
CHMIELNIK. Straty oszacowano na 100 tys. zł.
Wiadomo już, czym zostały otrute pszczoły z pasieki w Chmielniku. Tą substancją, która wyniszczyła 2,5 mln tych owadów jest tzw. pirymifos metylowy, czyli toksyczny środek owadobójczy. Jak wynika z badań Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach, zwartość tej substancji przewyższała aż siedem razy spodziewane minimum. Nadal jednak nie został znaleziony sprawca, który pirymifos rozprowadził po okolicznych polach.
Do wyginięcia 2,5 mln pszczół z 66 uli należących do Rafała Szeli, właściciele pasieki w Chmielniku, doszło we wrześniu. Sprawę bada policja. Próbki martwych pszczół trafiły do Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach. Z przeprowadzonych tam badań toksykologicznych wynika, że stwierdzono obecność trzech substancji. Dwie z nich nie były szkodliwe dla pszczół. To pochodne leku stosowanego do zwalczania pajęczaków, czyli pasożytów pszczoły miodnej.
Trzeci natomiast środek nie jest związany z pszczelarstwem. To pirymifos metylowy, bardzo toksyczny środek dla pszczół. Używa się go do zwalczania insektów magazynowych, jak np. wołek zbożowych lub spichrzel surinamski. Nie można go rozprowadzać podczas prac polowych. Jest dopuszczony do dezynfekcji pustych pomieszczeń magazynowych. Tak więc rozrzucenie go po polach źle wpłynęło na pszczoły.
Zdaniem Rafała Szeli, gdyby stało się to w pomieszczeniu zamkniętym, to pszczoły wylatujące z uli nadal by żyły. Straty sięgają 100 tys. zł. Właściciel pasieki próbuje ratować pasiekę i utylizuje ule, w których może być toksyczna substancja.
and


