Czy to kolbuszowski układ zamknięty?

Wtorkowa (20 bm.) konferencja prasowa poświęcona staroście Józefowi Kardysiowi była monitorowana przez policjantów i rejestrowana przez urzędników.

KOLBUSZOWA. Uczestnicy konferencji prasowej dotyczącej afery związanej ze starostą byli obserwowani przez tajniaków i fotografowani przez pracownicę starostwa.

Na konferencji prasowej poświęconej kontrowersyjnym odprawom dla starosty Józefa Kardysia (PiS) i jego „słupa” Ryszarda Sukiennika, rozegrały się sceny żywcem wzięte z konferencji organizowanych w stanie wojennym przez rzecznika rządu. Dziennikarze i przybyli mieszkańcy byli monitorowani przez policyjnych tajniaków, z których jeden wyglądał na zamroczonego alkoholem. Uczestnicy konferencji zostali również dokładnie obfotografowani przez jedną z urzędniczek starostwa.

Sprawa dotyczy afery związanej z nabyciem przez starostę Józefa Kardysia świadczeń emerytalnych. Aby tak się stało, włodarz – za pomocą radnych – „zrobił sobie dwudniową przerwę” w urzędowaniu. Po prostu Rada Powiatu najpierw odwołała go ze stanowiska po to, by za dwa dni powołać go ponownie. Dzięki temu „zabiegowi” starosta uzyskał świadczenia emerytalne, które będzie mógł dostawać razem z pensją (w sumie 12 tys. 800 zł brutto).

„Wyczułem od niego woń alkoholu”
Na jego konto wpłynęła też odprawa w wysokości 62 tys. 400 zł brutto. Na niemałe pieniądze może też liczyć Ryszard Sukiennik, który przez dwa dni pełnił funkcję starosty. Problem w tym, że nikt go w tym czasie w gabinecie starosty nie widział. Udowodnił to Tomasz Buczek, lokalny działacz Ruchu Narodowego, który Sukiennika w urzędzie nie zastał. Spotkał tam natomiast „radnego” Kardysia. Sytuację tę nagrał i opublikował w sieci.

Sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. Na wtorkowej konferencji prasowej przed budynkiem starostwa ogłosił to Tomasz Buczek: – Obu panom zarzucamy przede wszystkim stworzenie fikcji prawnej, która miała na celu wyprowadzenie pewnych sum pieniędzy z budżetu państwa. A to już jest karalne – oświadczył działacz narodowy. 

Podczas konferencji doszło do sytuacji żywcem wziętej z PRL-u. Dziennikarze i garstka przybyłych mieszkańców zostali dokładnie obfotografowani przez jedną z pracownic starostwa. A całą konferencję monitorowali policyjni tajniacy. – Podszedłem do jednego z nich, aby zapytać, na czyje polecenie przybył. Zaczął pokracznie się tłumaczyć. Poczułem od niego alkohol – relacjonuje Buczek. – Mężczyzna zaczął pospiesznie się oddalać. Udaliśmy się za nim. Funkcjonariusz zmierzał w kierunku Rynku. Nagle skręcił do miejskich toalet.

„Nie reagował na polecenia policjantów”
– Zadzwoniłem na policję i poprosiłem o pomoc. Po wyjściu z toalety mężczyzna zaczął dalej swój marsz. Ku mojemu zdziwieniu nie reagował na polecenia policjantów i podążał dalej. Moja stanowcza postawa i presja wywierana na patrol wymusiła na nich podjęcie bardziej zdecydowanych działań. Mężczyzna zatrzymał się w okolicach kościoła. Niestety, funkcjonariusze nie chcieli podać go próbie badania na zawartość alkoholu. Nie pomagały informacje, że jest podejrzenie, że ten pan mógł czynić obowiązki służbowe pod wpływem alkoholu, że mógł poruszać się w takim stanie samochodem.

– Niezrażony tym ruszyłem dalej za domniemanym policjantem – kontynuuje. – Nie widział mnie, bo miał założony kaptur. Słyszałem, jak dzwoni gdzieś i mówi „Bogdan weź kluczyki i zabierz mazdę”. W siedzibie policji czekałem ok. 30 min. na rozmowę z panem komendantem. Zgłaszałem dyżurnemu, że niepokoi mnie tak długie oczekiwanie i że jest uzasadnione podejrzenie z mojej strony, że mogą być prowadzone na komendzie czynności w celu zatarcia informacji iż ten pan policjant po cywilu był tego dnia w pracy.

Na czyje to było zlecenie? Starosty?
Rozmowę ze Stanisławem Babulą, komendantem policji w Kolbuszowej, Tomasz Buczek za jego zgodą sfilmował i przesłał do naszej redakcji. Wynika z niej, że konferencja prasowa była jednak „zabezpieczana” przez mundurowych. – Nie wiedzieliśmy, ile na tym zgromadzeniu będzie osób, kto to będzie. Stąd w celu zabezpieczenia tam ładu i porządku skierowano tam funkcjonariusza – tłumaczył komendant.

– Czy każdą konferencję prasową „zabezpieczacie” w ten sposób? – dociekał Tomasz Buczek. – Nie mieliśmy informacji, że to będzie konferencja prasowa, tylko że to będzie zgromadzenie – odpowiedział Babula. – Skąd mieliśmy informacje o tym? Zbieramy je po Internecie, przeglądamy różne rzeczy. – Czy na wniosek starosty czy osoby bezpośrednio z nim związanej? – dociekał Buczek. – Tu obowiązuje mnie tajemnica służbowa. Nie było to na wniosek pana starosty. Myśmy mieli informację pozyskaną że tak powiem ze społeczeństwa.   

Komendant zapewnił też, że zlecił przebadanie alkomatem wszystkich policjantów, którzy brali udział w zabezpieczeniu konferencji. Odniósł się również do funkcjonariusza, od którego podobno czuć był alkohol – W godzinach porannych był on chwilę w pracy, bo musiał uzupełnić pewne kwestie. Potem wziął sobie wolne – zaznaczył. – Co zatem robił na konferencji? Jak każdy inny obywatel może znaleźć się wszędzie. Jeśli chce uczestniczyć w życiu publicznym, to nie mogę mu tego zabronić. Zdaje sobie pan sprawę, że to się kupy nie trzyma? – irytował się Buczek. – Mam tego świadomość – odpowiedział komendant.

O całej sprawie została powiadomiona Komenda Wojewódzka Policji w Rzeszowie.

Paweł Galek

5 Responses to "Czy to kolbuszowski układ zamknięty?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.