
RZESZÓW. Blisko 300 osób było zaangażowanych w akcję ratowniczą w trakcie wypadku ukraińskiego autobusu w Leszczawie Dolnej.
W podsumowaniu działań, do którego doszło 2 października w Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Rzeszowie, oprócz wojewody podkarpackiego Ewy Leniart udział wzięli przedstawiciele wszystkich służb będących na miejscu zdarzenia. Straży, policji, pogotowia ratunkowego, GOPR-u i PCK oraz lekarz koordynator ratownictwa medycznego.
Każde zdarzenie, szczególnie o charakterze masowym (poszkodowanych było aż 54 osoby, które zostały rozwiezione do szpitali w Przemyślu, Jarosławiu, Sanoku, Brzozowa, Leska, a najciężej rannego do Rzeszowa), jest testem dla działania służb ratunkowych, z którego staramy się wyciągać nowe wnioski – mówiła wojewoda.
W pomoc zaangażowanych było 22 zespoły państwowej straży pożarnej i 8 ochotniczej. Ze wszystkimi służbami było blisko 300 osób – mówił mł. brygadier Andrzej Marczenia, ze straży pożarnej. – To wymagało naprawdę dobrej współpracy. Tym bardziej, że do pomocy spontanicznie włączyli się mieszkańcy i wójt gminy. Pierwszą osobą na miejscu wypadku był mężczyzna, który przyjechał ciągnikiem i oświetlał teren zanim rozstawiliśmy swoje urządzenia. Mieszkańcy dostarczali też ciepłą strawę, napoje i koce.
Co szwankowało? Jedynym defektem, który należałoby poprawić (nie jest to w zasięgu działań wojewódzkich) jest łączność między służbami. Co prawda mamy jedną linię ratunkową 112, ale każdy dzwoniący na numer czeka w kolejności na zgłoszenie. Chcielibyśmy żeby zgłoszenie koordynacyjne w ramach służb ratunkowych było traktowane jak priorytetowe i wyprzedzało wszystkie inne – mówiła wojewoda.
Czy oznaczenie zakrętu śmierci jest wystarczające? Oznakowanie jest właściwe. Przede wszystkim jest wielokrotnie powtórzony znak ograniczenia prędkości. Chodzi więc tylko o przestrzeganie zasad ruchu drogowego. Będziemy jeszcze sugerować zastosowanie tam punktowego pulsującego światła – mówił inspektor Paweł Filipek z policji.
am


