
PRZEMYŚL, PODKARPACIE. Uwaga przekraczający granicę polsko-ukraińską. Podajesz się za użytkownika auta wwożonego na Ukrainie nienależącego do ciebie, możesz trafić na czarną listę!
Ukraińcy na spółkę z Polakami wymyślili nowy sposób, jak obejść swoje przepisy dotyczące cła na sprowadzane z UE używane samochody. Teraz nie tylko rejestrują takowe auta w Polsce na Ukraińca i Polaka – „słupa”, ale także podają „słupy” jako użytkowników samochodów na Ukrainie. „Słup” dostaje za to od 300 do 700 złotych „na rękę” i jest zadowolony. Do czasu jednak, konkretnie do momentu, gdy próbuje wjechać na Ukrainę. Na granicy czeka go niemiła niespodzianka, a jeśli zdoła ją przekroczyć, jeszcze mniej miłe konsekwencje oddania z pozoru niewinnej przysługi za parę stówek.
– Parę miesięcy temu kolega zaproponował mi, jak zapewniał, czysty interes – opowiada Krzysiek z Przemyśla, 38 lat, bezrobotny. – Miałem tylko przejechać przez granicę z nim i jakimś Ukraińcem. Problem był taki, że nie miałem paszportu, ani kasy na jego wyrobienie, ale okazało się, że kompani od tego interesu dadzą mi na zrobienie zdjęcia i wyrobienie dokumentu – relacjonuje. – Za tylko to, że przejadę z nimi przez granicę miałem dostać 500 złotych. Dla mnie to spora kasa – wyjaśnia 38-latek. – Sprawa przy tym wydawała mi się czysta, przecież gdyby taki samochód był „trefny” zaraz by nas zatrzymała polska straż graniczna – logicznie uzasadnia Krzysiek. – Nie zatrzymała, zatem nic podejrzanego nie było. Niestety, potem gdy chciałem skorzystać z tego paszportu i pojechać już całkiem prywatnie na Ukrainę, okazało się, że nie ma szans, dostałem tzw. „misia” (zakaz wjazdu na Ukrainę) za „przerzucanie” samochodu – tłumaczy przemyślanin.
Wszystko wskazuje na to, że Krzysiek „robił” za tzw. użytkownika auta. Na granicy po stronie ukraińskiej został tamtejszym „mytnikom” (ukr. celnikom) zgłoszony, jako osoba, która przez rok ma zamiar użytkować na Ukrainie samochód na polskich numerach rejestracyjnych, którym właśnie podróżuje. W ten sposób Ukraińcy unikają konieczności płacenia wysokiego cła i kosztów ubezpieczenia za samochody używane sprowadzane z UE, które musieliby zapłacić rejestrując auto na Ukrainie. Jest to, poza współrejestrowaniem takich samochód w Polsce na obywateli polskiego i ukraińskiego, sposób na „obejście” ukraińskich przepisów. I niby to jest całkiem legalne i nic za to nie grozi, ale rzekomy użytkownik, który inkasuje za to parę setek najczęściej nie ma pojęcia, że tym samym wciągnięty zostaje na „czarną listę” i z podróżami do naszego sąsiada może się pożegnać na dłuższy czas.
– To jeszcze nic – wzdycha Krystyna, która też dała się namówić na taki „interes” koleżance. – Ja tak samochód „przewiozłam” jeszcze w zeszłym roku, za 350 złotych, pewna, że wszystko jest ok – zarzeka się kobieta. – W tym roku na Ukrainę mnie wpuszczono moim autem i …zażądano kilkunastu tysięcy hrywien za cło i jakieś inne opłaty – wspomina kobieta. – Myślałam, że zemdleję, słabo mi się zrobiło. Udało mi się zawrócić do Polski, ale no nie ukrywam, kosztowało mnie to paręset złotych dla ukraińskiego celnika – przyznaje. – Odradzam każdemu taki „interes” – stwierdza Krystyna.
Polska straż graniczna potwierdza, iż wie o pozornie legalnym procederze przerzucania samochodów przez granicę. Jaka jest liczba Polaków zawróconych i ukaranych?
– Nie prowadzimy statystyk w sprawie zwrotów przez UA. Dla nas osoba wyszła, jak jest zwrócona odprawiamy na wjazd – mówi st. chor. Piotr Zakielarz z BiOSG.
My, Polacy uważamy się za sprytnych i przedsiębiorczych. Nawet funkcjonuje takie powiedzenie „Nie masz cwaniaka nad Polaka”. Może to i bywa prawda, ale pamiętajmy o innym – ”Mądry Polak po szkodzie”, szczególnie gdy ktoś nam proponuje pieniądze w zasadzie za nic. Haczyk gdzieś musi być i jest.
Monika Kamińska



3 Responses to "Zakaz wjazdu na Ukrainę dla użytkowników aut"