Miał przyjechać pijany w karetce do pacjenta

Fot. Wit Hadło

LUBACZÓW. Badanie wykazało, że Bogusław Ć. miał 1,23 promila alkoholu w organizmie.

Został zwolniony z pracy, odpowie przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej i czeka na zarzuty. Bogusław Ć. miał przyjechać w karetce do potrzebującego pomocy 65-latka ze Starych Oleszyc pijany, a jego zachowanie, zdaniem rodziny mężczyzny, było skandaliczne. 65-latek zmarł w szpitalu. – Niedługo po przyjeździe do lecznicy lekarz został przebadany na zawartość alkoholu w organizmie, bo żona zmarłego natknęła się w korytarzu na policjantów i im o tym powiedziała – mówi prok. Marta Pętkowska, rzecznik przemyskiej prokuratury. – Trzy badania potwierdziły stan nietrzeźwości – dodaje.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Przemyślu. Prowadzone jest pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci, a czynności są też realizowane w kierunku ewentualnego błędu medycznego. Co aktualnie dzieje się w śledztwie? – Kończą się przesłuchania świadków, a część materiałów została wyłączona i przekazana Rzecznikowi Odpowiedzialności Zawodowej. Część materiałów wyłączono też do osobnego postępowania w przedmiocie wykroczenia – chodzi o podejmowanie przez Bogusława Ć. czynności wynikających z zawodu pod wpływem alkoholu – mówi prok. Marta Pętkowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.

Lekarz nie usłyszał jeszcze jak dotąd zarzutów. Te – jak potwierdza prok. Pętkowska – zostaną mu przedstawione najprawdopodobniej w kwietniu.

Wstępną przyczyną śmierci 65-latka był zator płucny. W poniedziałek do prokuratury miała wpłynąć opinia z sekcji zwłok mężczyzny. – Nie wpłynęła w terminie, oczekujemy, że zostanie nam dostarczona końcem tygodnia – dodaje prok. Pętkowska.

Prokuratorzy będą też sprawdzać czy długotrwałość i podejmowane czynności na miejscu zdarzenia przez kierującego zespołem ratowniczym nietrzeźwego lekarza mogły mieć związek ze skutkiem w postaci śmierci pacjenta.

Bogusław Ć. 18 lutego został zwolniony z pracy.

Prosiłam, by wysiadł z karetki. Palił papierosa….

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się 19 stycznia br. O szczegółach opowiedziała nam zrozpaczona żona zmarłego pana Grzegorza do którego została wezwana karetka. Gdy przyjechała… – Lekarzowi wcale się nie spieszyło. Wysiedli ratownicy, a on siedział w karetce i jak gdyby nigdy nic palił sobie papierosa – opowiadała nam wstrząśnięta kobieta. – Gdy wysiadł od razu zorientowałam się w jakim jest stanie. Wystarczyło kilka kroków. Przeszło mi przez myśl, żeby dzwonić na policję, jednak bardziej zależało mi na tym, żeby ratowali męża.

Kobieta dwa razy przychodziła prosić lekarza, by się pospieszył. Jak opowiadała, lekarz w końcu poszedł do domu, ale zamiast zacząć badać pana Grzegorza, stanął tylko po drugiej stronie pokoju przy meblościance komentując, że „na ból brzucha jeszcze nikt nie umarł”. Badania męża zrobione zostały – zgodnie z jej relacją – dopiero po dłuższym czasie i po jej usilnych prośbach. Wówczas okazało się, że mężczyzna natychmiast musi trafić do szpitala. Pan Grzegorz został zaniesiony na noszach do karetki. – Ten lekarz nawet nie wszedł z nim do środka, tylko usiadł na siedzeniu pasażera przy kierowcy i… zapalił papierosa. Zamiast natychmiast ruszać do szpitala, otworzył drzwi, wysiadł i ostentacyjnie wyciągnął nitkę z pokrowca fotela i bawił się podpalając ją zapalniczką – opowiadała pani Bożena.

W szpitalu pan Grzegorz zmarł.

Katarzyna Szczyrek

4 Responses to "Miał przyjechać pijany w karetce do pacjenta"

Leave a Reply

Your email address will not be published.