„Głoduję – pracuję” – nie odejdą od łóżek pacjentów

Według szpitala wszystko jest w porządku, lekarz na podstawie „wywiadu” uznał, że pacjent może poczekać z hospitalizacją. Zignorował przy tym zawarte w skierowaniu informacje od lekarki POZ. Fot. Monika Kamińska
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, w poniedziałek do Wojewódzkiego Szpitala w Przemyślu miał popołudniu przyjechać Stanisław Kruczek, członek zarządu województwa podkarpackiego odpowiedzialny za lecznictwo w regionie. Gdy rozmawialiśmy z przewodniczącą Ewą Rygiel nic na ten temat nie wiedziała. – Ano zapraszamy pana marszałka – powiedziała. Fot. Monika Kaminska

PRZEMYŚL. W poniedziałek, 3 września, rozpoczął się protest głodowy pielęgniarek i położnych z przemyskiego szpitala.

3 września położne i pielęgniarki z przemyskiego Wojewódzkiego Szpitala brały udział w rozmowach z dyrekcją, z którą personel medyczny placówki pozostaje w sporze zbiorowym. Pielęgniarki i położne domagają się podwyżek płac i to wcale niemałych. Starsza pielęgniarka czy położna dziś zarabiająca nieco ponad 2,5 tys. złotych brutto miałaby zarabiać 6 tys. złotych, młodszym pobory mają „skoczyć” z ok. 2,3 tys. złotych brutto na 5,5 tys. Rozmowy zakończyły się fiaskiem. Biały personel ubierający się w ramach protestu na czarno rozpoczyna głodówkę.

Jak zapowiedziała przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych z przemyskiego szpitala, Ewa Rygiel, protestujące nie odejdą od łóżek pacjentów, głodować będą normalnie pracując. – Po pracy zbierać się będziemy w naszym stałym punkcie, mamy tu miejsce do leżenia. Będziemy przyjmować napoje, jeść nie będziemy – powiedziała przewodnicząca E. Rygiel.

Jest to już 7. protest głodowy przemyskich pielęgniarek z Wojewódzkiego Szpitala. – Z mojego doświadczenia wynika, że człowiek może tak funkcjonować od 10 dni do dwóch tygodni – wyjaśniła Rygiel, która pielęgniarką jest od 32 lat, teraz pracuje na gastrologii, wcześniej na oddziale wewnętrznym.

Poza podwyżkami zarobków pielęgniarki i położne domagają się zwiększenia zatrudnienia, zakupu sprzętu do podnoszenia chorych leżących oraz utworzenia premii kwartalnej z zasiłków chorobowych. – Nie mamy 13 pensji, jak niektórzy budżetowi pracownicy, ani premii – podkreśla szefowa związku. – Nasza stała walka o godne zarobki trwa od wielu lat. Nie działamy przeciw jakiejś władzy z założenia – zastrzega. – Protestowałyśmy także, gdy inna „ekipa” prowadziła szpital. My zwyczajnie chcemy płacy adekwatnej do pracy, nie uprawiamy polityki – dodała.

Jak poinformował w poniedziałek rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala im. Św. Ojca Pio w Przemyślu, Maciej Kamiński, rozmowy protestujących z dyrekcją rozpoczęły się o czasie, ale nie osiągnięto konsensusu – pielęgniarki i położne nie zgodziły się na podwyżkę wynagrodzeń zasadniczych złożoną przez dyrekcję – powiedział M. Kamiński. Chodzi najpewniej o decyzję dyrekcji szpitala, która zgodziła się na podwyżki o tyle samo, ile wynegocjowano w rzeszowskim Wojewódzkim Szpitalu nr 2, czyli dla pracowników zarabiających mniej niż 3,3 tys. brutto o 300 złotych od 1 września tego roku, następnie 200 złotych w roku przyszłym i o ile zatrudniony otrzyma pozytywną opinię, o 250 złotych za dwa lata. – W tej chwili oczekujemy na wyznaczenie przez ministerstwo nowego mediatora – tłumaczy Kamiński. – Nie zgodziłyśmy się na panią mediator proponowaną przez ministerstwo, bo miałyśmy okazję ją poznać podczas wspierania koleżanek z Rzeszowa w ich akcji protestacyjnej i nie zrobiła na nas wrażenia osoby obiektywnej w tym sporze – wyjaśniła Ewa Rygiel.

Pacjenci o sporze białego średniego personelu szpitala wiedzą od dawna, bo informują o tym plakaty rozwieszone w całej placówce, a także znamienny czarny kolor, który noszą w pracy pielęgniarki i położne. – Ja tam się im nie dziwię – przyznaje pacjentka w średnim wieku. – To jest bardzo ciężka praca, a pieniędzy zawsze się im skąpi – zauważa. – Nie ma kasy? To może tę nader rozbudowaną administrację szpitala zmniejszyć, to się znajdą – radzi ironicznie. Pacjent, z którym rozmawiamy, idzie jeszcze dalej. – Ktoś, pewnie dyrekcja, wywiesił w szpitalu takie kartki z kwotami, które zarabiają rzekomo i mają zarabiać m.in. pielęgniarki po tych podwyżkach – wyjaśnia. – Ciekawe wielce, że nie napisano tam, ile zarabia dyrektor i jego „świta” w postaci tych licznych zastępców i rzeszy doradców, a to pewnie byłoby arcyciekawe – przekonuje.

Ewa Rygiel przyznaje, że gdy wywieszono informację, ile to rzekomo mają zarabiać pielęgniarki m.in. przy SOR i w innych eksponowanych dla pacjentów miejscach, pozwoliła sobie kartkę usunąć. – Słyszałam, że może mi za to grozić dyscyplinarne zwolnienie – mówi pielęgniarka z ponad 30-letnim stażem. – Uważam takie działanie za manipulację: jeśli ma być informacja o zarobkach i planowanych podwyżkach, to powinna dotyczyć wszystkich grup pracowniczych szpitala, także na przykład administracji – stwierdziła.

Monika Kamińska

3 Responses to "„Głoduję – pracuję” – nie odejdą od łóżek pacjentów"

Leave a Reply

Your email address will not be published.