
FORTUNA I LIGA. PGE STAL MIELEC – RAKÓW CZĘSTOCHOWA. Gospodarze przerwali imponującą serię 246 dni Rakowa bez porażki.
PGE Stal nie powiedziała ostatniego słowa w walce o ekstraklasę. Po najlepszym meczu w sezonie rozbiła lidera spod Jasnej Góry, a na stadionie zapanowała euforia. – To zwycięstwo może dużo zmienić. Moi piłkarze nareszcie uwierzą w siebie – stwierdził Artur Skowronek, trener biało-niebieskich.
PGE STAL 3
RAKÓW 1
(2-0)
1-0 Getinger (5.), 2-0 Janoszka (38.), 3-0 Gojko (90.), 3-1 Niewulis (90.)
STAL: Kiełpin – Spychała, Perez,Dobrotka, Leandro (61. Prokić), Tomasiewicz (84. Gojko), Soljić, Urbańczyk, Nowak, Getinger, Janoszka (78. Paluchowski)
RAKÓW: Gliwa – Petrasek, Niewulis, Kasperkiewicz, Malinowski (57. Bartl), Schwarz (57. Domański), Sapała, Szczepański, Listkowski (75. Lewicki), Kun, Musiolik.
Sędziował: Paweł Pskit (Łódź). Żółte kartki: Perez, Soljić – Niewulis, Schwarz, Musiolik. Widzów: 3239.
Niepokonany od 27 spotkań Raków honorową bramkę zdobył w doliczonym czasie gry, ale… na krytykę nie zasłużył. – Paradoksalnie, to był chyba nasz najlepszy mecz w rundzie – kręcił głową z niedowierzaniem Marek Papszun, opiekun gości, a jego komentarz to laurka wystawiona podkarpackiej drużynie. – Stworzyliśmy mnóstwo sytuacji, zazwyczaj je wykorzystujemy. Przegraliśmy z zespołem, który ma pomysł, styl i jest szalenie niebezpieczny w ataku. Stali brakowało tylko skuteczności. Nie będziemy jednak rozpaczać. Nasza przewaga jest zdecydowana i kwestią czasu pozostaje, kiedy przypieczętujemy awans. – dodał Papszun. Lider I ligi już w środę zmierzy się na własnym boisku z liderem ekstraklasy Lechią Gdańsk w półfinale Pucharu Polski.
„Ecik” strzela, Leo asystuje
Kluczem do efektownej wiktorii Stali okazały się roszady w składzie. Artur Skowronek posadził na ławce nieskutecznego Andreję Prokica, a na środek ataku przesunął Łukasza Janoszkę. Na lewej flance znalazł miejsce dla Leandro i Krystiana Getingera. Efekt? Wychowanek Stali otworzył wynik meczu, strzelając głową, natomiast „Ecik” podwyższył na 2-0 po kapitalnym podaniu od Brazylijczyka. Asystę zaliczył też Prokić. Podał do innego rezerwowego Denisa Gojko, który przechytrzył pilnującego go rywala, odpalając „bombę” między jego nogami.
– Nareszcie znalazł pan „dziewiątkę” – zagadnęliśmy trenera Stali.
– Tak to mogło wyglądać, bo zwyciężyliśmy. Leo i Łukasz Janoszka spełnili oczekiwania, ale ci co weszli, też zrobili swoje – odparł Artur Skowronek, który na każdym kroku podkreślał, jak ważny jest kolektyw i wspólna sprawa. – Powiedziałem piłkarzom, że tylko oni mają wpływ na to, jak ten mecz będzie wyglądał. Udowodniliśmy, że fizycznie, taktycznie i mentalnie jesteśmy przygotowani do walki o najwyższe cele. Wygrana z Rakowem może wiele zmienić. Moi zawodnicy nareszcie uwierzą w siebie.
Jeden walczył za drugiego
Kibice i dziennikarze przecierali oczy ze zdumienia, widząc metamorfozę Stali. Trzy dni wcześniej biało-niebiescy męczyli się na własnym boisku z Sandecją, a wynik 0-0 był najlepszym prezentem dla uciekającego ŁKS-u. – Część osób już nas skreśliło, ale my się nie poddaliśmy. Chcieliśmy zmazać plamę po remisie z “Góralami”, wiedzieliśmy, że to ostatni dzwonek, by wrócić do walki o ekstraklasę. No i zrobiliśmy to! Decydująca była właśnie ta agresja, jeden walczył za drugiego, pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną – tłumaczył Grzegorz Tomasiewicz. Niezmordowany skrzydłowy był jednym z architektów piłkarskiej uczty. Już w 30 sekundzie zacentrował do Getingera, ten uderzył z bliska głową, lecz rzeszowianin Michał Gliwa ubrał czerwoną pelerynę, poszybował i w sobie znany tylko sposób odbił piłkę. Po meczu Tomasiewicz tylko się uśmiechnął, słysząc pytanie, czy aby nie jest cyborgiem z czterema płucami. – Bez końca mogę biegać na wysokiej intensywności. Zawsze tak było – wyjaśnił.
Krystian Getinger żałował trochę straconej bramki. – Trzy do zera byłoby efektowniejsze, ale w sumie nie ma co narzekać. Odebraliśmy Rakowowi niemal wszystkie atuty, najgroźniejsi byli więc po stałych fragmentach – zauważył.
Do Jastrzębia bez żołnierzy
– Przyzwyczailiśmy wszystkich do tego, że nie tracimy bramek, a tym razem straciliśmy aż trzy. To dla nas niecodzienna sytuacja. Z drugiej strony, mieliśmy swoje sytuacje i przy lepszej skuteczności mecz mógł się potoczyć inaczej – to z kolei Maciej Domański, który przez lata reprezentował barwy Stali i który – jako zawodnik innych klubów – przegrał przy Solskiego pierwszy raz. Miał rację, Raków często zagrażał gospodarzom, lecz gdy już udało mu się sforsować świetnie zorganizowaną defensywę, trafiał na kapitalnie usposobionego Seweryna Kiełpina.
Cieniem na meczu w rozmiarze XXL kładą się żółte kartki dla Jonatana de Amo Pereza i Josipa Soljica, którzy stanowili zaporę nie do przejścia. Hiszpana i Chorwata zabraknie więc w piątkowym starciu w Jastrzębiu (godz. 20.30, transmisja w Polsacie Sport). Oby zastępcom: Rafałowi Grodzickiemu i Marcelemu Gąsiorowi udało się wejść w ich buty.
Tomasz Szeliga


