16 – tyle miejsc rezydenckich, czyli opłacanych z budżetu, otrzymała neurologia w wiosennym naborze przyszłych rezydentów. Nie na Podkarpacie, które dla młodych lekarzy chcących robić specjalizację z neurologii przygotowano ponad 40 miejsc szkoleniowych, ale na całą Polskę, czyli średnio po jednym na województwo.
Dla specjalizacji, która od lat boryka się z niedoborem kadry (jak wiele innych specjalizacji zresztą) to dotkliwy cios. Jeszcze większy dla naszego starzejącego się społeczeństwa, w którym z każdym rokiem przybywa pacjentów z chorobami mózgu (udarami, chorobą Parkinsona czy Alzheimera). A warto pamiętać, że nasze społeczeństwo starzeje się w zastraszającym tempie. O ile jeszcze 20 lat temu na 100 wnuków przypadało 50 dziadków, teraz jest ich grubo ponad 100, a za 30 lat będzie 220. Co to znaczy? Ano to, że będą potrzebowali pomocy i to niekoniecznie wnuków, ale lekarzy, bo żyjemy dłużej, ale niekoniecznie w zdrowiu i coraz częściej będziemy wymagali medycznego wsparcia a to neurologa, a to kardiologa czy chirurga.
Na Podkarpaciu oczywiście nie brakuje tylko neurologów. Brakuje geriatrów, gastroenterologów, hematologów, chirurgów naczyniowych, ba, brakuje lekarzy większości specjalizacji, w tym dziecięcych. Co na to resort odpowiedzialny za nasze zdrowie? Ogranicza szkolenie w specjalizacji, która powinna być już traktowana priorytetowo. Tymczasem w psychiatrii, oczywiście równie potrzebnej, chociaż najbardziej skomercjalizowanej (ok. 70 proc. psychiatrów otworzyło prywatne gabinety) przyznano 119 miejsc rezydenckich. Skąd aż taki rozrzut? Czy ktoś w ogóle panuje nad rozdziałem tych miejsc? Czy może dają do wstawienia cyferek zupełnie przypadkowym osobom? Czy komuś może umknęła jedna jedyna? Patrząc na statystyki chorób i przyznane w tym rozdaniu miejsca rezydenckie można odnieść takie wrażenie. I chyba nie tylko ja je odniosłam, bo specjaliście też biją na alarm. Jeżeli nie zostanie usłyszany, to nie tylko kolejki się nie zmniejszą, ale zaczniemy w nich umierać.
Redaktor Anna Moraniec



One Response to "Taka liczba miejsc rezydenckich to kpina"