
PODKARPACIE. Ponad 11 mln zł kosztować będą podwyżki dla lekarzy, kilka mln zł dla pielęgniarek, NFZ dołoży szpitalom pieniędzy.
W lipcu dyrektorzy szpitali powiatowych alarmowali, że nie będą podpisywać aneksów umów na przyszły rok, bo nie mają pieniędzy na gwarantowane w porozumieniach z ministerstwem zdrowia podwyżki dla pielęgniarek i położnych oraz lekarzy. Pobory personelu zawarte są bowiem w ryczałtach, których wysokość określona jest do końca roku, a podwyżki wchodzą, w przypadku lekarzy od 1 lipca br., w przypadku pielęgniarek i położnych od września br.
– Problem został rozwiązany w ten sposób, że do każdego etatu pielęgniarskiego w szpitalach dołożymy dodatkowo po 431 zł, a w przypadku pielęgniarek zatrudnionych w opiece ambulatoryjnej po 167 zł (mają mniej pochodnych, bo pracują na jedną zmianę bez dyżurów świątecznych i nocnych, które koszt pochodnych podnoszą nawet o 50 proc.) – mówi Robert Bugaj, dyrektor POW NFZ w Rzeszowie.
Podobnie NFZ ma dodatkową kwotą 11,5 mln zł sfinansować podwyżki dla lekarzy specjalistów, którzy zobowiązali się do ograniczenia pracy w jednym szpitalu. Pokryjemy różnicę między dotychczasowymi poborami a wynegocjowaną kwotą 6750 zł – mówi dyrektor. W skali Podkarpacia dotyczy to 932,7 etatu lekarskiego, co w okresie półrocznym daje kwotę 11,5 mln zł.
Dyrektor podkreśla, że różnice były bardzo indywidualne, niektóre wynosiły kilkaset zł, niektóre nawet 2 tys. zł. Byli oczywiście tacy, którzy już teraz zarabiali więcej niż deklarowana kwota i nie podpisywali żadnych zobowiązań.
Ponad 900 lekarzy, którzy deklarowali pracę tylko w jednym szpitalu doprowadziło do sytuacji, że dyrektorzy, w większości szpitali powiatowych, zwróciło się do dyrekcji NFZ o wciągnięcie ich na listę specjalizacji deficytowych, co pozwoli im zatrudnić lekarzy, którzy do tej pory u nich dyżurowali, a teraz podpisali tzw. lojalki.
– Deficyt specjalistów i obawy, że ubytek lekarzy spowoduje trudności w obsadzeniu dyżurów czy wręcz funkcjonowania, zgłosiło nam kilkanaście oddziałów szpitalnych, zakład leczniczo-opiekuńczy oraz hospicjum – mówi dyrektor NFZ. – Będziemy jeszcze to sprawdzać. Jakich specjalistów najczęściej brakuje? Neonatologów, anestezjologów, pediatrów, neurochirurgów, kardiologów inwazyjnych, chirurgów i lekarzy dyżurujących na szpitalnych oddziałach ratunkowych.
Dzięki dodatkowym środkom szpitale nie będą musiały pokrywać zwiększonych wypłat kosztem leczenia pacjentów.
Anna Moraniec


