Kultura jazdy w Rzeszowie… leży i kwiczy

Rzeszów. Przejście dla pieszych przy al. Kopisto, prowadzące od Millenium Hall do Uniwersytetu Rzeszowskiego. Na prawym pasie zatrzymuje się samochód – piesi wchodzą na „zebrę”. Na sąsiednim, lewym pasie, kierowca zatrzymuje się w ostatniej chwili, tak że na przejście dla pieszych zachodzi maska jego samochodu. Za nim nie wyhamowuje rozpędzony samochód – jego kierowca zjeżdża na pas zieleni i wbija się w krzewy.

Byłem przy tym. Jestem cały i zdrów, tak jak i pozostali uczestnicy tego zdarzenia. Ale nie wszyscy rzeszowscy przechodnie mają tyle szczęścia. W ostatnim wydaniu pisaliśmy o Kamilu, który został potrącony na ul. Krzyżanowskiego – i który jest teraz sparaliżowany. Przed paroma zaś dniami przypominaliśmy o 27-latku, który na same święta zginął na przejściu dla pieszych przy centrum handlowym Nowy Świat.

Czego Jaś się nauczy… Pamiętam dobrze swój kurs na prawo jazdy. Którymś razem, kiedy dojeżdżaliśmy do przejścia dla pieszych, instruktor krzyknął, żebym docisnął pedał gazu. – Jeżeli będziesz jechać za wolno, to oni wyczują okazję i będą się pchać na pasy – mówił.

No i co, taki klimat? Cztery lata mieszkałem w Krakowie, parę tygodni spędziłem w Warszawie, spacerowałem po Gdańsku, Świnoujściu etc., etc. W żadnym innym mieście nie spotkałem się na drogach z podobnym chamstwem – co w Rzeszowie. Wyprzedzanie na pasach, ochlapywanie przechodniów, przejeżdżanie na czerwonym, a także niezatrzymywanie się na czerwonym z zieloną strzałką. Weźmy skrzyżowanie ulic Podwisłocze z Kopisto: spośród przejeżdżających tamtędy kierowców mało którego obchodzi, że nie ma prawa wjechać na pasy, jeżeli pieszy już się na nich znajduje.

Brak kultury jazdy idzie w parze z brakiem kultury osobistej. Nieraz na rzeszowskich ulicach, zza samochodowej szyby wygrażano mi pięścią i obrzucano wyzwiskami. Wtedy wzruszałem na to ramionami. Ale tak sobie myślę, że łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż piratowi drogowemu wejść do królestwa niebieskiego. Przy założeniu, że ono istnieje. Dbajmy więc o siebie, co?

Redaktor Marcin Czarnik

18 Responses to "Kultura jazdy w Rzeszowie… leży i kwiczy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.