
PODKARPACIE. Lekarzy w regionie podobnie jak w całej Polsce jest zdecydowanie za mało (jesteśmy na przedostatnim miejscu w UE). W dodatku 20 proc. z nich to… emeryci.
W Okręgowej Izbie Lekarskiej w Rzeszowie zarejestrowanych jest 4834 lekarzy (3628 lekarzy i 1206 dentystów), w tym 912 lekarzy wykonuje zawód będąc już w wieku emerytalnym (754 lekarzy i 158 dentystów). – Emeryci stanowią obecnie ponad 20 proc. lekarzy czynnych zawodowo. Ich jednoczasowy ubytek byłby rzeczywiście katastrofą dla pacjentów – przyznaje dr n. med. Wojciech Domka, prezes OIL w Rzeszowie.
Sytuacja jest szczególnie dramatyczna, gdy weźmie się pod uwagę strukturę wiekową w poszczególnych dziedzinach medycyny. Wśród niektórych specjalizacji luka pokoleniowa już jest nieodwracalna, bo po zaprzestaniu wykonywania zawodu przez lekarzy emerytów nie będzie miał kto ich zastąpić. A pamiętać musimy, że nasze społeczeństwo starzeje się w coraz szybszym tempie i popyt na świadczenia zdrowotne i usługi medyczne będzie wzrastał.
– Lekarze emeryci rzeczywiście ratują obecnie system przed katastrofą. Obawiam się, że mnożenie przez rząd wymagań np. e-zwolnienia, e-recepty może spowodować rezygnację z pracy emerytów. I będziemy mieli bardzo duży problem – mówi prezes OIL.
Jakich specjalizacji brakuje najbardziej? Generalnie brakuje lekarzy prawie wszystkich specjalności. Wśród emerytów najwięcej jest pulmonologów, pediatrów, neonatolologów, kardiologów, reumatologów, ginekologów, internistów, endokrynologów, diabetologów, lekarzy rodzinnych, chirurgów.
Sytuacja nie poprawi się z dnia na dzień
Czy zwiększenie liczby miejsc rezydenckich poprawi sytuację? – Na pewno tak, ale nie od razu. Efektów można spodziewać się za 5 – 10 lat. I to przy założeniu, że będziemy racjonalnie gospodarowali miejscami, ciągle monitorowali sytuację, a przede wszystkim stworzymy godziwe warunki do pracy młodym lekarzom. I nie mam tu na myśli tylko płacy, ale przede wszystkim organizację pracy – mówi dr Domka.
Według niego, lekarze w Polsce pracują zdecydowanie za dużo, bo muszą: raz ze względu na zarobki, a dwa ze względu na niedobory kadrowe. Jeżeli to się nie zmieni nikt nie powinien być zdziwiony, że lekarze, głównie młodzi, będą wyjeżdżać z kraju. Próba zatrzymania ich obietnicami czy bezsensownymi zobowiązaniami okaże się drogą donikąd. – Obawiam się niestety, że za kolejne 10 lat będziemy rozmawiać o tym samym, czyli będziemy dreptać w miejscu – mówi Wojciech Domka.
Braki specjalistów najbardziej odczuwają pacjenci i dyrektorzy szpitali powiatowych, którzy muszą niemal walczyć o pracowników. Szpital w Lubaczowie chce zatrudnić, od zaraz, na dogodnych warunkach finansowo-socjalnych lekarzy o specjalizacji: pediatra, neonatolog, lekarz medycyny ratunkowej, neurolog, kardiolog, internista lub lekarzy w trakcie w/w specjalizacji. – Zapewniamy mieszkanie w bloku usytuowanym bardzo blisko szpitala – czytamy w ogłoszeniu na stronie internetowej lecznicy. Tego typu ogłoszenia można znaleźć na stronach internetowych większości szpitali powiatowych i nie tylko w regionie, które mają kłopot z zapewnieniem wymaganej przez NFZ obsady lekarskiej.
Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Można byłoby to zrobić – przy obecnym potencjale polskich uczelni – rezygnując z kształcenia w Polsce cudzoziemców. Pomysł jednak nie podoba się uczelniom, które straciłyby na tym bardzo wymierne zyski.
Anna Moraniec



7 Responses to "Lekarze emeryci ratują system"