Można tylko przekląć

Piłkarze Ruchu Chorzów pokazali resoviakom jak należy skutecznie grać w piłkę nożną. Fot. Facebook Ruchu Chorzów

RUCH CHORZÓW – APKLAN RESOVIA. Pół tysiąca rzeszowskich fanów było świadkami klęski swoich ulubieńców.

Resoviacy zapowiadali, że postarają się utrzeć nosa 14-krotnym mistrzom Polski, ale Cichej nie uciszyli. Po raz drugi w ciągu 2 tygodni wrócili do domu z bagażem 5 bramek.

RUCH Chorzów 5
APKLAN RESOVIA 1
(3-1)

1-0 Bartolewski (13.), 1-1 Feret (14.), 2-1 Duriska (23.), 3-1 Bogusz (33.), 4-1 Bogusz (52.), 5-1 Podgórski (56. – karny).
RUCH
: Lech – Duriska (46. Kowalski), Kulejewski, Małkowski, Bartolewski, Mandrysz (74. Walski), Obst, Podgórski (90. Nowakowski), Bogusz, Wdowik – Giel (69. Balicki).
RESOVIA: Daniel – M. Kantor, Makowski, Pawlak, Mikulec (42. Geniec), Pyrdek (76. Twardowski), Frankiewicz, Kaliniec, Antonik, Feret (57. Ogrodnik) – Buczek (57. Hass).
Sędziował: Paweł Kukla (Kraków). Żółte kartki: Duriska, Bartolewski, Walski, Wdowik – Pawlak, Kaliniec, Buczek. Widzów 4767.

Koszmar z Radomia miał się już nie powtórzyć, najwyraźniej jednak uczeń lekcji nie zrozumiał. W trzeciej lidze przez blok obronny „pasiaków” nie przedostała się nawet wilgoć. Tymczasem po awansie defensywa jest w rozsypce. Rzeszowianie stracili już 25 bramek, co jest najgorszym wynikiem w lidze. W Chorzowie mogło być jeszcze gorzej, na szczęście Wojciech Daniel obronił karnego, wykonywanego przez Tomasza Podgórskiego zaś Artur Balicki w 89. minucie nie trafił do pustej bramki.

Bez tłumaczenia
Resovia w Chorzowie nie mogła liczyć na Sebastiana Zalepę (kontuzja) i Konrada Domonia (choroba). Nieobecność doświadczonych, znajdujących się w wysokiej formie obrońców, trenerowi Szymonowi Grabowskiemu za wygodne alibi jednak nie posłużyła. – Absencja kilku zawodników nie może być wytłumaczeniem. Podobnie jak nie jest usprawiedliwieniem kilka decyzji sędziego, w mojej opinii błędnych. Takich, z których rywal miał korzyść w postaci rzutu rożnego, z którego zdobył bramkę. Główną przyczyną porażki jest nasza postawa w tym spotkaniu – opiekun „pasiaków” starannie dobierał słowa, choć widać było, że w środku aż się gotuje. – Nie będę oceniał meczu na gorąco, bo musiałbym mocno skrytykować moich piłkarzy. Nie pomogliśmy sobie, nie tak to miało wyglądać. Po takim wyniku cisną się na usta same niecenzuralne słowa, więc moja przemowa zaraz się zakończy.

Pięć ciosów w godzinę
„Niebiescy”, którzy do sobotniego starcia nie zachwycali, szybko objęli prowadzenie i błyskawicznie je stracili. Po akcji Kamila Antonika do siatki trafił młodzieżowiec Szymon Feret. Dla niego to z pewnością najważniejsza bramka w życiu. Wydawało się, że biało-czerwoni poczują się swobodniej, że poszanują piłkę. Stało się inaczej. Jeszcze przed przerwą stracili dwa gole, a po niespełna godzinie – pięć! Piotr Giel, Tomasz Podgórski, a zwłaszcza 17-letni Mateusz Bogusz bawili się z naszymi piłkarzami jak w kotka i myszkę. Gdyby nie Wojciech Daniel, skończyłoby się jeszcze większym upokorzeniem. – Dziś prawie wszystko nam wychodziło. Strzelaliśmy po stałych fragmentach i z dystansu. Przed meczem podkreślaliśmy, że liczy się tylko zwycięstwo. Braliśmy w ciemno 1-0, a tu proszę, taki wynik – cieszył się Podgórski. I on, i małomówny trener Dariusz Fornalak (uratował posadę), zwracali uwagę na obecność młokosów w składzie Ruchu. – W klasyfikacji Pro-Junior System prowadzimy z wyraźną przewagą. Młodzież błędy jednak popełniała i będzie popełniać, takie jej prawo. Ważne, żeby się na nich uczyć – spuentował Fornalak.

tsz

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.