Żeby ratować finanse, muszą uderzyć w nauczycieli

Józef Fryc, radny Kolbuszowej: – Reforma gminnej oświaty będzie trudna do zrealizowania, na co wskazuje kształt tej Rady Miejskiej. Ale życzyłbym sobie i nam wszystkim, żeby to się spełniło. To jedyna słuszna droga do ograniczenia kosztów funkcjonowania oświaty i umożliwienia większego rozwoju naszej gminy.

KOLBUSZOWA. Prawie 16 mln zł – tyle w tym roku gmina dołoży do szkół i przedszkoli, choć teoretycznie dokładać nie powinna w ogóle.

Subwencja oświatowa z kasy państwa, teoretycznie powinna w 100 proc. pokryć wydatki szkół i przedszkoli na terenie kolbuszowskiej gminy. W rzeczywistości środki te starczają na pokrycie ledwie połowy kosztów. Efekt? Magistrat dokłada do subwencji już blisko 16 mln zł rocznie. To ogromne pieniądze. Pytanie tylko – o ile to jest efekt polityki państwa, a o ile zbyt dużej liczby nauczycieli w stosunku do populacji uczniów? 

O potrzebie cięć w kolbuszowskiej oświacie mówi się od dawna, jednak z roku na rok te trudne decyzje są odkładane w czasie. Burmistrz Jan Zuba już 3 lata temu wskazywał, że w ciągu ostatnich 10 lat ze szkół ubyło ponad tysiąc uczniów, czyli zniknęło ok. 50 oddziałów. W związku z tym, teoretycznie, pracę powinno stracić więc 90 nauczycieli, a ubyło ich 15.

Czy radni pozwolą na reformy?

Dziś sytuacja jest dużo poważniejsza. I nie tylko z powodu niżu demograficznego. Bo w odpowiedzi na reformę oświatową gmina postanowiła przekształcić wszystkie swoje podstawówki, nawet te bardzo malutkie, w placówki… ośmioklasowe. Efekt? Szkoły i przedszkola kosztują rocznie już ponad 51 mln zł, z czego państwowa subwencja pokrywa zaledwie 35 mln zł. Resztę w swojej kasie musi znaleźć gmina, głównie kosztem inwestycji. 

Jan Zuba, burmistrz Kolbuszowej: – Od co najmniej 8 lat próbujemy rozmawiać o racjonalizacji oświaty w gminie. Z jakim efektem? Wszyscy widzimy.

Ta reszta to prawie 16 mln zł rocznie. Dla nie za bogatej i do tego zadłużonej gminy są to ogromne pieniądze. – Można by za to zrealizować całe mnóstwo przedsięwzięć w wielu aspektach – zaznacza radny Michał Karkut. – Powinniśmy więc zastanowić się na tym, czy wszystkie szkoły, które są, powinny funkcjonować w takiej formie jak obecnie. Obawiam się jednak, że większość radnych nie pozwoli burmistrzowi na zmiany w tym temacie – mówi Karkut, mając na myśli, jak można sądzić, bardzo silne lobby nauczycielskie w radzie.

„To dobry czas na trudne decyzje”

– To nie jest łatwy temat – przyznaje Krzysztof Wójcicki, wiceprzewodniczący rady. – Mam jednak nadzieję, że w niedługiej perspektywie uda się wypracować koncepcję, która pozwoli połączyć część szkół, albo zmienić ich strukturę w ten sposób, żeby pieniędzy na ich utrzymanie szło mniej – uważa. – To dobry czas na podejmowanie takich trudnych decyzji, bo mamy początek pięcioletniej kadencji tej rady. Historia pokazuje, że małe szkoły, tak czy siak, same się zamykają, bo rodzice w końcu przestają wysyłać tam swoje dzieci.

Co na to burmistrz Jan Zuba? – Od co najmniej ośmiu lat próbujemy rozmawiać o racjonalizacji oświaty w gminie. Z jakim efektem? Wszyscy widzimy. Dlaczego? Niech sobie każdy odpowie na to pytanie. Mógłbym dużo o tym mówić, ale nie chcę – irytuje się. – Kilka lat temu jeździłem z radnymi do szkół na spotkania z nauczycielami i mieszkańcami. Kiedy na końcu musiałem się poddać i powiedzieć „skoro nie ma zgody, to nic nie zmieniamy”, słyszałem z ust radnych „cieszymy się, że pan burmistrz wycofał się z tego pomysłu”.

Paweł Galek

2 Responses to "Żeby ratować finanse, muszą uderzyć w nauczycieli"

Leave a Reply

Your email address will not be published.