Pedofilia nie nadaje się ani do resocjalizacji, ani leczenia!

Magdalena Zimny-Louis – pisarka, dziennikarka, tłumaczka. Zadebiutowała w 2004 r. opowiadaniem „Studnia”. W 2010 r. ukazała się jej pierwsza powieść obyczajowa „Ślady hamowania”, a rok później kolejna – „Pola”. W 2014 r. książka „Kilka przypadków” została nagrodzona „Złotym Piórem”. Pisarka jest również autorką zbioru reportaży literackich „Chcę wierzyć w waszą niewinność”, opowiadających o wieloletniej pracy dla angielskiego wymiary sprawiedliwości. Obecnie mieszka i pracuje w Rzeszowie jako wykładowca i rzecznik prasowy Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania. Jest również organizatorem Świątecznych Targów Książki w Rzeszowie.

SUPERWYWIAD z Magdaleną Zimny-Louis, pisarką.

– Co sprawiło, że znana z powieści dla kobiet pisarka poruszyła temat pedofilii?

– Dwa wydarzenia złożyły się na to, że postanowiłam zabrać głos. Pierwsza, to kontrowersje wokół otrzęsin w Lubinie, w szkole ojców Salezjanów w 2012 roku. Ich częścią była zabawa, podczas której ojciec dyrektor siedział na krześle, a dziewczyny, klękały przed nim i zlizywały mu jakąś pianę z kolan. Ta „ tradycyjna zabawa” była obrzydliwa i niestosowna, nawet pomijając fakt, że dyrektor był duchownym. Jednak najbardziej zbulwersowała mnie reakcja matek, kiedy ktoś zaalarmował telewizję, te kobiety, krzyczały do kamery, że nie widzą w tym nic złego, że to jest tradycja a jakakolwiek krytyka tych dziwnych zachowań z udziałem nieletnich i księdza, to nagonka na Kościół. Jako matka nastolatki pomyślałam sobie, jeżeli te matki nie widzą, jakie to ohydne i uwłaczające godności, żeby nieletnie dziewczyny zlizywały cokolwiek z kolan dorosłego mężczyzny, to jakiż my mamy zatrważająco niski próg świadomości. Jeśli to nie było przekroczeniem granic, to na co jeszcze rodzice dają przyzwolenie?

– To był pierwszy impuls. A drugi?

– Nastąpił kilka miesięcy później. Przez lata pracowałam jako tłumacz dla brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości i miałam do czynienia ze sprawą molestowania dwóch małych dziewczynek. W „Soni” pojawiają się opisy scen i zdarzeń, jakie wydarzyły się naprawdę, choć pewne okoliczności zmieniłam. To, co w książce wydarza się na weselu Urszuli, tak naprawdę miało miejsce podczas rodzinnego grilla. W tym wypadku również wstrząsnęła mną reakcja matki. Jej parter, który podejrzany był o molestowanie dziewczynek po aresztowaniu i przesłuchaniu został wypuszczony na wolność do czasu rozprawy. Policja postawiła mu zarzut. Matka dziewczynek, wbrew zakazowi policji, jeszcze tego samego wieczoru przyjęła go pod swój dach! Zdążył jej wmówić, że dwie malutkie dziewczynki w wieku 3 i 5 lat nauczyły się „świństw”, które pokazują i o których mówią od innych dzieci w przedszkolu. Zrobił z nich małe kłamczuchy, a sam dostał od niej mandat zaufania. Zastanawiałam się, jak te dzieci musiały się czuć po całej sprawie, kiedy zobaczyły go w domu. Zwłaszcza starsza, która odważyła się o wszystkim opowiedzieć babci.

– Naprawdę matka nie uwierzyła, czy nie chciała uwierzyć?

– Trudno powiedzieć. Myślę, że w jej przypadku – jak w wypadku wielu innych kobiet – strach przed utratą mężczyzny był większy niż miłość do dzieci czy matczyny obowiązek. Sprawa była dosyć ewidentna. Nie mam pojęcia, jak się skończyła, bo przeprowadziłam się do Polski zanim ruszył proces, natomiast wiem, że kobieta uwierzyła swojemu konkubentowi a nie dzieciom. Był dla niej najważniejszy, inna sprawa, że dziewczyna dawała się łatwo manipulować.

Przeczytaj cały wywiad w piątkowym (15.03.) papierowym wydaniu Super Nowości.

 

3 Responses to "Pedofilia nie nadaje się ani do resocjalizacji, ani leczenia!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.