
KRAJ, PODKARPACIE. 40 tys. pracowników socjalnych grozi strajkiem generalnym. Po 30 latach pracy w pomocy społecznej zarabia się 2300 zł na rękę, na początku kariery – najniższą krajową.
Zmagają się z nadmiarem obowiązków, brakami kadrowymi, nierzadko również z… przeżyciem do końca miesiąca. Jak twierdzą, zarabiają marne grosze, a ich praca nie zawsze jest bezpieczna. 80 proc. z nich przynajmniej raz doświadczyło ataku fizycznego i słownego w trakcie wykonywania obowiązków. Pracownicy socjalni i pomocy społecznej to kolejna grupa zawodowa, której nie objęły obietnice Kaczyńskiego. Protestują od października ubiegłego roku. Dla rządzących pozostają jednak niewidzialni. Są już rak sfrustrowani, że wzorem innych planują ogólnopolski strajk. Wprawdzie pracownicy socjalni to łącznie ponad 40 tys. osób, ale strajk może sparaliżować funkcjonowanie ok. 1 mln rodzin, które korzystają z pomocy społecznej, również z programu 500 plus.
– Polska Federacja Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej, która zrzesza kilkanaście innych związków zawodowych będzie składała pisma z żądaniami. To wstępny etap do wchodzenia w spór zbiorowy i przygotowania do ogólnopolskiego strajku. Od października nasi przedstawiciele podejmowali próby rozmów z ministerstwem, ale stale jesteśmy bagatelizowani. Nie chcą z nami rozmawiać. Żądamy, aby wreszcie nas zauważono – mówi Małgorzata Lachcik, Przewodnicząca Podkarpackiego Związku Zawodowego Pracowników Pomocy Społecznej. Pracownicy domagają się podwyżki w kwocie 1 tys. zł, zmiany legislacyjnej w ustawie o pracowniku socjalnym, zmiany wypłaty dodatku terenowego, który od 14 lat wynosi 250 zł. Ponadto są przeciw powstawaniu Centrów Usług Społecznych w miejsce lub obok Ośrodków Pomocy Społecznej. – Nasze środowisko jest już mocno sfrustrowane. Słyszymy obiecanki przedwyborcze rządu, a dla pracowników, którzy ciężko pracują, dają z siebie wszystko, nadal nic nie ma – stwierdza przewodnicząca podkarpackiego związku.
Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej w rozmowie z Onetem przyznał, że do strajku może dojść w lipcu. Jakie będą konsekwencje? – Przestaniemy pracować i nie będziemy wypłacać ludziom wielu świadczeń, choćby z rządowego programu „500 plus”, kolejnych wypłat w ramach „Dobry start”, czyli 300 złotych szkolnej wyprawki, czy zapowiadanej trzynastej emerytury dla seniorów. Zagrożona będzie także wypłata wszelkiego rodzaju zasiłków celowych. Obecnie z pomocy społecznej korzysta około miliona rodzin – zaznaczył.
Niebezpieczna praca za najniższą krajową
– Dokłada się nam kolejne zadania, a bez dodatkowych środków pieniężnych nie mamy szans na zwiększenie etatów i poprawy płac. Jesteśmy gorzej opłacani niż inni pracownicy samorządowi. Nasza siatka płac mieści się w grupie z obniżonymi stawkami: „inni pracownicy samorządowi”. A trzeba zaznaczyć, że w pomocy społecznej pracują osoby wykształcone, wykonujące przeróżne zawody i stale podnoszące swoje kwalifikacje zawodowe – podkreśla Małgorzata Lachcik. Sama jest specjalistą pracy socjalnej. – Zarabiam 2400 zł na rękę, po 30 latach pracy, bez żadnej perspektywy podwyżki. Są osoby, które otrzymują o wiele mniej. Wykwalifikowany człowiek po studiach, który wykonuje pracę jako pracownik pomocy społecznej otrzymuje najniższe wynagrodzenie. U nas nie ma wielkich braków kadrowych, ale są ośrodki, gdzie szczególnie młodzi ludzie nie chcą podejmować tej pracy – zauważa.
Z sondażu przeprowadzonego przez Federację wynika, że niemal 2/3 pracowników pomocy społecznej, a w szczególnie pracowników socjalnych deklaruje, że szuka innej pracy. – To bardzo trudna, ale i niebezpieczna praca. Często z osobami z pogranicza marginesu społecznego, chorymi psychicznie, po zakładach karnych, ale też ludźmi trudnymi społecznie. Zdarza się, że mamy do czynienia z chorymi na gruźlicę. To bezpośrednie zagrożenie zdrowia, a nie możemy liczyć na żadne dodatki za pracę w warunkach szkodliwych czy odszkodowania – mówi Małgorzata Lachcik.
Paweł Maczyński przyznaje wprost – rocznie dochodzi do około 100 napaści na pracowników pomocy społecznej. 80 proc. z zatrudnionych przynajmniej raz doświadczyło ataku fizycznego i słownego w trakcie wykonywania pracy. Do największej tragedii doszło cztery lata temu, kiedy w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Makowie mężczyzna oblał benzyną i podpalił dwie pracownice. Żadna nie przeżyła.
Wioletta Kruk



8 Responses to "Przestaną wypłacać 500 plus?"