
FORTUNA I LIGA. PGE STAL MIELEC – SANDECJA NOWY SĄCZ. W piłce liczą się bramki, a obie drużyny mają w tym roku wielkie problemy ze skutecznością.
Z bezbramkowego remisu najbardziej ucieszyli się piłkarze ŁKS-u, którzy pokonali Bytovię i powiększyli przewagę nad Stalą do 7 punktów. Jeśli mielczanie chcą wrócić do gry o ekstraklasę, muszą wznieść się na wyżyny i w sobotę pokonać u siebie lidera z Częstochowy.
PGE STAL 0
SANDECJA 0
PGE STAL: Kiełpin – Spychała, Dobrotka Perez, Leandro (73. Getinger), Tomasiewicz, Gąsior (62. Wroński), Soljić, Nowak, Janoszka, Prokić (81. Gojko)
SANDECJA: Kozioł – Basta, Piter,Buśko, Flis, Chmiel, Kanach, Kasprzak, Kun, Ogorzały (67. Flaszka), Gabrych (90. Baran), Klichowicz (73. Dudzic).
Sędziował Paweł Malec (Łódź). Żółte kartki: Soljić – Gabrych. Widzów 3054.
Sandecja zaprezentowała inną, bardziej ofensywną twarz, ustawieniem 4-3-3 chyba zaskoczyła gospodarzy. Dla mających punkt mniej od Stali gości wczorajszy mecz był jedną z ostatnich okazji, by ruszyć w pościg za konkurencją. Ale chodziło też o coś innego – przed wyprawą na Podkarpacie rada nadzorcza sądeckiego klubu zakomunikowała drużynie, że z uwagi na problemy finansowe awans do ekstraklasy byłby sprawą…niepożądaną. Absolutnie groteskowa sytuacja sprawiła, że trener Tomasz Kafarski i jego piłkarze postanowili udowodnić, iż na boisku nie ustępują rywalom. “Górale” pokazali więc charakter, choć do zwycięstwa to nie wystarczyło. Przed przerwą najlepszej okazji nie wykorzystał Mateusz Klichowicz, po zmianie stron dwukrotnie spudłował Damian Chmiel. Od pomocnika grającego niedawno w ekstraklasie można było wymagać więcej.
Stal w tym roku ma tylko odrobinę mniejsze problemy ze skutecznością od Sandecji. Biało-niebieskim miał pomóc Adrian Paluchowski, ale nie zagrał on ani w Suwałkach ani we wczorajszym meczu. Szefowie Stali czekali do godziny 16 na sygnał z PZPN, lecz centrala wciąż nie odniosła się do kwestii rozwiązania umowy napastnika z Pogonią Siedlce i zielonego światła na jego grę w Fortuna I lidze nie dała.
Najwięcej wiatru pod bramką “Górali” robili Andreja Prokić z Grzegorzem Tomasiewiczem. Marek Kozioł, były bramkarz Stali, był jednak bardzo czujny. Mieliśmy też kontrowersję – w 29 minucie po rzucie wolnym zawodnik Sandecji chciał wybić piłkę głową, lecz uczynił to ręką. Zdarzenie miało miejsce w polu karnym, ale sędzia nie wskazał na “wapno”. Mecz toczył się w średnim tempie, na trybunach było cicho, a wspomagający komentarz w Polsacie Sport Grzegorz Lato trafnie skwitował w przerwie, że to wszystko przypomina mecz towarzyski, gdzie żadna ze stron nie podejmuje ryzyka. W II połowie, zwłaszcza w końcówce, gospodarze ruszyli odważniej do ataku, lecz odbijali się od drugiej najlepszej defensywy ligi i ostatecznie niczego nie wskórali.


