TARNOBRZEG. Leżał na dnie jeziora i był już wiotki. Ze szpon śmierci wyrwał go 42-letni nauczyciel WF, który zareagował na wołanie o pomoc.
Bohaterstwem w czystej postaci wykazał się 42-letni Witold Szkutnicki, który w minionym tygodniu uratował życie młodemu mężczyźnie tonącemu w Jeziorze Tarnobrzeskim. Nauczyciel WF narażając własne życie, zanurkował i odszukał topielca leżącego już na dnie, a następnie nadludzką siłą wynurzył się z nim na powierzchnię i przeprowadził resuscytację na rowerku wodnym. Takie historie nie zdarzają się codziennie.
O prawdziwym cudzie może mówić dwudziestokilkulatek z powiatu kolbuszowskiego, któremu Witold Szkutnicki podarował drugie życie. Z bohaterskim ratownikiem rozmawialiśmy nie tylko o tym, co wydarzyło się 13 sierpnia na Jeziorze Tarnobrzeskiem, ale i o tragedii w Darłówku, którą od zeszłego wtorku żyje cała Polska. Utonięcie trojga rodzeństwa to dramat, obok którego nie da się przejść obojętnie. Rozpaczy rodziców nie sposób sobie wyobrazić, ale jeśli z tej ogromnej tragedii może wypłynąć jakieś dobro, to niech będzie to gorzka lekcja dla wszystkich rodziców, którym zdarzyło się spuścić dzieci z oka nad wodą choćby na kilka minut. Nigdy nie wolno nam tego robić.
Pomocy, topi się!
– To był 13 sierpnia po południu. Pojechałem z bliskimi nad Jezioro Tarnobrzeskie i rozłożyliśmy się w połowie lewej plaży. Byłem akurat z 3-letnią córką w wodzie, gdy usłyszałem dobiegający zza trzcin krzyk: „Pomocy! Topi się!”. Przekazałem córkę na brzeg i wskoczyłem do wody. Za trzcinami pływał rowerek, na którym było dwóch młodych mężczyzn. Okazało się, że to oni krzyczeli, bo ich kolega wpadł do wody i nie wypłynął. Zapytałem ich: Gdzie wpadł? Wskazali mi miejsce. To było około 20 metrów od brzegu. Jezioro jest tu głębokie na około 3 metry. Zanurkowałem, ale było zupełnie ciemno. Nic nie widziałem. Kolejnych kilka ruchów i dostrzegłem coś jaskrawego. To były kąpielówki. Jeszcze kilka ruchów i dostrzegłem kontury ciała. Pomyślałem: mam cię! Był już zupełnie wiotki, nie ruszał się. Chwyciłem go w pasie i wynurzyłem się z nim na powierzchnię, tak aby jego koledzy mogli go chwycić – relacjonuje Witold Szkutnicki.
Zanim bohater wskoczył na ratunek tonącemu, jego partnerka zadzwoniła po pogotowie. Cała walka o życie topielca stoczona została jednak na rowerku wodnym.
Ratowanie na rowerku
– Gdy wyciągnęliśmy go na rowerek nie dawał znaków życia. Podjąłem resuscytację. Pomagali im koledzy topielca, ale nie bardzo im szło. Jeden z nich dmuchnął powietrze, ale nie było reakcji, wykonywaliśmy masaż serca. W końcu ja z całej siły dmuchnąłem mu powietrze w usta i kątem oka zobaczyłem, jak powietrze dotarło do płuc i powiększyła się klatka piersiowa. Pomyślałem wtedy, że mamy go. Chłopak zaczął oddychać, ale nie odzyskał świadomości. W tym czasie dotarła już nad jezioro straż pożarna i karetka. Dopłynęliśmy rowerkiem do brzegu, a następnie przekazaliśmy tego chłopaka ratownikom – opowiada Szkutnicki.
Jak dużo szczęścia miał uratowany? Niewyobrażalnie dużo. Mimo tego, że na plaży było bardzo dużo osób i nawet niektóre wyszły do wody, gdy usłyszały krzyki, nikt prócz Witolda Szkutnickiego nie odważył się zanurkować.
Jedyny, który się nie bał
– Ja po prostu zareagowałem, może miałem tę przewagę nad innymi, że wiem jak należy się zachować pod wodą, umiem pływać i wiem jak ratować. Jestem nauczycielem wychowania fizycznego i prowadzę także zajęcia z edukacji dla bezpieczeństwa. Uczę młodzież zachowań w takich sytuacjach. Jak tak na spokojnie myślę o tym co się wydarzyło, to niewątpliwie chłopak ten miał wiele szczęścia, że akurat tego dnia i akurat w tym miejscu byłem nad jeziorem – nie kryje Szkutnicki.
42-letni bohater przyznaje także, że chłopaka uratowały jaskrawe kąpielówki. To je zobaczył w ciemnych odmętach wody. Gdyby nie one, poszukiwanie trwałoby dużo dłużej i nie wiadomo jak by się zakończyło.
– Jeśli mogę sobie pozwolić na jakiś apel w tym miejscu to chciałbym zachęcić do tego, aby rodzice ubierali dzieci nad wodę w jaskrawe stroje. Dzięki nim naprawdę dużo łatwiej jest obserwować dzieci, a w razie gdyby znalazły się pod wodą, dużo łatwiej je znaleźć. Woda z góry wydaje się być przejrzysta, jeśli tylko schodzimy na dno, nawet na te 3 metry, pod wodą jest już ciemno. Gdyby chłopak, którego wyratowałem miał czarne kąpielówki, nie wiem, czy by przeżył – dodaje Szkutnicki. – Wszyscy mówią teraz o tragedii z Darłówka. Woda to żywioł i jeśli decydujemy się na to, aby weszły do niej dzieci, nie spuszczajmy ich z oczu nawet na sekundę i kąpmy się na strzeżonych przez ratowników plażach.
Tonący w Jeziorze Tarnobrzeskim mieszkaniec powiatu kolbuszowskiego był pod wpływem alkoholu i nie umiał pływać. Podobnie jak jego koledzy. Z informacji, jakie udało nam się uzyskać wynika, że po krótkim pobycie w szpitalu, opuścił lecznicę i nic mu się nie stało.
Małgorzata Rokoszewska



3 Responses to "Wyrwał śmierci topielca i dał mu drugie życie"