ARTUR SKOWRONEK, trener PGE Stali Mielec.
– Stal Mielec jest gotowa na wielkie wyzwania?
– Na pewno jesteśmy spragnieni walki o stawkę, chcemy wreszcie spotkać się z kibicami, poczuć jedyne w swoim rodzaju emocje. Za nami dwa miesiące intensywnych przygotowań, przed nami przedłużony sprint, bo przypomnę, że druga część sezonu to zaledwie 13 meczów. Rozgrywki zakończą się już w połowie maja. Jestem jednak spokojny. Drużyna kapitalnie pracowała na obozie w Turcji. Nie tylko nad siłą i motoryką, ale również pod kątem taktycznym. W tym elemencie bardzo się rozwinęliśmy. Dostrzegamy szansę, jaka się pojawiła, to nas napędza, ale dobrze wiemy, że przynajmniej cztery inne ekipy mają te same marzenia.
– Życie pisze najlepsze scenariusze. W czterech pierwszych kolejkach zmierzycie się z konkurentami do awansu: Podbeskidziem, ŁKS-em i Sandecją.
– Jeśli chcemy grać w ekstraklasie, musimy być gotowi również na taki kalendarz. Musimy spoglądać na cel zadaniowy, czyli całą energię przeznaczać na najbliższy mecz. Mówiąc wprost: teraz liczy się tylko Podbeskidzie, cała reszta schodzi na dalszy plan. Porażka w Bielsku-Białej nie przekreśli naszych celów, choć to prawda, że w ciągu trzech najbliższych tygodni wszystko może się wywrócić do góry nogami. Z drugiej strony, dlaczego miałoby do tego dojść? Pokazaliśmy, że jesteśmy doświadczonym zespołem, że potrafimy gonić. Notujemy świetną serię meczów bez porażki, w sparingach ją podtrzymaliśmy. W tym sezonie miewaliśmy już trudne momenty. Liczono nam mecze bez zwycięstwa, dyskutowano nad moją dymisją, ale wyszliśmy z tego. Zaczęliśmy trafiać do bramki i nagle wszystko się zmieniło. To co się stało dowodzi, jak dojrzałą grupą ludzi zarządzam.
– Stal po raz ostatni zeszła z boiska pokonana 25 września, odpadając w Siedlcach z Pucharu Polski. Od tamtej pory rozegraliście 10 spotkań ligowych i 8 sparingów. Imponująca seria…
– Ale i niebezpieczny moment. Każdy z 24 chłopaków w szatni powinien pamiętać, że pokora rodzi olbrzymów. Jeśli tego nie pojmą, zrobi się niebezpiecznie. Tylko świadomość, że w futbolu żyje się z tygodnia na tydzień, szacunek do przeciwników, zaprowadzi nas do sukcesu. No i tu na szczęście kłania się dojrzałość, o której mówiłem wcześniej. W Stali bowiem jeden drugiego trzepnie w łeb, sprowadzi na ziemię, gdy zauważy, że dzieje się coś niedobrego.
– Co pan powie o najgroźniejszych rywalach?
– ŁKS i Podbeskidzie walczą otwarcie o awans, pokazują to wyniki w grach kontrolnych, a przede wszystkim transfery. Sandecja aż tak bardzo się nie dozbroiła, lecz jej gra defensywna, ustawienie z pięcioma obrońcami, już raz do ekstraklasy ich zaprowadziła.
– Zapomniał pan o Rakowie…
– Cóż, prawdą jest, że jak częstochowianie wygrają wszystko u siebie, to zrobią awans. Lider nie był aktywny na rynku transferowym, bo nie musiał. Posiada mocną, ustabilizowaną kadrę, ale wiosna wcale nie musi być dla niego formalnością. Żeby w tej lidze utrzymać się na szczycie, trzeba wygrywać regularnie. A to już nie takie proste.
– Pozyskaliście tej zimy czterech piłkarzy, głównie ofensywnych. Pojawiło się nawet całkiem znane nazwisko.
– Peter Dungel, Denis Gojko, Maciej Urbańczyk, Łukasz Janoszka – każdy z nich jest innym zawodnikiem. Ale właśnie na tej różnorodności nam zależało. Cała czwórka jest głodna gry, chce łapać jak najwięcej minut na boisku. To dobrze, bo nie można – tutaj „piję” do „Ecika” Janoszki – żyć przeszłością. Liczę, że ci piłkarze pomogą Stali w awansie.
– Nastoletni Kacper Sadłocha, o którym jesienią było tak głośno, wyjechał do Lens. Dobrze zrobił?
– To była najlepsza decyzja. RC Lens ma opinię klubu dbającego o młodych piłkarzy. Jestem przekonany, że Francuzi nie pozwolą Kacprowi zginąć. Trener pierwszej drużyny długo z nim rozmawiał, tłumaczył jaki mają plan związany z jego osobą. Kacper będzie grał w drużynie do lat 19 i ćwiczył z zespołem seniorów, który bije się o ekstraklasę. Trafił do jednego z najlepszych ośrodków szkolenia w kraju mistrzów świata, nauczy się języka, otoczony będzie niesamowitą jakością. Dostrzegam w jego transferze same plusy, tym bardziej, że w Stali nie był piłkarzem pierwszego wyboru.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


