Sensacyjny triumf Asseco Resovii!

Rzeszowscy siatkarze mają powody do radości, bowiem rywalizację w KMŚ rozpoczęli od cennego zwycięstwa nad Sadą Cruzeiro. Fot. KMŚ 2018

SIATKÓWKA. FIVB KLUBOWE MISTRZOSTWA ŚWIATA 2018. Asseco Resovia nieoczekiwanie pokonała trzykrotnego triumfatora klubowego mundialu.

Rzeszowianie, którzy mają spory problem ze zdobywaniem punktów w polskiej lidze (zaledwie jedna wygrana w dziewięciu kolejkach), zapowiadali, że Klubowe Mistrzostwa Świata to zupełnie inna historia i zostawią za sobą wszystkie „demony”. – Jesteśmy w międzynarodowej elicie, musimy pokazać się z jak najlepszej strony – zapowiadał trener Resovii, Gheorghe Cretu. Już na inaugurację gospodarze grupy B otrzymali jednak zespół, który aż trzykrotnie zdobywał tytuł najlepszej drużyny świata (2013, 2015 i 2016). Ponadto siatkarze niedoszłego selekcjonera reprezentacji Polski – Marcelo Mendeza – słyną z piekielnie mocnej zagrywki. I właśnie tym elementem zaatakowali rzeszowian. Od pierwszej piłki meczu. Brazylijczycy bardzo szybko wypracowali sobie 5-6 punktów przewagi i praktycznie w połowie I seta wydawało się, że wszystko już jest jasne. Mimo chwilowego zrywu Resovii (odrobienie kilku punktów) w końcowych fragmentach, nie udało się przechylić szali zwycięstwa na własną stronę. To był spóźniony finisz. W II secie rzeszowianie nie popełnili już tego błędu. Od początku „ruszyli” na rywala i tym razem to oni uzyskali kilkupunktową przewagę. – Resovia, Resovia! – hala na Podpromiu zaczęła „żyć” i udowadniać, że nie na darmo jest nazywana najbardziej żywiołowym obiektem klubowym w Polsce. A może i w całej Europie. Podopieczni Cretu nie dali sobie wydrzeć zwycięstwa w II partii. Bardzo skutecznie grali głównie: Thibault Rossard oraz Damian Schulz. Chociaż i Mateusz Mika, i Marcin Możdżonek również „swoje” dokładali. Brazylijczycy byli bezradni. 1:1 – mecz rozpoczynał się od nowa. Kolejne dwa sety to jak jazda rollercoasterem, i to bez trzymanki. Najpierw, w III secie, rzeszowianie zagrali koncert: w ataku, bloku, na zagrywce i minimalnie wygrali z wyraźnie rozkręcającą się Sadą. Potem źle zaczęli IV odsłonę, oddali inicjatywę Brazylijczykom. Niby odzyskali rytm, prowadzili nawet różnicą 4 punktów, ale fatalnie rozegrana końcówka doprowadziła do tie-breaka. W decydującym secie rozpętała się prawdziwa wojna. Punkt za punkt, akcja za akcję. Im jednak bliżej ostatniego gwizdka, tym zespół Resovii był coraz bardziej zmęczony. Rywale uciekli na trzy punkty i wydawało się, że nie oddadzą już tej przewagi. Wtedy drugi (a właściwie piąty, albo szósty) oddech złapał Rossard. To głównie dzięki jego piekielnym zagrywkom gospodarze wygrali pierwsze spotkanie w KMŚ.

ASSECO RESOVIA – SADA CRUZEIRO 3-2 (23:25, 25:18, 25:23, 24:26, 17:15)
RESOVIA: Shoji, Schulz, Rossard, Mika, Możdżonek, Smith, Perry (libero) oraz Lemański
SADA: Evandro, Le Roux, Rodrigo, Isac, Fernando, Sander, Serginho (libero), Filipe, Sandro, Luan, Leonardo.
Sędziowali: Denny Francisco Cespedes (Dominikana) i Nasr Shaaban (Egipt). Widzów 3000.
PO MECZU POWIEDZIELI:

Gheorghe Cretu (trener Asseco Resovii): – Jestem bardzo zadowolony z tego zwycięstwa, należało nam się. To jest grupa naprawdę fajnych zawodników, cały zespół pracuje bardzo ciężko i potrzebujemy takich zwycięstw. Dziś dobry serwis, współpraca blok-obrona i wysoka jakość przyjęcia były niezwykle ważne w kontekście tego zwycięstwa. Teraz musimy się skupić na kolejnym meczu, będziemy walczyć o każdą piłkę i postaramy się o kolejne zwycięstwo.

Marcin Możdżonek (kapitan Asseco Resovii): – W obecnej sytuacji w jakiej się znajdujemy – fatalny bilans spotkań w PlusLidze, zawirowania w klubie i wokół niego, potrzebowaliśmy tego zwycięstwa jak ryba wody. Jesteśmy zadowoleni, że w końcu udało nam się przełamać niemoc, która panowała do tej pory i którą było widać też w czwartym secie, gdzie prowadzimy, ale w końcówce jednak przegrywamy tego seta. Na szczęście to my zachowaliśmy więcej zimnej krwi w piątej partii, pomimo nienajlepszego początku z naszej strony. Sami jeszcze nie do końca wiemy jakim potencjałem dysponujemy, ale po dzisiejszym spotkaniu można powiedzieć, że całkiem przyzwoitym, a na pewno to jeszcze nie jest nasze ostatnie słowo. Dla nas ten turniej jest okazją na przełamanie się i pokazanie kibicom, że potrafimy grać w siatkówkę na bardzo wysokim poziomie, miłą dla oka.

Kreling Fernando (Sada Cruzeiro): – Przeciwnicy zagrali całkiem dobry mecz. Wprawdzie zrobili sporo błędów na początku spotkania, ale z czasem znacznie się poprawili. My zagraliśmy podobnie, ale popełnialiśmy błędy w kluczowych momentach, co zmieniła przebieg meczu na korzyść drużyny przeciwnej.

Opr. mj

Leave a Reply

Your email address will not be published.