
PRZEMYŚL. Słynny detektyw o „akcji” odzyskania przez matkę córeczki. Niestety, synek nadal jest przetrzymywany przez ojca.
Na specjalną konferencję prasową w Przemyślu zaprosiło dziennikarzy biuro słynnego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, by opowiedzieć im o dramacie matki z Kańczugi, która przez miesiąc nie mogła odzyskać swej córeczki Julki (9 lat) przetrzymywanej przez ojca. Dziewczynce udało się wydostać z jego domu i dotrzeć do samochodów, gdzie czekali na nią matka z jej partnerem i „człowiek” Rutkowskiego. W domu dziadków dzieci od strony ojca, w Ostrowie (gm. Radymno) nadal jest jednak 7-letni Michałek. Jego mama, Dominika (28 lat) nie może z nim nawet porozmawiać, bo nie pozwala na to ojciec, Jacek B.
Kiedy Dominika Baran 9 lat temu stawała na ślubnym kobiercu ze swoim wybrankiem Jackiem najpewniej nie przypuszczała, że kiedykolwiek dojdzie do dramatu, jaki teraz przeżywa. Małżeństwo dochowało się dwojga dzieci: Julki, która dziś ma 9 lat i obecnie 7-letniego Michałka. Ale jakieś 3 lata temu między Dominiką i Jackiem zaczęło się coś psuć. W końcu na początku 2016 roku doszło do rozwodu. Cóż, historia jakich niestety wiele, ale przecież żaden jeszcze dramat. Sąd postanowił, że dzieci mają pozostać przy matce, a ojciec może z nimi spędzać 2 weekendy w miesiącu i oczywiście ma płacić na nie alimenty.
Początkowo wszystko działo się zgodnie z decyzją sądu, ale w tym roku, po pierwszym wrześniowym weekendzie u taty dzieci nie zostały przezeń odwiezione do jej mieszkania w podprzeworskiej Kańczudze. Dominika wraz ze swoim partnerem Mateuszem Z. pojechała po nie, ale Jacek B. odmówił wydana jej dzieci. Kobieta była wówczas w zaawansowanej ciąży.
Wezwany na tę okoliczność patrol policji rozłożył ręce i poradził matce dzieci, by zwróciła się do sądu. Nie jest to praktyka rzadka, policja z reguły nie chce siłowo odbierać tak przetrzymywanych dzieci i trudno jej się też dziwić.
Sytuacja była dramatyczna, bo Dominika, choć dysponuje przecież wyrokiem sądu określającym miejsce pobytu dzieci, nie mogła w żaden sposób wyegzekwować tego, by ich ojciec jej je wydał. Julka i pierwszoklasista Michałek od 9 września nie chodzili do szkoły, przebywali w domu swoich dziadków od strony taty w Ostrowie (pow. jarosławski). Zdesperowana matka o pomoc poprosiła samego Krzysztofa Rutkowskiego.
Tymczasem były mąż nie szczędził jej problemów. Wystąpił do Urzędu Miasta i Gminy w Kańczudze, by ten nie wypłacał Dominice 500+, bo dzieci są u niego, ale nic nie wskórał. Miał też nakłaniać dzieci, by badającym je psychologom mówiły, że chcą być z tatą, a także oskarżać aktualnego partnera Dominiki, Mateusza Z. o przemoc.
W końcu po ponad miesiącu przebywania u ojca 9-letniej Julii udało się wymknąć z jego domu wraz z telefonem. Dziewczynka uciekała będąc w stałym kontakcie z mamą, która przyjechała po nią wraz z partnerem i pracownikiem biura K. Rutkowskiego. Jest już bezpieczna w domu matki, wróciła do szkoły.
W domu dziadków przebywa jednak nadal 7-letni Michałek. Chłopczyk w tym roku szkolnym zaczął pierwszą klasę, ale najprawdopodobniej nie ma szans jej skończyć, bo dwumiesięczna absencja szkolna takiego malucha jest nie do odrobienia. Od dwóch miesięcy chłopczyk nie może porozmawiać z mamą, bo nie pozwala na to ojciec. Tymczasem sąd na 20 listopada wyznaczył termin rozprawy, na której być może rozstrzygnie się jego dalszy los.
Krzysztofa Rutkowskiego nie było na konferencji, którą prowadził Robert Rewiński, redaktor naczelny portalu Patriot24.net na bieżąco relacjonującego dramat Dominiki Baran i jej dzieci. Sławny detektyw połączył się jednak przez komunikator internetowy z prowadzącym i mówił o bezsilności naszego wymiary sprawiedliwości w takich sytuacjach, ale także jego bierności. Jak skończy się cała sprawa i czy 7-letni Michałek wróci do mamy?
Monika Kamińska



2 Responses to "Ojcowskie uprowadzenie dzieci"