
Niewykluczone, że stracono okazję na odnalezienie szczątków bohaterów, którzy w bezimiennych grobach leżą już prawie 75 lat.
Instytut Pamięci Narodowej w Rzeszowie chciał przeprowadzić szczegółowe badania archeologiczne na terenie Parku Miejskiego w Stalowej Woli przed budową Wodnego Placu Zabaw. Współpraca z miastem nie ułożyła się jednak tak jak powinna.
Setki osób uczestniczyły 18 sierpnia w otwarciu Wodnego Placu Zabaw w Parku Miejskim w Stalowej Woli. Inwestycję składającą się z wielobarwnych zabawek o różnych formach służących do zabaw wodnych rozmieszczono na około 600 metrach kwadratowych. Jej koszt wyniósł ok. 3,6 mln zł. W specjalnie przygotowanym przed otwarciem placu spocie prezydent miasta Lucjusz Nadbereżny zachęcał, aby korzystali z niego wszyscy mieszkańcy Podkarpacia.
– Zamieniliśmy nasz Park Miejski w miejsce piękne, ciekawe i nowoczesne. Powstało tu kilka tysięcy nowych nasadzeń, kilkanaście dużych drzew, tysiące krzewów, miejsce do ćwiczeń, do aktywnego spędzania czasu dla wszystkich pokoleń. Można zagrać w szachy, można zagrać w ping-ponga, ale przede wszystkim to miejsce dla dzieci, abyśmy mogli wspólnie i aktywnie spędzać czas w Stalowej Woli – mówił wówczas prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny.
I faktycznie, plac wodny jest piękny, kolorowy, a radość dzieci i rodziców, którzy z niego korzystają – bezcenna.
Prośba o przebadanie terenu
Niestety, jak wynika z informacji Fundacji „KEDYW” w Stalowej Woli, miejsce w którym powstała atrakcja, może skrywać szczątki ofiar II wojny światowej. Fundacja zawiadomiła rzeszowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej o planowanej przez miasto inwestycji jeszcze w maju 2017 r. Liczono na to, że historycy zlecą przeszukanie terenu pod kątem ewentualnych grobów ofiar gestapo. W tym, pochowanego w nieznanym do dziś miejscu komendanta Armii Krajowej Kazimierza Pilata ps. Zaremba, od którego imienia nazwano zresztą mieszczący się tu park.
Na kilka dni przed otwarciem Wodnego Placu Zabaw, Marek Wróblewski prezes Fundacji „KEDYW” opublikował informację, że teren pod budowę atrakcji nie został kompleksowo przebadany.
– Z pisma, które otrzymaliśmy z rzeszowskiego oddziału IPN wynika, że miasto Stalowa Wola nie wywiązało się ze swoich deklaracji wsparcia IPN przy zbadaniu terenu, by zapewnić, że w miejscach, gdzie powstają atrakcje dla dzieci, nie ma ewentualnych grobów ofiar niemieckiego gestapo – poinformował Wróblewski.
W areszcie zabijano, a w lesie chowano
Dlaczego w Parku Miejskim miałyby się znajdować wojenne groby? Dlatego, że podczas okupacji niemieckiej w latach 1940 -1944 w bloku przy ul. Skoczyńskiego 26 w Stalowej Woli funkcjonowała siedziba niemieckiej gestapo, w której Niemcy prowadzili areszt śledczy. – Dziś wiemy, że w areszcie gestapo zostało zabitych wiele osób, wielu z nich Niemcy grzebali na terenie dzisiejszego Parku Miejskiego, gdyż znajduje się on w bezpośrednim sąsiedztwie – informuje Marek Wróblewski. – Obecnie, 73 lata od zakończenia II wojny światowej, tereny parku prawdopodobnie wciąż kryją pochówki ofiar Niemców, w tym na pewno najwięcej działaczy antyniemieckiej konspiracji.
IPN po odebraniu informacji od Fundacji „KEDYW” o planach budowy Wodnego Placu Zabaw poinformował władze Stalowej Woli, że podjęcie badań archeologicznych będzie niezbędne przed rozpoczęciem inwestycji. Stalowowolski historyk Roman Niwierski miał z ramienia prezydenta udzielić IPN konsultacji historycznych. Wszystko wskazywało na to, że współpraca między historykami i władzami miasta ułoży się dobrze. W lutym br. okazało się jednak, że na terenie Parku Miejskiego pojawiły się koparki kopiące doły pod miejską inwestycję, a IPN o rozpoczęciu prac ziemnych nie został poinformowany. Prace zablokowano, ale już po kilku dniach do kopania dołów wrócono, gdyż miasto spełniło wymagane przez IPN warunki dotyczące badania terenu.
Prezes „KEDYWU” napisał wówczas do prezydenta Nadbereżnego list, by sprawę badań potraktował poważnie, bo „grzechem by było, żeby tyle lat po wojnie, teren ten nie był wciąż prawidłowo zbadany, tym bardziej że komendant Pilat, jest może wciąż na terenie parku, a po tej inwestycji, będą się być może bawiły po nim dzieci”
Nie ma pewności, że grobów nie ma
Jak wynika z relacji prezesa „KEDYWU”, archeolog na zlecenie IPN wytypował kilka miejsc, które należało w Parku Miejskim sprawdzić. Wróblewski był osobiście na oględzinach terenu, gdy do Stalowej Woli przyjechał Bogusław Kleszczyński z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN. – Jak się okazało tego dnia, jedno z tych miejsc, zostało zasypane, gdyż kopano tam, by schować kable, a drugie, to budzące większe zainteresowanie IPN, zostało niestety zalane betonem pod jedną z podstaw Parku Linowego. Pan Kleszczyński podczas tego spotkania nie ukrywał swojego zdenerwowania zaistniałą sytuacją. Ubolewał z faktu, że miejsca zostały bardzo nieprofesjonalnie potraktowane… – napisał później na blogu prezes Wróblewski.
Z Pisma IPN, które wysłane zostało do Prezydenta i do wiadomości fundacji wynika, że stalowowolski magistrat poinformował instytut tylko o budowie wodnej atrakcji, pominął natomiast fakt planów budowy parku linowego i modernizacji systemu miejskiego monitoringu.
„W trakcie wykonywanych czynności, nasi pracownicy dowiedzieli się o kolejnej planowanej w miejscu potencjalnych pochówków inwestycji – budowie parku linowego. Podczas kolejnych wizyt przypadkowo natrafiono na wykopy w rejonie, w którym już wcześniej ujawniono szczątki ludzkie (w latach 50. i 80. XX w.), realizowane w ramach kolejnej inwestycji – tym razem modernizacji systemu miejskiego monitoringu. O planach tych prac nie byliśmy przez Urząd Miasta Stalowa Wola informowani. W rezultacie nie możemy zagwarantować, że przeprowadzony przez naszych pracowników nadzór nie pominął istotnych dla odnalezienia grobów ofiar systemów totalitarnych informacji” – napisał do prezydenta Nadbereżnego i do informacji „KEDYWU” dr Dariusz Iwaneczko, dyrektor oddziału rzeszowskiego IPN.
Na Wodny Placu Zabaw w upale dni gromadzą się dziesiątki dzieci. Park Linowy zapewne także przyciągnie wielu młodszych i starszych użytkowników. Obie inwestycje trafiają w gusta mieszkańców i są doskonałą wizytówką miasta. Na obu ich pozostaje jednak rysa, bo jeśli faktycznie, znajdują się pod nimi szczątki tych, którzy oddali życie za wolną Polskę to bezsprzecznie należało zrobić wszystko, by je odnaleźć, raz jeszcze pochować z należytym szacunkiem, a młodemu pokoleniu przekazać wiedzę i dać świadectwo pamięci i czci dla narodowych bohaterów.
Małgorzata Rokoszewska



10 Responses to "Dzieci szaleją na grobach ofiar gestapo?"