
SIATKÓWKA. LSK. Mecz w Łodzi okupiony był sporą dawką dramaturgii, niestety nie tylko sportowej.
– Ogromny niedosyt pozostaje po tym spotkaniu. Jesteśmy bardzo złe na siebie, że gdzieś w II secie nie pociągnęłyśmy dalej i nie wygrałyśmy go. Jesteśmy też złe na sędziów, którzy zabrali nam kilka punktów, choć nie można tak do końca na to zwalać winę, bo wszystko było w naszych rękach – mówiła po meczu w Łodzi Magdalena Hawryła, środkowa Developresu SkyRes Rzeszów.
Rzeszowianki mogą być mocno zawiedzione, bo mecz w Łodzi powinny wygrać i to nawet 3-1 lub 3-0. Po pewnym zwycięstwie w inauguracyjnej partii w kolejnej Developres prowadził już 12:2, a później 19:14. Wydawało się, że jest już po emocjach, tym bardziej, że w łódzkiej ekipie już na początku meczu groźnie wyglądającej kontuzji mięśnia dwugłowego nabawiła się Julia Twardowska. Przyjmująca Grot Budowlanych na noszach opuściła boisko i została odwieziona do szpitala. Łodzianek to jednak nie załamało, a w trudnym momencie zespół pociągnęła Jovana Brakocević-Canzian. – Szkoda tego II seta, bo można było teoretycznie zamknąć ten mecz wynikiem 3-0, aczkolwiek trzeba oddać Jovanie, że wyszła na zagrywkę i strzeliła parę razy kapitalnie. Mimo wszystko mieliśmy swoje szanse, ale ich nie wykorzystaliśmy – mówił na antenie Radia Rzeszów Bartłomiej Dąbrowski, II trener ekipy Developresu, która raz za razem popełniała kosztowne błędy. Po autowym ataku Katarzyny Zaroślińskiej-Król zrobiło się 22:22. Za chwilę łodzianki zatrzymały blokiem Helene Rosusseaux, ale to nie był koniec emocji, bowiem miejscowe nie wykorzystały dwóch piłek setowych i doszło do gry na przewagi. W niej górą były gospodynie za sprawą Brakocević-Canzian, która przełamała blok rywalek, a następnie łódzka ściana zatrzymała Zaroślińską-Król. Tak przegrany set nie podciął skrzydeł przyjezdnym, które wygrały kolejną partię. Wydawało się, że w secie numer cztery rzeszowianki postawią kropkę na nad „i”, ale nic z tego. Łodzianki bezlitośnie wykorzystały każdy błąd rywalek i doprowadziły do tie-breaka dzięki… autowym atakom Zaroślińskiej-Król i Jeleny Blagojević. Tak przynajmniej zadecydowali sędziowie mimo dużych protestów ekipy z Rzeszowa. W tie-breaku nie brakowało emocji i zwrotów akcji (0:4, 3:5, 7:6, 8:9, 11:9, 11:11, 13:12). Wojnę nerwów na swoją korzyść rozstrzygnęły już jednak miejscowe.
– Przegrałyśmy ten mecz na własne życzenie, ale nie ukrywam, że sędziowie troszeczkę też pomogli rywalkom – mówi Katarzyna Zaroślińska-Król, atakująca Developresu. – Było sporo spornych akcji i w tej sytuacji system challenge jest niezbędny, bo później powstają nerwowe sytuacje. W II secie weszła Brakocević na zagrywkę i utknęłyśmy w jednym ustawieniu, tracąc zbyt wiele punktów. Łodzianki mają za sobą więcej meczów i są bardziej zgrane, dla nas jest to dopiero drugi. Będziemy grały lepiej, ja to wiem i jestem tego pewna. Szkoda jednak tego meczu, bo mogłyśmy go wygrać 3-0, później 3-1 czy nawet tego tie-breaka, w którym zabrakło szczęścia i dobrej oceny sędziów – mówi atakująca ekipy z Rzeszowa, która sześć razy została zablokowana i popełniła aż osiem błędów w ataku.
BUDOWLANI Łódź 3
DEVELOPRES Rzeszów 2
(21:25, 27:25, 22:25, 25:20, 15:12)
BUDOWLANI: Stoltenborg, Twardowska, Śmieszek 3, Brakocević-Canzian 28, Babicz 17, Pencova 9 oraz Stenzel (libero), Polańska 4, Tobiasz 7, Urban 8, Łyszkiewicz 2.
DEVELOPRES: Barakowa 2, Rousseaux 18, Witkowska 11, Zaroślińska-Król 22, Blagojević 18, Hawryła 9 oraz Sawicka (libero), Mlejnkova, Rabka.
Sędziowali. B. Adamczyk i Sz. Pindral. Widzów: 1800. MVP meczu: Agata Babicz.


