– W Bieszczady wracałem po spokój i ciszę

W ubiegłym tygodniu prof. Jerzy Buzek był gościem Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Rzeszowie. Fot. Paweł Dubiel

Niedawno nasz region odwiedził prof. Jerzy Buzek, były premier, poseł do Parlamentu Europejskiego, a w latach 2009–2012 jego przewodniczący. Polityk gościł (1 marca) m.in. w murach WSPiA Rzeszowskiej Szkoły Wyższej, gdzie wygłosił wykład „Cyfrowa rewolucja, czy inżynierowie uratują Europę”. Znalazł czas także na rozmowę z Super Nowościami.

– Czym rożni się praca w polskim parlamencie od obowiązków w Europie?
– Uciekamy od napięć, jakie towarzyszą w Polsce. W Europie próbujemy budować twórcze porozumienie, współpracę dla dobra wspólnoty. Staramy się rozwiązywać indywidualne problemy każdego państwa członkowskiego. Dyskutujemy w sposób otwarty, wszyscy razem od lewicy przez prawicę, liberałów, konserwatystów po zielonych. Zabiegamy o kompromis i nie mamy wyraźnej opozycji oraz koalicji. Nie ma też twardej codziennej walki politycznej.

– W Polsce taki stan rzeczy raczej nie miałby prawa bytu…
– Dla wielu ludzi, obywateli Europy najważniejsza najbardziej pociągająca jest obserwacja politycznej wojny. Ze smutkiem należy stwierdzić, że informacje podawane z rynku krajowego gdzie jest pełno napięć, często nawet nienawiści pomiędzy partnerami, są chętniej oglądane niż spokojna narracja europejska. Tym należy się trochę martwić, no ale tak są skonstruowani obywatele i obywatelki Europy. Niewiele możemy z tym zrobić.

– Jak ważna jest przynależność Polski do Europy?
– Historia Europy to historia wojen. Wystarczy przyjrzeć się ostatniemu 100-leciu naszego kontynentu. Dobrze wiemy, że 70 lat temu Europejczycy po kataklizmie dwóch wojen postanowili przeciwstawić się okrutnym wydarzeniom. Zmian dokonali chrześcijańscy demokraci czyli ludzie głębokiej wiary. Postawili oni na wolność, swobodę słowa i pokój. Dlatego jestem przekonany, że związanie się Polski z Europą jest jedyną szansą, aby żyć w dostatnim i bezpiecznym kraju.

– Mimo wszystko w Polsce wciąż jest wielu uniosceptyków?
– Mamy różne punkty widzenia. Do Unii najbardziej zniechęcają władze krajowe, które własne niepowiedzenia zrzucają na działania wspólnoty. Tymczasem w Europie nic nie dzieje się bez zgody wszystkich państw członkowskich. Niektóre kraje, które starają się działać autorytarnie, niedemokratycznie, a więc niezgodnie z literą prawa unijnego, podważają znaczenie i rolę Unii w naszej codzienności. Widzę to wielu państwach i ze smutkiem stwierdzam, że również w Polsce.

– Mając to na uwadze wydaje się, że Europa przechodzi dziś przez trudny okres…
Podobnie było w latach 80. ubiegłego wieku. Wówczas jednak nie byliśmy związani z tą jednoczącą się, nowoczesną częścią Europy. Dzisiaj jest inaczej. Teraz przeżywamy kryzys, lecz nie jest to pierwszy raz, jesteśmy silniejsi. Niestety nadal istnieją elementy zagrażające Europie.

– Mowa w tym przypadku m.in. o Rosji?
– To jedno z zagrożeń. Dlatego też powołaliśmy partnerstwo wschodnie Unii z Ukrainą, Białorusią i Gruzją. To kraje najbardziej zagrożone. Próbujemy ograniczyć wpływ Kremla na mapie świata, gdyż to państwo nie stosujące się do zasad międzynarodowych. Co więcej? Od południa mamy problemy związane z migracją, od zachodu sprawy Brexitu. Wielka Brytania ma kłopot z wyjściem ze wspólnoty. O czym to świadczy? O tym jak Unia dla każdego kraju jest ważną wartością. Dla Polaków silna struktura europejska również powinna być istotna. Niech to będzie nasze credo.

– Zmieniając temat, Rzeszów to dla Pana…?
– Miasto ogromnego rozwoju, Doliny Lotniczej i wielu symbolicznych zmian dla Polski. Przyznam, że moje pierwsze lata w Parlamencie Europejskim upłynęły pod znakiem promocji tego, co udało się zrealizować właśnie w stolicy Podkarpacia. Na Zachodzie odniosło to doskonały efekt. Poza tym Rzeszów utożsamiam z bardzo dobrym poziomem edukacji. Mam na mysłi dwie szkoły wyższe – jedna związana z cyfryzacją i technikami komputerowymi, czyli sferą niezwykle istotną z punktu widzenia inżynierii. Druga natomiast dotycząca prawa i administracji, czyli dziedzin, na których ugruntowany jest system demokratyczny. To dwie uczelnie, które nazywamy niesłusznie niepublicznymi, a przecież ludzie uczęszczają do nich powszechnie.

– Województwo podkarpackie dogoniło gospodarczo resztę Polski?
– Bardzo dobrze znam tereny od Przemyśla po Łańcut i od Krosna po Jasło. Bywałem tu wielokrotnie. San jest rzeką, która świetnie mi się kojarzy, nie tylko ze względu na Bieszczady, które nawiasem mówiąc są legendą z czasów mojej młodości, miejscem, do którego chciało się zawsze wyjechać po spokój i ciszę, ale także ze względu na przemiany. Teraz jest to obszar, gdzie warto żyć, mieszkać, pracować, a nie tylko uciec na urlop czy dłuższe wakacje.

Dlaczego południowy region Polski nadal jest bastionem PiS?
– O ile wiem, w Rzeszowie rządzi prezydent, który nie kojarzy się z prawicą. Kwestia władzy w danym województwie to sprawa bardzo złożona. W każdym miejscu w Polsce wynika to z nieco innego powodu. Dla Podkarpacia ważny jest Rzeszów, który kulturowo, przemysłowo i cywilizacyjnie zrobiło olbrzymi krok do przodu. To pewien wzorzec dla innych, mniejszych miast.

Rozmawiał Kamil Lech

*Wywiad nieautoryzowany

7 Responses to "– W Bieszczady wracałem po spokój i ciszę"

Leave a Reply

Your email address will not be published.