
TARNOBRZEG. Szokujące kulisy wydarzeń przed i po zatrzymaniu Grzegorza Kiełba ujawnił miejski radny, który był blisko związany z Dariuszem Kołkiem.
– To było około 2-3 tygodni po zatrzymaniu prezydenta. Dariusz Kołek przyszedł do mnie do zakładu i chciał się spotkać. Ja przez pracownicę przekazałem mu, że nie wyjdę do niego i nie chcę z nim rozmawiać. Ten jednak się uparł, że będzie na mnie czekał aż się doczeka. Ugiąłem się i wyszedłem. Stał jak zbity pies. A ja do niego powiedziałem „coś ty k… Darek narobił? – zeznał w poniedziałek przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu radny miejski Leszek Ogorzałek.
Były prezydent Tarnobrzega ma postawiony przez Prokuraturę Krajową jeden zarzut. Dotyczy on przyjęcia 20 tys. zł od tarnobrzeskiego przedsiębiorcy i radnego Dariusza Kołka Zdaniem oskarżonego, przyjęte przez niego pieniądze były pożyczką na poczet kampanii wyborczej.
– Kołek stał przestraszony, ręce miał złożone i powiedział, że „to nie ja”. To ja do niego mówię, jak nie ty, jak cały Tarnobrzeg wie, że to ty byłeś u prezydenta Kiełba, że ty dałeś łapówkę? A on na to: „to nie ja, ja byłem tylko świadkiem”. To ja się do pytam: świadkiem czego? A on, że: „nie może za dużo mówić, bo mu nie wolno”. Kazałem mu wtedy przysięgnąć siebie, rodziców i Boga, że nie dał łapówki. A on powiedział: „Leszek przysięgam”. Ja mu mówię, że jakoś nie wierzę, a on przysiągł wtedy jeszcze raz. I ja wtedy zbaraniałem. Nie wiedziałem co jest grane – relacjonował wczoraj w tarnobrzeskim Sądzie Rejonowym radny Leszek Ogorzałek, który był bliskim znajomym Dariusza Kołka.
Zacząłem kojarzyć fakty
Leszek Ogorzałek zeznawał w poniedziałek w tarnobrzeskim sądzie około 2,5 godziny. Zaczął od feralnego dnia 21 lutego 2018.
– Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, bo to się nie zdarza codziennie, czy co rok – mówił Leszek Ogorzałek. – Gdy dowiedziałem, że prezydent Kiełb został zatrzymany było około godz. 15 i był to dla mnie szok i niedowierzanie. Dzwoniłem do znajomych i pytałem, czy to prawda? Dzwoniłem też do Kołka, byliśmy blisko, był moim kolegą. On jednak nie odbierał. Ok 17 odebrał i gdy spytałem go o zatrzymanie Kiełba to powiedział: „Co ty mówisz? To nieprawda”. I usłyszałem jak krzykną do żony: „Iwonka słyszysz? Grześka zatrzymali”. Powiedziałem mu, że chcę się z nim spotkać, a on powiedział, że jest teraz w Krakowie…
Świadek Leszek Ogorzałek przyznał, że jeszcze tego samego dnia dotarły do niego wiadomości, że tym, który dał łapówkę był Dariusz Kołek.
– To był szok, ale zacząłem sobie układać w głowie pewne wydarzenia i rozmowy. Dariusz Kołek przychodził do mnie dość często w ostatnich tygodniach 2017 i na początku 2018 roku.
Był inny niż zawsze
Podczas tych ostatnich spotkań zauważyłem, że był inny niż zawsze – mówił Ogorzałek. – Znałem go jako otwartego, na luzie. A wtedy był dziwny, zamyślony, podekscytowany, jakby coś go gryzło. Wiedział, że moja córka nie ma pracy i namawiał mnie, abym poszedł z tą sprawą do prezydenta Kiełba. Żebym mu coś dał i on mi załatwi, bo on podobno bierze. Ja mu mówiłem, że nie pójdę, bo nigdy nie dawałem łapówek i nie umiem tego robić. Mówiłem mu, że boję się, że prezydent mógłby mnie wyrzucić, a poza tym straciłbym swoją godność. Córce powiedziałem, że jeżeli chce to niech pójdzie sama w sprawie pracy, ale ona też nie poszła. Kołek temat mojej córki poruszał jeszcze podczas kolejnych naszych spotkań. Pytał, „czy byłem u Kiełba, czy załatwiłem?” Ja cały czas mówiłem to samo, że nie pójdę. Pamiętam, że był u mnie jeszcze w styczniu 2018 r. Najpierw był rano, namawiał, żebym poszedł do Kiełba, a potem przyszedł do mnie tego samego dnia jeszcze raz i pytał, czy byłem? To było po prostu nachalne, natarczywe. Nigdy wcześniej nie był u mnie dwa razy tego samego dnia. Miałem wrażenie, że jemu bardziej zależy na tej pracy mojej córki niż mnie. Ale on szukał kogoś, kto potwierdzi, że prezydent bierze. Szukał na niego haka. Ja jednak chciałem zostać czysty, móc sobie prosto patrzeć w oczy i nie stracić godności. Córka i tak później dostała pracę gdzieś indziej i problem się rozwiązał.
On się ich bał
Ogorzałek zapytany o to, czy prezydentowi zależało bardziej na uchwaleniu któregoś z planów zagospodarowania przyznał, że nie, ale że przypomina sobie rozmowę, podczas której Kiełb przyznał mu się, że „boi się tych inwestorów z centrum, że to chyba jakaś mafia”.
– On się zresztą z nimi nie spotkał, gdy ci przyjechali do Tarnobrzega. Byli umówieni, ale on unikną tego spotkania. Oni zostali na noc w hotelu i drugiego dnia znów chcieli się z nim spotkać, ale do tego spotkania także nie doszło. Było to potem wytykane prezydentowi na jednej z sesji” – mówił świadek. I kontynuował:
– Ja nie rozumiem do dziś, dlaczego Kołek miałby dać prezydentowi łapówkę, skoro plan, który miał być głosowany dzień później nie był kontrowersyjny. Wszyscy radni go popierali. Ja myślę, że on działał pod jakimś naciskiem, może ułożył się z CBA, ale dlaczego miałby to zrobić to nie wiem – mówił Ogorzałek, widocznie poruszony sprawą, o której mówi – Potem docierały do mnie informacje, że Kołek ma problemy finansowe, że przeinwestował. Może on to zrobił pod naciskiem tych problemów, które go przytłoczyły. Nie wiem, jaki motyw miał Kołek, żeby Kiełbowi zaszkodzić. Ja zerwałem z nim wszystkie kontakty. Nie chcę znać „szmalcownika”.
Rozważałem, czy poprzeć Grzegorza Kiełba
W poniedziałek w sprawie Grzegorza Kiełba złożył także obecny prezydent Tarnobrzega Dariusz Bożek, który w chwili zatrzymania Kiełba był przewodniczącym Rady Miasta Tarnobrzega.
Sąd przepytał prezydenta o to, co wie, na temat sprawy swojego poprzednika, jaka łączy ich znajomość, czy były między nimi jakieś ustalenia przedwyborcze i jaka jest jego wiedza na temat planów zagospodarowania osiedli Centrum i Mokrzyszów, które stanowią swoiste tło korupcyjnej afery.
– Z Grzegorzem Kiełbem łączą mnie tylko relacje służbowe – powiedział Dariusz Bożek. – Decyzję o tym, że wystartuję w wyborach podjąłem na przełomie grudnia 2017 i stycznia 2018. Osobą, która mnie w tej decyzji od początku wspierała był mój przyjaciel ze szkolnej ławki Mirosław Pluta. Rozważaliśmy przed jej podjęciem różne scenariusze, także taki by poprzeć Grzegorza Kiełba, gdyby miał on szanse na wygraną. Ostatecznie, uznaliśmy jednak, że lepiej wystartować ze swoim komitetem. Na dzień aresztowania, moja decyzja była już podjęta i prowadziliśmy już rozmowy z kandydatami na listy do rady miasta.
Nigdy nie słyszałem, aby brał
– Nigdy nie słyszałem, aby Grzegorz Kiełb brał łapówki – przyznał także Dariusz Bożek zapytany o to, czy docierały do niego informacje o nieuczciwości swojego poprzednika. – Nigdy nie było na mnie, jako przewodniczącego rady miasta nacisków ze strony prezydenta Kiełba w sprawie uchwalenia planów zagospodarowania czy to osiedla Centrum, czy Mokrzyszów. Były procedowane zgodnie z przepisami.
Małgorzata Rokoszewska



One Response to "Nie chcę znać „szmalcownika”"