Stać nas na niejedną niespodziankę

Edward Mazur dużo obiecuje sobie po występach w sezonie 2019 w barwach Wilków Krosno. Fot. Paweł Dubiel

ŻUŻEL. 2. LIGA ŻUŻLOWA. Rozmowa z EDWARDEM MAZUREM, żużlowcem Wilków Krosno, byłym zawodnikiem m.in. Stali Rzeszów.

– Przed sezonem 2019 zamieniłeś Rzeszów na Krosno. Jak zatem czujesz się jako członek wilczej watahy?

– Bardzo dobrze. Krośnieńscy działacze zbudowali naprawdę ciekawą drużynę z zawodników, których bardzo dobrze znam. Mam tu na myśli choćby Andrieja Karpova czy Nicklasa Porsinga. Z resztą chłopaków także miałem się okazje już poznać i myślę, że stać nas niejedną niespodziankę.

– W Krośnie nastąpiło nowe żużlowe rozdanie, które oczywiście musi się wiązać z presją i sporymi oczekiwaniami ze strony kibiców. Da się je już odczuć?

– Na pewno ją czuję, ale myślę że trzeba nakładać na siebie zbędnej presji. Nie ma też takiego ciśnienia, że musimy za wszelką cenę awansować. Na pewno lepiej to wszystko wyjdzie, jak każdy z nas będzie chciał jechać jak najlepiej i każdy zrobi swoje i dorzuci jakieś punkty.

– Krośnieński tor ma różne opinie wśród żużlowców. A ja Ty się zapatrujesz na owal przy ul. Legionów?

– Ujmę to tak – na pewno nie jest to łatwa nawierzchnia. W poprzednich latach zachowywała się ona różnie, ale myślę że Janusz Ślączka doprowadzi ją do takiego, niemal że perfekcyjnego. Objedziemy kilka treningów, zresztą pierwszy mieliśmy już w piątek i postaramy się wjechać w ten tor. Być może będzie on nawet naszym atutem.

– Osoba Janusz Ślączki wydaje się być dużym handicapem Wilków Krosno…

– Janusz bardzo dużo pomaga czy to okresie przygotowawczym czy jeszcze wcześniej, gdy miałem z nim okazję współpracować w Łodzi.

– 2. LŻ w tym sezonie zapowiada się niezwykle ciekawie, bo nie ma takiego zdecydowanego faworyta, jakim przed rokiem była Stal Rzeszów…

– Ogólnie II liga w ostatnich latach bardzo się zmieniła. Kiedyś była uważana za taką ligę półamatorską, a w tej chwili każdy dysponuje naprawdę dobrym sprzętem, a dodatkowo jeżdżą w niej coraz lepsi zawodnicy. Parę lat temu trudno było przypuszczać, że takie nazwiska jak obecnie zejdą do II ligi.

– Były jakieś inne oferty oprócz Krosna czy od razu byłeś zdecydowany na Wilki?

– Dość długo prowadziliśmy negocjacje z krośnieńskimi działaczami. Mogę powiedzieć, że były dwie, może nawet i lepsze oferty, ale ostatecznie zdecydowałem się na Krosno. Za nim przemawiała też m.in. bliska odległość z Tarnowa.

– Sezon żużlowcy w II lidze zaczyna się już w najbliższy weekend. Wilki w inauguracyjnej kolejce będą pauzować, co chyba tylko jeszcze lepiej pozwoli wam się przygotować do pierwszego meczu z Wandą Kraków…

– Pogoda w Krośnie nas nie rozpieszczała, do tego doszły jeszcze prace na torze i to wszystko złożyło się na to, że jako jedni z ostatnich wyjechaliśmy na swój tor. Jednak najważniejsze, że udało się wreszcie wyjechać.

– Jakie cele indywidualne będą Ci przyświecać w sezonie 2019?

– Praktycznie co roku obierałem sobie jakieś cele indywidualne i niemal zawsze stawało mi coś na drodze, by je móc zrealizować. Dość mocno moje plany krzyżowały i weryfikowały upadki. Mam nadzieję, że w tym sezonie będą mnie one omijać i będą się mógł pokazać dobrze zarówno w meczach ligowych w Polsce, jak i Danii, gdzie wracam po dwóch latach przerwy.

– Na koniec pytanie o Ireneusza Nawrockiego, który zapadł się pod ziemię. Miałeś z nim ostatnio jakiś kontakt?

– Od zakończenia poprzedniego sezonu praktycznie nie było żadnego kontaktu.

– A zaległości są?

– Są, ale mogę się chyba już pogodzić z faktem, że pieniądze te przepadły.

– Co chciałbyś przekazać kibicom zarówno tym w Krośnie, jak i w Rzeszowie tuż przed inauguracją sezonu 2019?

– Kibice w Rzeszowie to naprawdę świetna sprawa. Zapraszam wszystkich fanów z Krosna i nie tylko na inauguracyjny mecz z Wandą Kraków. Trzymajcie za nas kciuki, a my na pewno damy z siebie wszystko.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.