
STAL MIELEC – PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA. Drużyna spod Klimczoka na mieleckim boisku jeszcze nie straciła bramki!
Trzecia wizyta Podbeskidzia w Mielcu i trzecie zwycięstwo. Tym razem skromne, niekoniecznie zasłużone, bo to Stal stworzyła więcej okazji. Jednak za kilka dni nikt o tym nie będzie pamiętał.
STAL Mielec 0
PODBESKIDZIE Bielsko-B. 1
(0-0)
0-1 Sierpina (66.)
STAL: Kiełpin – Spychała, Grodzicki, Dobrotka, Getinger, Wroński (46. Gąsior), Soljić, Nowak, Banaszewski (74. Tomasiewicz) – Mendi (64. Bergier), Prokić
PODBESKIDZIE: Leszczyński – Jaroch, Komor, Jończy, Moskwik, Bąk (90. Goncerz), Rakowski, Palawandiszwili, Mystkowski (82. Kostorz) – Sierpina – Sabala (62. Kozak).
Sędziował Mateusz Złotnicki (Lublin). Żółte kartki: Getinger, Wroński, Gąsior, Soljić, Banaszewski – Leszczyński, Jaroch, Jończy, Kostorz, Sabala. Widzów 3958.
Najszybciej do szatni zbiegł Maksymilian Banaszewski. Skrzydłowy gospodarzy zdążył jeszcze zatrzymać się przed dziennikarzami, by posypać głowę popiołem. – Powinienem trafić do siatki. Szybko zdobyta bramka na pewno ustawiłaby spotkanie – żałował sytuacji z 13 minuty, gdy z 2 metrów huknął w poprzeczkę. – Nie udało się, zostaliśmy bez punktów. Źle nie graliśmy, ale brakowało ostatniego podania. Dobrze, że w środę kolejny mecz. Jest szansa na odkupienie win – dodał.
Zabrakło konkretów
W podobnym tonie wypowiadał się Artur Skowronek. – W futbolu liczą się konkrety. Żeby zwyciężać, należy oddawać strzały w światło bramki. Nam tego zabrakło. Dobrze biegaliśmy, długo utrzymywaliśmy się przy piłce, jednak nie umieliśmy postawić kropki nad „i” – żałował trener Stali, który razem ze swoimi współpracownikami jeszcze tej samej nocy zabrał się za szczegółową analizę spotkania. – Wyciągamy wnioski i zapominamy o starciu z Podbeskidziem. W środę czeka nas kolejne wyzwanie, jedziemy na mecz z Łódzkim Klubem Sportowym – przypomniał Skowronek. Na razie nie ma on wielu powodów do zadowolenia. Bilans Stali to 2 wygrane i 3 porażki. Za dużo jak na zespół, który miał nadawać ton wydarzeniom w lidze. Z drugiej strony, jeśli kierować w stronę biało-niebieskich pretensje, to właśnie o ten brak wykończenia. Stalowcy wyprodukowali wystarczająco dużo okazji, by przynajmniej zremisować z „Góralami”. Zawodziła jednak nie tylko skuteczność. Nazbyt często piłkarze gospodarzy podejmowali złe decyzje: kiedy należało uderzać, podawali. Kiedy prosiło się o szybkie rozegranie, wstrzymywali akcje bądź strzelali. Poza tym, najlepszy w szeregach Stali Andreja Prokić nie miał wsparcia ani w skrzydłowych, ani w Mendim. Bask się starał, lecz jego dorobek to niecelna przymiarka z 25 metrów. Sobą nie był także Bartosz Nowak. Mocno przeciętny występ mógł się co prawda przerodzić w bohaterski, ale rozgrywający Stali w 90 minucie nie umiał trafić do celu, choć Prokić wyłożył mu piłkę jak na tacy.
10 kartek i mundialowa trawa
Blisko 4-tysięczna publika z minuty na minutę denerwowała się coraz bardziej. Irytował także sędzia nie czujący ducha gry i szastający kartkami (pokazał ich aż 10), niepokoiła murawa, niszczona przy każdym mocniejszym wejściu zawodników. Trawa przyjechała z Węgier, to ten sam gatunek, który znalazł się na rosyjskich boiskach podczas mundialu. Szkopuł w tym, że nie zdążyła zapuścić korzeni i zwijała się niczym rolka papieru. Podbeskidzie nie zaoferowało niczego ciekawego, miało jednak w swoich szeregach zawodników, którzy robili różnicę: zdobywcę gola Łukasza Sierpinę i drugiego ze środkowych pomocników – Jakuba Bąka. Obaj świetnie panowali nad piłką i wygrali mnóstwo pojedynków jeden na jednego. – Wywozimy punkty, bo wreszcie byliśmy drużyną – podkreślał Bąk, były gracz m.in. Korony Kielce i Pogoni Szczecin, który zaczynał w Orłach i Stali Rzeszów. – Trzeba nas pochwalić za cierpliwość i konsekwencje w obronie, bo przecież mielczanie mieli sporo okazji. Jednak pierwsza liga jest nieobliczalna. Tutaj walka na całego ważniejsza jest od pięknej gry – przypomniał.
– Mieliśmy dobrze rozpracowanych rywali, ale i tak bywało gorąco, bo w piłce nie da się wszystkiego przewidzieć. Nie straciliśmy jednak gola po stałym fragmencie, a wiadomo, że Stal w taki sposób zdobyła już trzy bramki. Muszę więc pochwalić swoich zawodników – perorował szczęśliwy Krzysztof Brede, opiekun Podbeskidzia, które przy Solskiego w I lidze jeszcze nie straciło gola.
Tomasz Szeliga


