„Wszyscy wiedzą, kto fałszował podpisy”

Kacper Głaz, radny powiatowy, nie gryzie się w język, mówiąc o aferze związanej ze scalaniem gruntów rolnych w Padwi Narodowej. Fot. Paweł Galek

PADEW NARODOWA. Radny powiatowy o komasacji gruntów rolnych w Padwi.

Mieszkańcy Padwi Narodowej od lat walczą o sprawiedliwość. Przekonują, że zostali okradzeni ze swojej ziemi podczas prowadzonej od 2005 r. komasacji gruntów. Mówią o swojej krzywdzie, bólu i przekrętach, które, ich zdaniem, miały miejsce. Nie zostawiają przy tym suchej nitki na władzach samorządowych. Wtóruje im w tym… wójt sąsiedniej gminy, Tuszów Narodowy oraz jego syn – radny powiatowy PiS.

Proces scalania gruntów w Padwi Narodowej rozpoczęto w 2005 r., kiedy starostą był Andrzej Chrabąszcz , obecnie członek Zarządu Powiatu. Celem było stworzenie pól w jednej całości, m.in. poprzez ich wymianę między rolnikami. Projekt, który swym zasięgiem objął 1853 ha i 1,6 tys. osób, od samego początku wzbudzał kontrowersje. Ludzie narzekają m.in., że bez ich zgody siłą zabrano im wartościową ziemię, a w zamian dostali gorszą.

„Krzywda, która nie została naprawiona”

– Mieszkańcy doznali ogromnej krzywdy podczas scalenia gruntów, które miała miejsce za czasów starosty Chrabąszcza. W żaden sposób nie pomógł on ludziom – mówi radny powiatowy, Kacper Głaz. – Krzywda ta nie została naprawiona, a wręcz, jak mówią mieszkańcy, została pogorszona za urzędowania kolejnego starosty, Zbigniewa Tymuły. – Pokrzywdzeni dwukrotnie wygrali w Sądzie Administracyjnym, ale dalej są zbywani.

– Dużo podpisów za scaleniem zostało sfałszowanych. Wszyscy w Padwi Narodowej wiedzieli, kto to zrobił. Wszyscy, oprócz policji – dodaje radny Głaz. – Niezakończony proces komasacji gruntów uderza również w pozostałych mieszkańców. Uniemożliwia im to bowiem możliwość wpisu do ksiąg wieczystych i rozporządzania swoim majątkiem.

Aktywnym w temacie komasacji gruntów w Padwi jest ojciec radnego, Andrzej Głaz, wójt sąsiedniej gminy Tuszów Narodowy. – Przed scaleniem mieliśmy grunt o szerokości 19-20 m, sąsiad zaś połowę z tego. Teraz mamy w niektórych przypadkach 11 m, a więc nie ma możliwości zawrócenia ciągnikiem z dwiema przyczepami. To była kradzież! Jeśli została ona dokonana, jeżeli sądy to potwierdziły, to ja się pytam: dlaczego nie można, jak słyszymy, zwrócić zagrabionej komuś własności?! – grzmiał wójt Głaz na antenie TV Trwam.

Paweł Galek

Leave a Reply

Your email address will not be published.