Zamiast „spacerku” horror

Fot. Wit Hadło

LSK. Developres wygrywa czwarty mecz z rzędu.

Developres SkyRes kontynuuje zwycięską passę. Rzeszowianki pokonując niżej notowany zespól z Piły odniosły czwartą wygraną z rzędu, ale niewiele brakło, a na Podpromiu doszłoby do sensacji.

DEVELOPRES Rzeszów 3
ENEA PTPS Piła 2
(25:15, 20:25, 22:25, 25:18, 15:9)
DEVELOPRES: Rabka 2, Mlejnkova 17, Witkowska 12, Hatala 13, Blagojević 14, Hawryła 7 oraz Sawicka (libero), Medyńska (libero), Tokarska 2, Barakova 4, Zaroślińska-Król 5, Żabińska.
PTPS: Szpak 5, Kaczorowska 4, Trojan 4, Azizova 20, Strantzali 20, Stencel 10 oraz Pawłowska (libero), Chrzan.
Sędziowali: A. Niedbał i T. Janik (oboje z Warszawy). Widzów: 2128. MVP meczu: Michaela Mlejnkova.

Po kapitalnej pierwszej partii w wykonaniu zespołu trenera Lorenzo Micelliego mało kto z rzeszowskich kibiców spodziewał się, że ten mecz dostarczy tylu emocji i potrwa aż pięć setów. Na początku miejscowym wychodziło niemal wszystko, a ich przewaga rosła w błyskawicznym tempie. Drugą partię rzeszowianki rozpoczęły od udanych akcji Kamili Witkowskiej i Developres prowadził trzema punktami (4:1), ale z czasem zatracił animusz. – Wiedziałyśmy, że po takim secie wcale nie będzie łatwo w kolejnych – mówiła na antenie Radia Rzeszów, Agata Sawicka. – Teraz jest taki ciężki okres, że każdy ma prawo zagrać troszkę gorzej. Najważniejsze jednak w zasadzie jest to, że wygrałyśmy ten mecz. Nie ma co teraz rozmyślać, że straciłyśmy punkt itd. Najważniejsze jest zwycięstwo, bo gdyby była porażka, to wówczas byłoby o czym myśleć, no i trening byłby w niedzielę. Mecz po tie-breaku też się wygrywa – dodaje libero zespołu z Rzeszowa, który od II seta zdecydowanie oddał inicjatywę siatkarkom z Piły. Te rozkręciły się na dobre, a nie do zatrzymania były Matharyta Azizova i Olga Strantzali. Na nic zdawały się zmiany, jakich dokonywał trener Micelli. Jego zespół wobec skutecznej gry rywalek był bezradny.

Kiedy na początku IV seta rzeszowianki przegrywały 1:6 widmo porażki coraz realnie zaglądało im w oczy. Sygnał do ataku dała, jak na kapitana przystało, Jelena Blagojević i losy meczu rozstrzygnęły się w tie-breaku. W nim początkowo przeważały rywalki prowadząc 3:1. Developres szybko zniwelował straty i na dobre rozgorzała twarda walka. Od stanu 8:9 zabójczą punktową serią popisały się miejscowe i mogły odetchnąć z ulgą. – W najważniejszym momencie tego tie-breaka zadziałał serwis. Petja (Barakova – przyp. red.) bardzo nam w tym pomogła – mówi Agata Sawicka i dodaje. – Nieważne jak się zaczyna, ale jak się kończy. Należy się cieszyć, że wszystkie byłyśmy na boisku, ze względu na to, że połowa zespołu była chora. Dziewczyny leżały w łóżkach po trzy dni. Jakiś wirus nas dopadł i potrzebne były antybiotyki. Fantastycznie, że wyszłyśmy z tego wszystkie prawie całe i zdrowe – uśmiecha się Sawicka.

Leave a Reply

Your email address will not be published.