
Kilka rzeszowskich firm remontowało Gminny Ośrodek Kultury w Lubeni, jednak po wykonaniu prac nie otrzymało od wykonawcy zapłaty…
Najpierw przetarg, wyłonienie zwycięzcy i zatrudnienie podwykonawców, a następnie wykonanie przez nich prac, ogłoszenie upadłości zleceniodawcy i gigantyczne straty. Tak w skrócie wygląda historia, w której uczestniczyło kilka rzeszowskich firm, i które podjęły się współpracy z pewną spółką z Lutoryża, a następnie nie otrzymały za to zapłaty. Podczas dziennikarskiego śledztwa do naszej redakcji zaczęli zgłaszać się inni przedsiębiorcy, którym właściciel upadłej firmy zalega z olbrzymimi należnościami.
26 października 2017 r. w gm. Lubenia ogłoszono przetarg na „Przebudowę Sali Widowiskowej Gminnego Ośrodka Kultury w Lubeni”. Konkurs był realizowany w ramach projektu „Zachowanie dziedzictwa kulturowego oraz wsparcie instytucji kultury na terenie ROF – Gmina Lubenia” realizowany w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podkarpackiego na lata 2014-2020. Zgłosiły się dwie firmy i co ciekawe wygrała oferta wyższa (542 tys. 900 zł.). Zwycięski wykonawca, którym okazała się firma z Lutoryża, wynajął podwykonawców. Chodziło m.in. o wykonanie nowego parkietu sali koncertowej, sufitów czy oświetlenia estradowego.
Zgodnie z przepisem ustawy 143b ust. 8 prawa zamówień publicznych, każdy podwykonawca wykonujący pracę na terenie budowy musi być formalnie zgłoszony inwestorowi. Niezgłoszenie powoduje naliczanie kar umownych z tytułu niedotrzymania warunków umowy. I tu pojawił się pierwszy problem, z jakim nieco później spotkali się podwykonawcy.
– Jest to znany polski numer przetestowany podczas budowy autostrad, gdzie upadło setki firm będących podwykonawcami, a komornicy „w świetle prawa” dręczą ich do dziś – mówi Andrzej Wiśniowski, jeden z poszkodowanych, właściciel firmy RSC-Studio wykonującej w Lubeni instalacje światła estradowego. Jak dalej wyjaśnia, „mechanizm jest prosty: firma wygrywająca kontrakt, celowo nie zgłasza podwykonawców inwestorowi, by zgodnie z umową otrzymać ostatnią transzę pieniędzy z tytułu zakończenia realizacji umowy. Następnie nie wypłaca jej podwykonawcom i ogłasza upadłość”. – W naszym przypadku była to kwota bliska 200 tys. zł, …której nikt z podwykonawców nie zobaczył i nie zobaczy! – dodaje.
Jak usłyszeliśmy, główny wykonawca odbierał od podwykonawców telefony do momentu kiedy otrzymał pieniądze od gminy. Później kontakt się urwał. Od pracowników jego biura poszkodowani dowiedzieli się, że „pan prezes wyjechał na dłuższy urlop”. – Już wtedy wiedzieliśmy, że nikt z nas nie otrzyma wydanych na wykonanie usługi pieniędzy – zaznacza Andrzej Wiśniowski.
Upadłość i spore straty
Co było dalej? Tak jak można było przypuszczać, firma ogłosiła upadłość. Pod koniec sierpnia pokrzywdzeni otrzymali pismo z rzeszowskiego sądu z informacją o upadłości wierzyciela. – I na nic stały się prawomocne wyroki z nakazem zapłaty zaległych faktur, gdyż prezes schował się wraz ze swoją spółką za komisarzem sądowym i „w świetle prawa” stał się nietykalny – mówi Janusz Borek, właściciel BIO Zakłady Tapicerskie, poszkodowany na kwotę blisko 60 tys. zł. Pokrzywdzeni wraz ze swoim długiem bliskim 200 tys. zł pozostali więc sami.
– Postanowiliśmy jednak poszukać innych pokrzywdzonych przez firmę z Lutoryża. Informacje do jakich dotarliśmy były zaskakujące – tłumaczy pan Eugeniusz Sztajglik, który świadczył usługi parkieciarskie, i który stracił ok. 50 tys. zł. Próbowano znaleźć zleceniodawcę w siedzibie firmy, gdzie zastano zdewastowany budynek oraz zaśmieconą posesję. Efekt? – Nie licząc niewypłaconej kwoty z tytułu dzierżawy, to firma uciekając zniszczyła i zalała cały budynek, zdemontowała większość grzejników i drzwi wejściowe. Na domiar złego na placu pozostawiła wysypisko śmieci – wyjaśnia właściciel budynku i posesji, w którym była siedziba głównego wykonawcy.
Z czasem zaczęli pojawiać się inni poszkodowani. Firma [nazwa do wglądu red.] z siedzibą w Rzeszowie, która po wykonaniu wielu usług inwestycyjnych m.in. w szkole w Łańcucie, ma nierozliczone faktury na kwotę ponad 50 tys. zł; pewna firma budowlana z Rzeszowa [nazwa do wglądu red.], która była podwykonawcą przy inwestycji przedszkola przy ul. Zielonej w Rzeszowie oraz żłobka w Nienadówce – nierozliczone faktury na kwotę 115 tys. zł.; firma KOMET Rzeszów ma nierozliczone faktury zakupowe na kwotę 26 tys. zł. Dodać należy, że każda z tych firm od kwoty z faktury musiała odprowadzić podatek VAT i podatek dochodowy, co zwiększa deficyt nawet do 40 proc.
Idąc za ciosem, poszkodowani udali się do sądu celem sprawdzenia listy wierzycieli, by zweryfikować swoje szanse na odzyskanie środków. Efekt tej decyzji nie pozostawiał złudzeń. Ok. 130 wierzycieli na kwotę 2,9 mln zł! – Skąd tak duża liczba? – Spółka z o.o. to taki twór gospodarczy, który posiada odrębną odpowiedzialność za zobowiązania. Jest to tzw. osoba prawna. Wspólnicy takiej spółki mogą mieć ich wiele. Upadłość, czy restrukturyzacja jednej nie przeszkadza w tworzeniu, czy funkcjonowaniu kolejnej. I tak w nieskończoność – mówi zajmujący się sprawą mec. Kamil Nawrot.
Spore problemy
Andrzej Wiśniowski łudząc się, na odrobinę sumienia Pana Prezesa firmy napisał do niego wiadomość sms z prośbą o rozliczne faktur. Otrzymał krótką odpowiedź: „Zgodnie z prawem wobec spółki toczy się postępowanie restrukturyzacyjne (…) nie mamy możliwości zaspokojenia wierzytelności”. – Rodzi się zatem pytanie kogo polskie prawo chroni? – zauważa Andrzej Wiśniowski.
Czy o problemach pokrzywdzonych osób wiedział inwestor prac w ośrodku kultury czyli władze Gminy Lubenia? Poszkodowani są pewni co do tego faktu. – Każdy z nas uczestniczył w naradzie z Gminą, na terenie remontowanego obiektu znajdował się inspektor nadzoru budowlanego, ponadto nasi pracownicy przyjeżdżali firmowymi, opisanymi w nazwy firm samochodami i chodzili w firmowych koszulkach – mówią pokrzywdzeni. – Przeprowadziliśmy dziesiątki rozmów z inwestorem jako odrębni wykonawcy – dodaje Janusz Borek.
Chcieliśmy poznać również stanowisko właściciela firmy, która miała narazić innych przedsiębiorców na gigantyczne straty finansowe. Próbowaliśmy porozmawiać z nim przez telefon. Niestety nie chciał on udzielić wypowiedzi, twierdząc że najlepiej będzie przedyskutować sprawę w trakcie spotkania. Ustaliliśmy więc miejsce i godzinę, które dzień później mężczyzna …odwołał. Następnie postanowiliśmy nawiązać z nim kontakt e-mailowy wysyłając pięć bardzo szczegółowych pytań.
Po upływie kilku dni na te pytania otrzymaliśmy bardzo lakoniczną odpowiedź: „Wobec spółki Grupa Handlowa Feniks Sp. z o.o. z siedzibą w Lutoryżu Sąd Rejonowy w Rzeszowie, Wydział V Gospodarczy postanowieniem z dnia 17.08.2018 r otworzył postępowanie restrukturyzacyjne . Wszyscy wierzyciele zostali o tym fakcie poinformowani, a wierzytelności zostały ujęte w spisie i złożone w sądzie.” – brzmiał informacja.
Cezary Greg



12 Responses to "Polski biznes, czyli jak „w państwie prawa” zgarnąć kilka milionów"