo, jednak obserwując dosyć wzmożoną aktywność pana Kiełba, o czym nagminnie informuje opinię publiczną, trudno uwierzyć w jego kiepskie samopoczucie. Szkoda, że takiej energii nie wykazywał wcześniej w pracy na rzecz miasta i naszych mieszkańców. Czym zajmował się Grzegorz Kiełb w pracy mogłem się m.in. przekonać po wglądzie w billing jego służbowego telefonu. Faktem jest, że doskonale wie, jak wygrywać rankingi popularności. W plebiscycie Echa Dnia na Człowieka roku 2017 w powiecie tarnobrzeskim, ze służbowego telefonu Grzegorza Kiełba zostały wysłane 433 SMS-y na kwotę ponad 1000 zł – ujawnia. Kiełb plebiscyt wygrał, choć statuetki nie odebrał, bo przebywał już wówczas w areszcie tymczasowym.
mrok



2 Responses to "Prezydent wysłał na siebie 433 SMS-y w plebiscycie popularności"