
TARNOBRZEG. Miasto rozpisało przetarg na komunikację miejską. Złośliwi pytają, czy autobusom nie przyczepić żółtych tablic.
Ostrą dyskusją zakończyła się w tarnobrzeskiej Radzie Miasta sprawa przetargu na obsługę komunikacji miejskiej. Gmina szuka przewoźnika, który będzie obsługiwał miejskie linie przez cztery lata i dopuszcza pojazdy, które wożą pasażerów już od 17 lat.
Informacja rozpisanym przez tarnobrzeski urząd przetargu obiegła lotem błyskawicy branżę przewozową za sprawą opublikowanego na stronie internetowej portalu transport-publiczny.pl artykułu. W tekście napisanym przez znających branżę czytamy m.in.: „W Tarnobrzegu rozpisano przetarg na obsługę tamtejszych linii autobusowych przez najbliższe cztery lata. Choć to dziś niezwykłe, miasto dopuszcza, że wszystkie pojazdy, które będą wozić pasażerów mogą mieć po kilkanaście lat, a norma spalin, którą zresztą musi spełniać mniej niż połowa autobusów, to… Euro 4.”
Tarnobrzeg szuka przewoźnika, który będzie dysponował minimum 16 autobusami. Chodzi o dwa 12-metrowe autobusy mieszczące minimum 80 pasażerów i posiadające co najmniej dwoje drzwi, siedem autobusów o długości 10,5 metra, na 70 pasażerów, ale te mają być trzydrzwiowe, pięć autobusów też 10,5–metrowych, na 50 pasażerów i dwudrzwiowych, a także dwa krótkie autobusy o długości 8,5 metra, mieszczące 28 pasażerów i tez posiadające dwoje drzwi.
Ze specyfikacji przetargowej wynika, że nie trzeba posiadać nowoczesnego taboru, by przetarg wygrać. Co najmniej siedem autobusów nie może być starszych niż z 2006 r. Pozostałe dziewięć nie może być natomiast starszych niż z 2001 r.
– To oznacza, że w Tarnobrzegu dopuszczają do przewozów autobusy nawet 17-letnie, które w ostatnim roku umowy, będą miały 21 lat. W dodatku, miasto postawiło pozorny wymóg ekologiczny, ale ogranicza się on do tego, że co najmniej siedem autobusów musi spełniać normę Euro 4. „Pozorny”, bo tę normę wprowadzono na przełomie 2005 i 2006 r., więc autobusy nie starsze niż z 2006 r. nie mogą spełniać niższej normy. Jedyna szansa na nieco lepsze warunki dla pasażerów to umieszczenie wieku pojazdów wśród kryteriów wyboru oferty – piszą fachowcy. I dalej – Wymaganie pojazdów spełniających zaledwie normę Euro 4 jest dziś rzadko spotykane, bo o ile dla samochodów osobowych jeżdżących po polskich drogach oznacza to auto relatywnie nowe, to w przypadku autobusów rzadko które miasto kupuje nowe pojazdy lub zleca usługi takimi, które nie spełniają najwyższej normy Euro 6. Ta zresztą, w dobie coraz chętniej kupowanych autobusów nisko- i zeroemisyjnych, sama zaczyna uchodzić za anachroniczną.
Temat poruszył radnego Witolda Zycha, który uważa, że warunki przetargu to skandal. Gdy w Polsce wprowadzane są rządowe programy ułatwiające przechodzenie transportu miejskiego na autobusy z niską emisją spalin, albo nawet bezemisyjne, elektryczne, tarnobrzeżan chce się wsadzić w 17-letnie „złomy”. A przecież pod koniec trwania tej umowy, te pojazdy będą mieć po 20 lat. To może im od razu żółte tablice zamontujemy jako zabytkom – nie kryje Witold Zych.
Wiceprezydent Kamil Kalinka tłumaczy, że też chciałby, aby po Tarnobrzegu jeździły nowe autobusy, ale wszystko rozbija się o koszty. – Jest to możliwe, pod warunkiem, że miasto nie będzie przeprowadzało najmniejszych nawet inwestycji, zrezygnuje ze zbilansowania oświaty itd. Koszt samych autobusów to byłyby kwoty rzędu kilkunastu milionów złotych, do tego dochodzą pensje pracowników, całe zaplecze administracyjne i techniczne. Tarnobrzega na to niestety nie stać – tłumaczy wiceprezydent.
Oferenci, którzy staną do przetargu, muszą się wykazać przynajmniej jedną usługą przewozową realizowaną w ciągu ostatnich trzech lat o wartości minimum 1 mln zł.
mrok


