Jedziesz na szpitalny oddział ratunkowy, bo ból w klatce piersiowej zgiął męża wpół, liczysz na szybką pomoc, wiesz, że przy zawale, a tak odczytujesz objawy, czas ma ogromne znaczenie. Wchodzisz, a tam zamiast pielęgniarki czy ratownika medycznego stoi automat z numerkami. Klikasz i wyskakuje numer 55. Stajesz oszołomiona i słyszysz: 33 proszę, i… serce ci staje, z bezsilności. Niemożliwy scenariusz? Jak najbardziej i to w niedalekiej przyszłości.
Na razie automat pilotażowo stanie w czterech szpitalach w Polsce, w Białymstoku, Brzesku, Częstochowie i Warszawie. Ministerstwo Zdrowia rozstrzygnęło właśnie przetarg na zakup „systemu informującego o przewidywanym czasie oczekiwania w kolejce w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym”. Rozumiem, że na szpitalnych oddziałach ratunkowych panuje chaos, są przepełnione, że brakuje lekarzy i pielęgniarek, że rząd chce to rozwiązać, ale czy wprowadzenie numerków to zmieni? Nie. Szpitalne oddziały ratunkowe na całym świecie stosują TRIAGE, czyli system segregacji medycznej oznaczony kolorami. System który ma zapewnić pacjentowi niezbędną pomoc w optymalnym czasie, przyporządkowując pacjentów do grup pilności w udzielaniu pomocy medycznej. Robi to jednak wykwalifikowany personel medyczny, a nie bezduszna maszyna. I tak kolor czerwony oznacza konieczność bezzwłocznego zajęcia się pacjentem, a przyczyną tego tempa może być to np. niedrożność, niewydolność oddechowa, podejrzenie zawału serca, wstrząsu itp. Kolor pomarańczowy oznacza konieczność szybkiej pomocy. Czas oczekiwania do 10 minut wynika z np. z obrzęków twarzy lub języka, duszności, arytmii, alergii, zaburzeń świadomości. Nadanie koloru żółtego oznacza, że pacjent nie wymaga bardzo szybkiej opieki (czas do 60 minut), bo wykazuje spadek poniżej 95 proc. saturacji, ma wysypkę, pęcherze lub swędzenie. Pacjent z kolorem zielonym nie jest nagłym przypadkiem, może więc (a nawet musi) poczekać na przyjęcie przez lekarza (czas oczekiwania na badanie do 120 minut). Zazwyczaj dotyczy to pacjentów z objawami stanów zapalnych. Najdłużej (nawet do 240 minut) muszą czekać pacjenci z kolorem niebieskim, ponieważ objawy, z jakimi się „meldują” w SOR często nie kwalifikują ich do takiej wizyty. Powinni zostać zaopatrzeni w ambulatorium chirurgicznym, u lekarza rodzinnego czy w nocnej opiece medycznej. Przychodzą jednak na SOR, często nawet skierowani tam przez swoich lekarzy podstawowej opieki, bo „nie będzie pani musiała czekać trzy miesiące na tomografię głowy, jak się pani będzie skarżyła na silne bóle i zawroty, to na SOR tomografię zrobią od ręki”. System numerkowy nie rozwiąże tego problemu. Może go nawet spotęgować.
Redaktor Anna Moraniec



3 Responses to "Na szpitalny oddział ratunkowy jak do urzędu – za numerkiem"