
Z 50-kilogramowego, rosłego rottweilera został tylko ogon, łapa i głowa.
Krew i rozszarpane szczątki – na takie makabryczne znalezisko natknął się mieszkaniec Ustrzyk Dolnych szukający swojego psa. Specjaliści potwierdzają, że ataku mogły dokonać wilki.
Wilki zaatakowały w poniedziałek około godziny szóstej rano. – Tata zauważył, że nasz pięcioletni rottweiler Loco, który przebywał rano przed domem, zniknął. Poszedł go więc poszukać – opowiada Michał Szczęsny z Ustrzyk Dolnych, właściciel psa.
Mężczyzna po przejściu kilkunastu metrów natknął się na ślady krwi. Kilka kroków dalej jego oczom ukazał się makabryczny widok. – W trawie leżał obgryziony do kości korpus, łapa i na końcu głowa z kręgosłupem. To był bardzo drastyczny widok… – relacjonuje Michał.
– Loco nie był burkiem przy budzie, a pięcioletnim rottweilerem ważącym około 50 kilogramów, dwoma rękami nie byłem w stanie objąć jego szyi… Jeżeli wilki podjęły się ataku na takiego psa, wyobraźcie sobie jak są wygłodniałe i zdesperowane – dodaje Jacek, brat Michała.
Właściciele psa zgłosili sprawę do Urzędu Gminy w Ustrzykach Dolnych. Powiadomią także Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Nasz rozmówca przyznaje, że to nie pierwszy raz, kiedy widział wałęsające się po okolicy wilki. – W ubiegłym roku po parkingu obok centrum handlowego biegała wilczyca – mówi.
To kolejny atak wilków w naszym regionie. Do takich drastycznych incydentów w przeciągu kilku ostatnich miesięcy doszło m.in. w powiecie sanockim i w Bieszczadach. Zagryzały psy, ale także owce i sarny. – Niestety takie przypadki nie należą do rzadkości. Wilk traktuje psa jako konkurencję, w końcu to też wilk, tylko udomowiony, ale często również jako … pokarm – wyjaśnia Łukasz Lis, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie.
Według szacunków Lasów Państwowych w na Podkarpaciu bytuje przeszło 680 wilków. Coraz częściej pojawiają się w pobliżu gospodarstw i domostw. Coraz częściej dochodzi też do ataków tych drapieżników na domowe zwierzęta.
Rzecznik RDOŚ przestrzega, że wilk jak każde dzikie zwierzę, może stanowić zagrożenie dla człowieka, ale do bezpośrednich ataków na ludzi dochodzi niezwykle rzadko. Ostatni taki przypadek odnotowano w czerwcu ubiegłego roku w Przysłupiu. Wilk zaatakował wtedy dwoje dzieci. Pogryzł ośmioletnią dziewczynkę i dziesięcioletniego chłopca. Oboje z ranami kąsanymi trafili do leskiego szpitala, na szczęście obrażenia okazały się niegroźne.
Wilk został później zastrzelony przez myśliwego.
Rzecznik RDOŚ apeluje, aby o wszystkich przypadkach pojawienia się wilków i innych dzikich zwierząt, które mogą stanowić niebezpieczeństwo, niezwłocznie informować włodarzy.
– W przypadku pośredniego zagrożenia istnieje możliwość uzyskania zezwolenia na płoszenie lub ich odłów, natomiast w przypadku realnego zagrożenia, zezwolenia Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska na zabicie zwierzęcia – informuje Łukasz Lis.
Martyna Sokołowska


