Gdyby żyła kasjerka z Husowa, usłyszałaby zarzuty

HUSÓW, RZESZÓW. Zagadka kradzieży 1,5 mln zł z kont bankowych mieszkańców Husowa pozostanie nierozwiązana

Fot. Wit Hadło – To w widocznym na zdjęciu budynku Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie śledczy głowili się nad jedną z największych zagadek kryminalnych ostatnich lat na Podkarpaciu. Łamigłówki nie rozwiązali.

Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie umorzyła śledztwo w sprawie głośnej w całej Polsce kradzieży pieniędzy z punktu kasowego w Husowie (pow. łańcucki). Jedną z przesłanek – jak przyznają śledczy jest fakt, że zgromadzone w sprawie dowody obciążają głównie kasjerkę. Ta jednak nie żyje, bo niedługo po tym jak afera ujrzała światło dzienne powiesiła się w stodole. Czy za zuchwałą kradzieżą rzeczywiście stoi kasjerka i czy tylko ona? Na co potrzebne jej było aż 1,5 mln. zł? I najważniejsze – gdzie są pieniądze i na co zostały przeznaczone? Te pytania niestety pozostaną bez odpowiedzi.

Trwające blisko 3 lata żmudne śledztwo w czasie którego zebrano 40 tomów akt, każdy po blisko 200 stron, przeanalizowano ponad 200 dokumentów finansowych, uzyskano dostęp do danych z około 160 banków, z całej Polski przesłuchano ponad 100 świadków dobiegło końca. Jego finał nie jest jednak taki jakiego oczekiwało niemal 80 okradzionych z oszczędności życia mieszkańców powiatu łańcuckiego. Dlaczego sprawa została umorzona?

– W toku śledztwa wykazano, że dokumenty finansowe były podrabiane przez nieżyjącą pracownicę banku, a wobec nieżyjących osób nie prowadzi się postępowań. Gdyby żyła, usłyszałaby zarzuty bo są dowody na popełnienie przez nią przestępstwa. Z uwagi na braki dowodowe nie udało się też kategorycznie ustalić czy niektóre operacje bankowe faktycznie miały miejsce. Istnieje więc kolejna przesłanka o braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa – mówi prok. Artur Terlecki, zastępca Prokuratora Okręgowego w Rzeszowie.

Gdzie są pieniądze?

Nie wiadomo również gdzie trafiały ukradzione pieniądze. – Nie udało się zebrać dowodów, które w sposób jednoznaczny i kategoryczny potwierdzałyby jakie sumy, kiedy i komu zostały przekazane bądź na jaki cel zostały przeznaczone – dodaje prokurator Terlecki.

Sprawa tajemniczego „zniknięcia” pieniędzy ciągnie się od 2015 r., kiedy to klienci punktu kasowego odkryli, że nie mają na kontach części oszczędności, które wpłacali w placówce. Kwoty były różne: od 4 tys. zł do 35 tys. zł. Większość mieszkańców dokonywała wpłat u jednej kasjerki, która na kilka dni po odejściu na emeryturę – gdy do banku zaczęli zgłaszać się kolejni klienci zaniepokojeni ubytkami pieniędzy na kontach popełniła samobójstwo wieszając się w stodole. Zagadkowe samobójstwo ściągnęło na nią podejrzenia. W domu u kasjerki, która żyła bardzo skromnie policjanci znaleźli dokumenty oraz niewielką kwotę pieniędzy.

Początkowo śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Łańcucie. Następnie sprawa trafiła do rzeszowskiej Prokuratury Okręgowej. W lutym 2016 roku śledztwo zostało zawieszone, a następnie wznowione w lutym 2017 r., po otrzymaniu przez śledczych opinii biegłego grafologa, który badał autentyczność podpisów na dokumentach bankowych. Śledztwo ostatecznie zakończyło się umorzeniem. – Decyzja jest prawomocna – potwierdza prokurator Terlecki.

Katarzyna Szczyrek

3 Responses to "Gdyby żyła kasjerka z Husowa, usłyszałaby zarzuty"

Leave a Reply

Your email address will not be published.