Ruch szczodrze wynagradzał za obsługę prawną

Wydawcy mają coraz więcej zastrzeżeń do działalności zarządu Ruchu. Fot. Archiwum

Kancelaria prawna, która doradzała Ruchowi, nie stawiała się na rozprawach dotyczących zapłaty zaległych należności, a nawet nie odwoływała się od przegranych przez Ruch w pierwszej instancji wyroków.

Kilka dni temu informowaliśmy czytelników Super Nowości o tym, że wbrew temu, co mówi zarząd Ruchu, spółka ma prawo domagać się spłaty obligacji od Lurena Investments. Gdyby zarząd poczynił odpowiednie kroki, do których uprawnia go umowa, jego sytuacja diametralnie by się zmieniła, a wydawcy odzyskaliby swoje pieniądze. Nie wiedzieć czemu, tak się jednak nie dzieje, a zamiast tego kolporter może zostać sprzedany. To nie koniec! Jak wynika z naszych źródeł, ta sama kancelaria, która odpowiadała za obsługę Ruchu doradzała również… Orlenowi, czyli podmiotowi zainteresowanemu kupnem kolportera. Rodzi się pytanie, czy nie powodowało to sprzeczności interesów? Zwłaszcza, że za obsługę prawną, która nie była najwyższej jakości, RUCH S.A. prawdopodobnie płacił miesięczne nawet …165 tys. zł netto!

Obecne problemy Ruchu wynikają z wielu działań osób zarządzających w ostatnich latach firmą. Aby ukazać niemal dramatyczną sytuacje spółki należy zwrócić uwagę na minione kilkanaście miesięcy. Jeszcze na początku 2018 r. prezes Ruchu, Igor Chalupec, musiał podpisać bilans za 2017 r. Według niego majątek spółki wynosił 175 mln zł, ale w jego skład wchodziły obligacje Lurena Investments B.V. o wartości ponad 230 mln zł. Prezes wiedział, że są nic nie warte, realnie bilans był ujemny. Mimo to wprowadził wszystkich w błąd. W tym samym czasie kolporter zadłużał się już u wydawców i płacił im z opóźnieniem. Sytuacja była coraz bardziej krytyczna. W związku z tym wierzyciele Ruchu postanowili zareagować. W sierpniu 2018 r. złożyli do sądu wnioski – jeden o upadłość, drugi o sanację. Jak na to zareagował Ruch?

Wystąpił o przyspieszone postępowanie układowe – sąd wyraził na nie zgodę, wyznaczając tymczasowego nadzorcę i godząc się na tzw. postępowanie układowe. Efekt jest taki, że obecnie u największych wydawców (którym Ruch zalega ponad 1 mln zł) kolporter jest zadłużony na ok. 143 mln zł (PPU1). Mniejszym jest winien (z długami powyżej 100 tys. zł) ok. 18 mln zł (PPU2). Propozycja spółki jest taka: dużym zostanie potrącone 80 proc. wierzytelności, a małym – 50 proc. Nie wszyscy wydawcy – zwłaszcza mniejsi – zgadzają się na taki obrót sprawy i bezceremonialne odbieranie im pieniędzy. Proponowali własne rozwiązania, ale te są cały czas ignorowane.

Wydawcy mówią „nie”

Kluczowa w tym wszystkim jest również rada wierzycieli, która jak podkreślają zainteresowani, „miała powstać jedynie dla części wydawców z PPU1”. Ponadto zaskakujące jest to, że nie zorganizowano spotkania ze wszystkimi firmami, a rozmowy toczyły się w wąskim gronie. Rada wierzycieli PPU2 w ogóle nie została przez sąd zarejestrowana, pomimo złożonego wniosku oraz upływu 7-dniowego terminu. Finalnie oznacza to, że wydawcom z PPU2 zabrano nawet ustawowe prawa, żeby mogli się wypowiedzieć za pośrednictwem rady wierzycieli.

– Byliśmy jedynie informowani o tym, że wybrano jedyną słuszną opcję, polegającą najpierw na okradzeniu wydawców, a później sprzedaniu tej firmy tanio Orlenowi – żalą się wydawcy. – Nigdy nie było dyskusji o tym, że można przekazać Ruch wydawcom za kwotę 160 mln zł, jakie Ruch nam zalega, ale decydenci prą do sytuacji, aby sprzedać Ruch Orlenowi za ok. 65- 80 mln zł. Przecież to jest jawne złodziejstwo – dodają. Pominięty został także wątek części wierzytelności przewidzianych do potrąceń, za które mogłyby zostać wydane obligacje spółki, i dzięki czemu wydawcy mogliby w przyszłości ściągnąć pieniądze.

Ruch nie odpowiada na pytania

Już 15 kwietnia podczas głosowania wydawcy zdecydują, czy zgadzają się na proponowaną redukcję wierzytelności. W ostatnich dniach ukazało się kilka kluczowych kwestii ukazujących zaniedbania spółki. Redakcja „Super Nowości” dotarła do informacji, jaka kancelaria prawna świadczyła usługi Ruchowi, a także ile one kosztowały. Okazuje się, że spółka płaciła kancelarii krocie – początkowo 220 tys. zł netto miesięcznie, a od pewnego momentu 165 tys. zł netto. Ciekawa w tym wszystkim jest również inna kwestia, związana z jakością pracy owej kancelarii. Okazuje się, że jej prawnicy nie zamierzali stawiać się na rozprawach dotyczących zapłaty zaległych należności, a nawet nie odwoływali się od przegranych przez Ruch w pierwszej instancji wyroków, …choć mieli na to czas. – To pieniądze wyrzucone w błoto, kancelaria ośmieszała samą firmę Ruch – grzmią zainteresowani. I przecież to wszystko działo się w sytuacji, kiedy Ruch nie był w stanie uregulować zaległych płatności wydawcom.

W związku z tym postanowiliśmy wystosować szereg pytań do Ruchu odnośnie wysokości wynagrodzenia dla kancelarii oraz tego, dlaczego interesy Ruchu nie były należycie chronione? Kilka przykładowych pytań:

  1. W umowie z dnia 3 marca 2014 r. pomiędzy RUCH S.A. a Kancelarią Prawną jest zawarta kwota wynagrodzenia 220 tys. zł netto. Według naszych informacji jest to punkt 3 umowy. Prosimy o potwierdzenie, że ta kwota rzeczywiście wynosi 220 tys. zł netto.”
  2. W umowie z 24 lipca 2014 r. pomiędzy RUCH S.A. a Kancelarią Prawną jest zawarta kwota wynagrodzenia 165 tys. zł netto. Według naszej wiedzy jest to punkt 2 naszej umowy. Prosimy o potwierdzenie, że ta kwota rzeczywiście wynosi 165 tys. zł netto.
  3. Czy Kancelaria z punktu pierwszego i trzeciego to ta sama kancelaria?
  4. Jak nazywa się kancelaria prawna, która aktualnie reprezentuje interesy Orlenu przy transakcji z RUCH S.A.?

Jak dotąd nie uzyskaliśmy, żadnej odpowiedzi na te pytania.

Wydaje się, że Ruch próbuje przejść do kontrofensywy i stara się zdyskredytować jednego z wydawców, którzy nie godzą się na zabieranie pieniędzy. W ostatnim czasie, w związku z tą sprawą, w mediach pojawiają się kłamliwe informacje. Według jednego z dzienników, Roman Oraczewski – właściciel m.in. Oficyny Wydawniczej Press Media „jest w lepszej sytuacji niż inni mali wydawcy, jego wierzytelności są bowiem zabezpieczone na majątku Ruchu i w razie upadku spółki będą realizowane w pierwszej kolejności, po wierzytelnościach Aliora”. To nic innego jak zwykła próba zdyskredytowania. Dlatego też, postanowiliśmy zadać kilka pytań obecnemu prezesowi RUCHU S.A, Miłoszowi Szulcowi. Jedno z nich brzmiało: „na jakiej podstawie na spotkaniu z wydawcami, na które został Pan (Szulc) zaproszony do Hotelu Barnabitów w Warszawie, mówił Pan o tytułach egzekucyjnych jakie Roman Oraczewski ma mieć wobec RUCH S.A.?” I w tym przypadku zderzyliśmy się z ciszą, nie uzyskując jakiejkolwiek odpowiedzi.

Żadnej reakcji nie było także w związku z kolejnym pytaniem dotyczącym tego, „jakim mediom Pan Szulc udzielił informacji o tym, że Roman Oraczewski ma takie tytuły egzekucyjne”. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że brak odpowiedzi ze strony Ruchu nie jest wcale przypadkiem. Co na to sam Roman Oraczewski? – Nie mam żadnego wyroku wobec Ruchu. Złożyłem przeciw Ruchowi dwa pozwy o zapłatę, lecz nie odbyła się jeszcze żadna rozprawa, co oznacza, że nie mam  tytułów egzekucyjnych, które można by zrealizować. Prezes Ruchu rozpędził się w swej asertywności wobec mnie. Dlatego też w stosownym czasie moi prawnicy poproszą Pana Szulca o wsparcie finansowe WOŚP, co będzie wynikiem mojego pozwu – tłumaczy wydawca.

Ruch i Orlen z tym samym doradztwem

Wysokie wynagrodzenie dla kancelarii prawnej obsługującej Ruch to nie jedyna szokująca wiadomość. Bardziej zaskakujące jest jednak to, że ta sama kancelaria, która obsługuje kolportera najprawdopodobniej świadczy również usługi… Orlenowi czyli spółce, zainteresowanej jego zakupem! Rodzi się pytanie, czy nie powodowało to sprzeczności interesów? Od jakiegoś czasu Ruch jest przygotowywany na sprzedaż Orlenowi za ok 65-80 mln zł. Wysokość tej kwota od początku bulwersuje wydawców, którym próbuje się odebrać 120 mln zł (ze 160 mln zł długu Ruchu).

W tym wątku do myślenia daje również fakt, że kwota którą chce zaoferować Orlen za Ruch nijak ma się do niedawno zatwierdzonych pieniędzy w związku z podpisaniem kontraktu na sponsorowanie Roberta Kubicy. Kontrakt jest wart …100 mln zł! Finalnie oznacza to, że bycie przez Orlen zaledwie jednym z wielu współsponsorów Kubicy przez zaledwie dwa lata jest warte 100 mln zł. Natomiast firma mająca prawie 100 mln zł przychodu miesięcznie, posiadająca ponad 1000 punktów sprzedaży sieci własnych i dostarczająca dodatkowo prasę do ponad 10 000 sklepów innych firm miałaby być warta mniej od chwilowego sponsoringu jednego kierowcy rajdowego?

Także i Orlen zapytaliśmy o to jak nazywa się kancelaria prawna, która reprezentuje interesy koncernu w sprawie zakupu Ruchu. Ponadto chcieliśmy także dowiedzieć się jak nazywają się firmy doradcze przy transakcji Orlenu z Ruchem? Podobnie jak w przypadku prezesa Szulca i samego kolportera nie uzyskaliśmy jakiejkolwiek odpowiedzi.

Dziennikarze nie dają za wygraną

W związku z wieloma niewiadomymi oraz niejasnościami dotyczącymi działalności Ruchu redakcja „Super Nowości” postanowiła wystosować wniosek do Naczelnika Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie w sprawie podjęcia działań kontrolnych wobec Ruchu. Dziennikarzom chodzi o ustalenie, czy doszło do rażących wykroczeń w zakresie sprawozdawczości oraz podatków. W przygotowanym do urzędu piśmie ujęta została m.in. ocena poczynań kolportera, podejrzenia o działania sztuczne lub pozorowane oraz nieformalny bilans strat na jakie zostali narażeni wydawcy i Skarb Państwa.

Z naszych źródeł wynika, że w celu uzasadnienia zakupu obligacji w 2011 r. sztucznie zwiększono majątek Ruchu o dodatkowe 223 mln zł, wnosząc znak towarowy „Ruch” do spółki Ruch Marketing. W rzeczywistości nie było żadnego uzasadnienia dla dokonania takiej transakcji prócz zwiększenia jej aktywów i wygenerowania przychodów. Była to więc operacja niezbędna, by pokazać, że finanse spółki znajdują się w dużo lepszym stanie …niż faktycznie były! Dalszym skutkiem tego mogło zaś być pozyskanie linii kredytowej w Alior Banku (na kwotę 150 mln zł) oraz uzasadnienie dla zakupu obligacji Lureny – czyli wytransferowania za granicę 200 mln zł. W efekcie wniesienie znaku towarowego w żaden sposób nie polepszyło sytuacji finansowej i majątkowej spółki, a miało wręcz dewastujące skutki, skoro umożliwiło „wyprowadzenie” z niej pieniędzy pochodzących ze sprzedaży nieruchomości i kredytu. Właśnie tą kwestią powinien zając się organ podatkowy.

Olbrzymie straty finansowe

Cała sytuacja jest mocno zagmatwana i wciąż istnieje więcej pytań niż odpowiedzi. Komu i dlaczego może zależeć na tym, żeby Ruch nie odzyskał pieniędzy? Wydawcy liczą na to, że organ podatkowy rzetelnie zajmie się tym problemem. Szczególnie, że „drenowanie” spółki Ruch wcale nie ograniczało się do zarządu lecz sięgało głębiej i dotyczyło układu towarzysko-biznesowego, w ramach którego, jak podejrzewają wydawcy, dochodziło np. do świadczenia rażąco przeszacowanych usług. A wszystko kosztem wierzycieli, wydawców, szeregowych pracowników spółki oraz Skarbu Państwa. To właśnie państwo – skutkiem działań zarządu Ruchu – może stracić od około 23 do 40 mln zł. Finalnie, wniosek uzasadniony jest więc również interesem budżetu państwa, który należy identyfikować z gwarancjami bezpieczeństwa obrotu gospodarczego i stabilności finansowej. Dziennikarze „Super Nowości” do tematu powrócą jutro.

Leave a Reply

Your email address will not be published.