Sami skracamy sobie życie

26 lutego w Jarosławiu odbyło się spotkanie informacyjne realizowane w ramach projektu Edukacyjnej Sieci Antysmogowej, w którym jako jedyna szkoła na Podkarpaciu bierze udział Szkoła Podstawowa nr 6 w Jarosławiu. Piotr Siergiej opowiedział m.in. o tym, czym jest smog i skąd się bierze, jak oddychanie zanieczyszczonym powietrzem wpływa na nasze zdrowie i co sami możemy zrobić, aby ograniczyć jego negatywne skutki.

SuperWywiad z Piotrem Siergiejem z Polskiego Alarmu Smogowego

Piotr Siergiej – dziennikarz, redaktor. Aktywista Warszawy Bez Smogu, od 2015 r. rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego. Wcześniej pracował na stanowisku rzecznika w Koalicji Klimatycznej, a także m.in. jako redaktor prowadzący w portalu ChronmyKlimat.pl.

– Ilu ludzi w Polsce umiera z powodu zanieczyszczenia powietrza?
– Każdego roku Europejska Agencja Środowiska podaje zbiorcze dane dla wszystkich państw unijnych i każdego roku ta liczba dla Polski oscyluje wokół 44 – 46 tys. ofiar. Jeszcze nie spadła poniżej 44 tys. Przeciętny obywatel Polski żyje krócej o mniej więcej 9 miesięcy.

– Dlaczego mimo takich danych Polacy nadal ignorują fakt, że sami przyczyniają się do powstawania smogu?
– Wielu albo o tym nie wie, albo próbuje to bagatelizować. Część natomiast zmienia swoje zachowania. Wydaje mi się, że problem jest trudny, bo pamiętajmy o tym, że w Polsce mamy jakieś 3,5 mln domów jednorodzinnych, które zanieczyszczają powietrze do tego stopnia, że to jest połowa zanieczyszczeń pyłowych w całym kraju. Popatrzmy na ludzi, którzy to zanieczyszczenie powietrza wytwarzają, oni są jednocześnie są jego ofiarami, bo najczęściej utrzymuje się wokół tych domów. To bardzo trudne do przetworzenia w psychologicznym sensie. Niełatwo jest samemu przed sobą przyznać się do tego, że oto ja zatruwam powietrze sobie, swoim dzieciom, sąsiadom.

– Sami się zabijamy?
– Można tak powiedzieć. Na pewno skracamy sobie życie. A jeżeli mówimy o tym, kto najczęściej umiera, to są to osoby starsze, o słabym zdrowiu, osoby, dla których stan powietrza może przeważyć szalę w tym momencie.

– Cały czas pokutuje mit, że smog to głównie wielkie zakłady przemysłowe…
– To prawda. Pamiętamy z książek dla dzieci obrazki dymiących kominów, fabryki, huty, kopalnie, itd. To zostaje z tyłu głowy, ale 30 lat temu, kiedy przemysł był potężnym składnikiem zanieczyszczenia – wyglądało to zupełnie inaczej. Po przemianach systemowych w Polsce udało nam się doprowadzić do tego, że zakłady przemysłowe po zastosowaniu różnych filtrów emitują mniej więcej dziesięciokrotnie mniej zanieczyszczeń, natomiast my w swoich domach nie mamy elektrofiltrów na kominach i to zanieczyszczenie wciąż nam dokucza. Sektor energetyczny w Polsce emituje wagowo ok. 5-krotnie mniej zanieczyszczeń powietrza niż nasze gospodarstwa domowe. Transport – kilkanaście milionów samochodów – również ok. 5-krotnie mniej, więc widzimy z jak potężnym źródłem mamy do czynienia w naszych domach.

– Czy to tylko wina palenia śmieciami albo węglem złej jakości? Niektórzy bronią się, mówiąc, że kupują drogi węgiel.
– Śmieci są uważane za głównego winowajcę, ale to nieprawda. Są w Polsce spalane, ale wagowo ilość tych śmieci nie jest znacząca w porównaniu z 12 – 13 milionami ton węgla, które spalają gospodarstwa domowe. Często słyszymy: „nie pal śmieci”, „pal węglem dobrej jakości, to wtedy tego dymu będzie mniej”. Jego rzeczywiście będzie nieco mniej, ale z naciskiem na „nieco”. Spalanie węgla w kopciuchach skutkuje bardzo dużą emisją pyłów do powietrza niezależnie od tego, czy będzie to węgiel „czysty”, czy gorszej jakości. Są różne źródła ciepła, z których możemy skorzystać, pytanie, które wybierzemy. Najczystszymi – w sensie powietrza – są kotły gazowe, pompy ciepła, kotły olejowe i dopiero potem pojawiają się kotły na paliwa stałe, czyli np. kotły 5 klasy na węgiel i drewno, a potem te gorszych klas aż do kopciucha. Możemy podjąć decyzję, jak dużo zanieczyszczeń chcemy emitować. To często wybór ekonomiczny, ale też wynikający z naszych przyzwyczajeń. Robimy to, co robili nasi ojcowie, dziadowie. Weźmy jednak pod uwagę, że czasy się zmieniły. Od 20 – 30 lat gospodarstwa domowe unowocześniały, są zupełnie inne niż wtedy, natomiast jak zejdziemy do kotłowni, to tam nadal mamy czasy powojenne.

– Co z drewnem, które od zawsze wydawało się być ekologiczne?
– Kiedy je spalamy – emituje dwutlenek węgla, kiedy rośnie – pochłania dwutlenek węgla. Jeśli chodzi o zanieczyszczenie powietrza, to już zupełnie inna historia. Spalenie drewna w kopciuchach, kozach, czy kominkach też skutkuje bardzo dużą emisją pyłów zawieszonych do atmosfery i na pewno nie przyczynia się do poprawy jakości powietrza.

– Dlaczego kwestia smogu dopiero od niedawna jest tak bardzo nagłaśniana? Do tej pory oddychaliśmy czystym powietrzem?
– Nie. Pewnie starsi ludzie pamiętają jakość powietrza z lat 70 – 80., która była bez porównania gorsza niż teraz. Pamiętam sytuację z lat 80., kiedy z szyb samochodowych zmazywano pył, tyle było tych zanieczyszczeń. Tego już nie mamy, natomiast nadal mamy bardzo wysokie stężenia, które stawiają Polskę na podium w Unii Europejskiej. Argument historyczny, że kiedyś było gorzej, a się o tym nie mówiło, teraz jest lepiej, a się mówi, porównuję to do argumentów dotyczących szkodliwości palenia papierosów. Wielu ludzi pamięta czasy, kiedy paliło się wręcz w klasach lekcyjnych. Dzieci nie mogły palić, za to dorośli robili to w restauracjach, kinach, w wielu innych miejscach. Dzisiaj uważamy, że to nie do pomyślenia. Nasza mentalność się poprawia. Zauważmy też uwagę, jak bardzo zwracamy uwagę na to, czy żyjemy albo odżywiamy się zdrowo, czy w jedzeniu nie ma konserwantów, a woda, którą pijemy jest zdrowa, za to o powietrzu jakby zapomnieliśmy. Mamy kolejny etap poprawy jakości stylu życia. Gonimy Europę, jeśli chodzi o zamożność, więc teraz pora dogonić ją w sensie czystości powietrza, bo tam jest bez porównania lepsza sytuacja niż u nas.

– Jesteśmy czarną plamą na mapie Europy, a mimo to progi, kiedy jest ogłaszany alarm smogowy są u nas znacznie wyższe niż np. we Francji. Mamy lepsze płuca niż Francuzi?
– To jest taki paradoks, że mamy jedną z najgorszych sytuacji w Europie, a jednocześnie bardzo liberalne progi alarmowania. Żeby w Polsce został ogłoszony alarm smogowy zanieczyszczenie powietrza musi osiągnąć bardzo wysokie wartości. Dla porównania próg alarmowy w Polsce wynosi 300 mikrogramów, np. w Paryżu – 80, a już na Słowacji czy Węgrzech – 100. Bliskie nam narody i podobne zamożnością mają trzykrotnie niższy próg alarmowania niż w Polsce. Są dużo wcześniej ostrzegani o zagrożeniu. To musi ulec natychmiastowej zmianie.

– A co my – zwykli obywatele możemy zrobić?
– Żeby poprawić jakość powietrza w naszym otoczeniu, najważniejszą rzeczą jest likwidacja źródła dymu – jakie by ono nie było. Jeśli mamy kocioł na paliwa stałe, które spala węgiel, drewno, albo nie daj Boże – śmieci, to jeśli zależy nam na naszym zdrowiu czy zdrowiu naszych dzieci, należy takie źródło ciepła po prostu wymienić i zastąpić takim, które emituje jak najmniej dymu. Jeżeli wszyscy w jednej miejscowości zrobią to samo, to jest stuprocentowa szansa, że jakość powietrza się poprawi. Zwłaszcza w małych miejscowościach, w których nie ma wzmożonego ruchu samochodowego.

– No właśnie. Dużo się mówi o smogu w dużych miastach, ale wśród najbardziej zanieczyszczonych są mniejsze, takie jak m.in. Jarosław.
– Na najnowszej liście Światowej Organizacji Zdrowia z 500 najmocniej zanieczyszczonych miast w Europie Jarosław był na 20. miejscu. Tu W 40-tysięcznym mieście jest gorsze powietrze niż np. w Barcelonie, Rzymie czy jakiekolwiek innej europejskiej metropolii. To jest trudne do wyobrażenia.

– Mówi Pan o wzmożonym transporcie, ale kiedy np. Rzeszów oferował darmowy transport, ludzie nie przesiedli się masowo do autobusów.
– To jest smutne. Podobne spostrzeżenie mamy z Krakowa. 13 grudnia tam też ogłoszono taki dzień z powodu bardzo wysokich stężeń pyłów zawieszonych w powietrzu. Magistrat postanowił sprawdzić, jak zareagowali mieszkańcy i jaki był ruch samochodowy w mieście. Okazało się, że mieszkańcy Krakowa częściej jeździli samochodem tego dnia niż w inne.

– Może bali się wyjść na zewnątrz?
– Albo uznali, że skoro inni pojadą autobusem, to oni wezmą samochód. Trudno bez ankiety dowiedzieć się, dlaczego była taka decyzja. Niemniej to dowodzi, że jeżeli miasta dają marchewkę w postaci darmowej komunikacji, muszą użyć kija w postaci pewnych regulacji, które zniechęcają do jeżdżenia samochodem po mieście. Jak widać same zachęty – nawet finansowe – nie wystarczą, żeby zmienić nasze przyzwyczajenia, polegające na tym, że wozimy dziecko do szkoły kilometr zamiast się z nim przejść, albo starszą pociechę wysłać już samą. To są nasze nawyki, które bardzo trudno zmienić jednym dniem darmowej komunikacji. Wymagają długiej współpracy i nacisków.

– Dwa lata temu rząd ogłosił program, którego celem miało być rozwiązanie problemu smogu w Polsce. Jak wygląda jego realizacja? Niedawno Polski Alarm Smogowy przyznał, że Programu Czyste Powietrze okazał niewypałem.
– Faktycznie. Zapowiadany przez rząd program dopłat do wymiany kotłów w połączeniu z termomodernizacją jest bardzo fajny, bo po ociepleniu domu ilość ciepła potrzebna do ogrzania tego domu spada o połowę. Jeżeli dodatkowo wymienimy źródło ciepła np. z kotła węglowego na gazowy, to choć gaz jest droższy niż węgiel, te koszty całkowite ogrzewania spadną, a jako bonus dostaniemy czyste powietrze. Program wydawał się obiecujący. Sprawdziliśmy jak wygląda jego realizacja i słowem, które można to opisać jest „fiasko”. W teorii 400 tys. domów ma zostać ocieplonych w ciągu roku. Do tej pory złożono 25 tys. wniosków, a rozpatrzono ok. 600 na 400 tys. to ułamek promila. Program został ogłoszony jako sztandarowy, a zwyczajnie nie działa. Wymaga absolutnej, gruntownej przebudowy wniosków i ich rozpatrywania, bo mamy 16 instytucji w Polsce, które mogą je przepracowywać. Wnioski muszą „zejść” na poziom gmin.

– Co z innymi działaniami?
– Jest dobrze i niedobrze. Mamy normy jakości węgla, które ogłosiło Ministerstwo Energii, ale jednocześnie wiemy, że te normy w pełnej mocy wejdą dopiero w czerwcu 2020 r. Mamy rozporządzenie zakazujące kopciuchów i akurat tu mam dobre wieści – kopciuchów w Polsce nie można kupić. Jeszcze niedawno rozporządzenie było nieszczelne, bo do tej pory były sprzedawane pod różnymi nazwami, które oszukiwały klientów. Kilka dni temu Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii uszczelniło rozporządzenie.

– Czy w kraju, którego gospodarka jest uzależniona od energii opartej na węglu, w którym tak czci się etos górnika, możliwa jest zmiana naszej mentalności?
– Tak. Jeszcze kilka lat temu my – aktywiści antysmogowi spotykaliśmy się z niezrozumieniem i stukaniem się w głowę: „O co wam chodzi?”. W tej chwili ludzie rozumieją, dlaczego jest nam potrzebne czyste powietrze. To musi trwać, tak jak z papierosami, o których wspomniałem. Ten proces już się zaczął. Mamy uchwały antysmogowe w 9 województwach w Polsce, które wyznaczają terminy likwidacji kopciuchów, mamy pewne działania rządowe, Program „Czyste Powietrze,” który może wreszcie ruszy. Wierzę, że to się zmieni, w przeciwnym razie nie robiłbym tego, co robię. Co ciekawe, dzwonią do mnie również górnicy z pretensjami, czemu my nie zrobimy czegoś, żeby w końcu powietrze było czyste. To nie jest tak, że oni uwielbiają oddychać smogiem. Pracują w kopalni, ale doskonale wiedzą, że to, czym oddychają skraca im życie. Poza tym węgla Polsce jest w coraz mniej i wydaje mi się, że potrzebny jest nam plan przejścia do gospodarki, która będzie czystsza. To jest do zrobienia, aczkolwiek pewnie zajmie kilka lub kilkanaście lat.

Rozmawiała Wioletta Kruk

7 Responses to "Sami skracamy sobie życie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.