„Babol” bramkarza i nieskuteczność w ataku

Wojciech Daniel, bramkarz „pasiaków” wykonał prawdopodobnie najgorszą paradę w życiu, niemalże wpadając z futbolówką do siatki. Fot. Wit Hadło

GÓRNIK ŁĘCZNA – APKLAN RESOVIA. To było szczęśliwe i niezasłużone zwycięstwo drużyny prowadzonej przez „Franza” Smudę.

„Franek Smuda, czyni cuda!” – niosło się po meczu z sektorów zajmowanych przez kibiców Górnika. Jednak to nie żadne cuda trenera, a sztubacki błąd bramkarza rzeszowian Wojciecha Daniela zadecydował o zwycięstwie gospodarzy.

GÓRNIK Łęczna 1
APKLAN RESOVIA 0
(0-0)
1-0 Daniel (75. – samobójcza)
GÓRNIK: Rojek – Orłowski, Nakrosius, Borodaj, Pigiel, Kowalski (90. Wójcik), Tymosiak (46. Sasin), Łuszkiewicz, Pisarczuk, Szewczyk (66. Cetnarski), Stasiak
APKLAN RESOVIA: Daniel – Geniec, Zalepa, Makowski, Mikulec, Antonik, Kaliniec (83. Twardowski), Frankiewicz, Adamski (68. Ogrodnik), Buczek, Pyrdek (76. Hass).

Sędziował Grzegorz Kawałko (Białystok). Żółte kartki: Szewczyk, Pisarczuk, Łuszkiewicz – Zalepa, Mikulec, Frankiewicz. Czerwona kartka: Pisarczuk (90. – druga żółta). Widzów 2066.

W 75. minucie miejscowi wreszcie przeprowadzili ciekawą akcję, która jednak nie miała prawa zakończyć się golem. Robert Pisarczuk uderzył przy bliższym słupku, dokładnie tam, gdzie stał Wojciech Daniel. Jednak bramkarz „pasiaków” wykonał prawdopodobnie najgorszą paradę w życiu, niemalże wpadając z futbolówką do siatki. 10 minut później fantastyczną interwencją uchronił co prawda swój zespół przed poważniejszą stratą, lecz marna to pociecha, skoro do Rzeszowa biało-czerwoni wrócili z niczym. – Wojtek bardzo to przeżywa, podobnie jak cała drużyna, bo zdajemy sobie sprawę, że nie mieliśmy prawa przegrać tego meczu – wzdychał Szymon Grabowski, opiekun Apklan Resovii.

Górnicza męczarnia

Grabowski obiecywał, że wiosną beniaminek wciąż będzie grał odważnie i nieszablonowo. I tak było w Łęcznej, zwłaszcza przed przerwą. Mający I-ligowe aspiracje zawodnicy Górnika nie mogli sobie poradzić z agresywnymi resoviakami, przegrywali walkę o tzw. drugie piłki co mogło skłonić do postawienia tezy, iż znany z ciężkiej ręki Franciszek Smuda zbyt mocno przykręcił śrubę w okresie przygotowawczym. Zresztą były selekcjoner nie mydlił oczu. – Dzisiejsze spotkanie to była w naszym wykonaniu męczarnia. Moje drużyny już tak jednak mają, że rozkręcają się na dobre po dwóch, trzech kolejkach – przyznał przed kamerami TVP 3, która pokazywała ten pojedynek. „Franza” uratował Paweł Sasin. Najbardziej doświadczony piłkarz Górnika, pamiętający czasy, gdy w Łęcznej gościły Legia, Lech i Wisła Kraków, uporządkował w II połowie grę gospodarzy. Poza tym bronił i inicjował akcje ofensywne. – Jest nie do zajechania – mówił o nim Smuda.

W ataku bez konkretów

– Brakuje nam płynności w grze, widać, że dopiero w tym tygodniu wyszliśmy na trawiaste boisko. Trzeba jednak uczciwie przyznać, iż Resovia to godny przeciwnik. Świetnie zorganizowany, szybki, groźny przy stałych fragmentach – mówił w przerwie meczu legendarny w Łęcznej Veljko Nikitović, były prezes, aktualnie dyrektor sportowy Górnika.

Skoro było tak dobrze, to dlaczego tak źle się skończyło? – spytają sympatycy gości.

– Błąd bramkarza to jedno. Zabrakło konkretów w polu karnym przeciwnika – odpowiada Szymon Grabowski. – Mieliśmy sporo sytuacji, przynajmniej dwie z nich powinny zakończyć się golem. Przemek Pyrdek tłumaczył, że piłka mu podskoczyła na nierówności, Kamilowi Antonikowi zabrakło chłodnej głowy. Jestem zły, rozczarowany. Polegliśmy, choć byliśmy zespołem lepszym – nie mógł odżałować szkoleniowiec „pasiaków”.

tsz

Leave a Reply

Your email address will not be published.