
ŻUŻEL. 2.LŻ. Rozmowa z KAROLEM BARANEM, żużlowcem Stali Rzeszów.
Jednym z bohaterów niedzielnego finału 2. Ligi Żużlowej był KAROL BARAN który zdobył dla Stali Rzeszów 10 punktów, wygrywając bardzo ważny, 14. wyścig. – Dziękuję Panu Bogu, że trafiłem z przełożeniami i wygrałem ten bieg, bo w przeciwnym razie mogłoby być różnie – mówi wychowanek klubu z ul. Hetmańskiej.
– Jak smakuje awans w barwach Stali Rzeszów?
– Ja już kilka razy z różnymi drużynami awansowałem do wyższej ligi, ale z macierzystym klubem taki awans z pewnością smakuje lepiej.
– Czy zwycięstwo w Ostrowie Wlkp. nieco was uśpiło, bo w rewanżu było bardzo ciężko…
– Ja od samego początku mówiłem, że to nie będzie łatwe spotkanie. Przecież Ostrovii też zależało na wygraniu całej ligi i bezpośrednim awansie z 1. miejsca. Teraz życzę jej w barażu, by pojechała dwa dobre spotkania. Żużel zweryfikuje to wszystko i zobaczymy, kto w przyszłym roku będzie w I lidze: Ostrów Wlkp. czy Piła.
– Deszcz, który spadł w Rzeszowie w sobotę miał jakiś wpływ na przebieg niedzielnego meczu?
– Nam pewno nam mnie pomógł, ale mógł pomóc drużynie z Ostrowa. My trenowaliśmy na nieco innej nawierzchni i tak naprawdę trudno jest na swój tor szukać przełożeń. Na wyjazd jedzie się praktycznie gotowym na wszystko.
– Awans Stali stał się faktem, a jak podsumujesz swój indywidualny dorobek: średnia biegowa równa 2 pkt i 11. miejsce w gronie najskuteczniejszych zawodników 2.LŻ?
– To była ogromna męka na silnikach, które miałem. Było mnóstwo szukania i jeszcze na finałowy mecz miałem zupełnie inaczej przygotowany silnik przez Flemminga Graversena. Lepiej to wyglądało, niż podczas ostatnich zawodów, ale muszę jeszcze poszukać ustawień na rzeszowski tor.
– Po 13. wyścigu nerwowo spoglądałeś właśnie w kierunku silnika. Stało się coś niedobrego z nim?
– Stało się to, że założyliśmy w parku maszyn złe ustawienia i przed 14. biegiem miałem ogromny ból głowy, jakie przełożenia wybrać, tak naprawdę na nowy silnik, bo nie poznałem go jeszcze dobrze. To było takie chybił trafił.
– W wyścigu tym kilka razy próbowałeś minąć rywala, aż wreszcie się udało…
– Przed 14. biegiem nie znałem nawet wyniku meczu. Wyjeżdżając na tor, nie patrzę, jaki jest wynik i z kim jadę. Robię wszystko, by do mety przywozić jak najlepsze pozycje. Dobrze, że nie spadłem z wyjścia z pierwszego łuku i przyjechałem pierwszy.
– Nie znając wyniku meczu jest Ci łatwiej podchodzić do kolejnych startów?
– Dokładnie znamy punktacje miejsc, a z chłopakami, z którymi się ścigam, też znamy się bardzo dobrze. Wyjątkiem są młodzieżowcy, którzy dochodzą do drużyn, bo tych młodych chłopaków zbyt dobrze nie znam. W Ostrovii bardzo ładne zawody pojechał Kamil Nowacki. Dwa razy jechał przede mną i tylko po swoich błędach, które ja wykorzystałem, przyjechał za mną. Gdyby nie one, to wygrywałby ze mną, bo miał szybszy sprzęt.
– W ciągu 12 miesięcy Stal Rzeszów przeszła drogę z piekła do nieba. Jeszcze rok temu o tej porze nad Hetmańską krążyły czarne chmury. A jak jest teraz?
– W żużlu muszą być co jakiś czas zmiany. Wystarczy spojrzeć na przykład Lublina. Doszło do kilku zmian w zarządzie klubu, weszli odpowiedni ludzie i Lublin rok po roku awansował do ligi wyżej. My też zrobimy wszystko, zakładając że zostanę w Rzeszowie, by iść śladem Lublina i także rok po roku awansować.
– Były już jakieś rozmowy w sprawie Twojego pozostania w Rzeszowie?
– Wychowałem się przecież w Rzeszowie, a już nie jestem pierwszej młodości, żeby szukać innego klubu, więc oczywiście, że chciałbym zostać w Stali. Jest to kwestia do rozmowy. Teraz przyjdzie na nią czas, chociaż nie ukrywam, że chciałbym jak najszybciej podpisać kontrakt na przyszły sezonu.
– Możemy zatem już dziś umówić się na rozmowę za 12 miesięcy po awansie Stali Rzeszów do PGE Ekstraligi?
– Życzyłbym sobie tego zarówno sobie, jak i kibicom.
Rozmawiał Marcin Jeżowski



2 Responses to "Dziękuję Panu Bogu, że trafiłem z przełożeniami"