O szukaniu prawdy, dobra i piękna

Fot. MWMedia

Podczas trwającego w Leżajsku Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej w ostatnich dniach gościł Przemysław Babiarz. Pochodzący z Przemyśla, znany komentator sportowy podzielił się publicznie swoimi refleksjami na temat współczesnego świata i wiary.

– Czasami ponoszą nas emocje i poszukiwania intelektualne, jedne łączą się z drugimi. Pracuję w takiej dziedzinie, gdzie często mówimy o emocjach. Ja też muszę je przeżywać, aby dobrze opowiedzieć tym, którzy siedzą przed telewizorami. Gdybym był zimny, widz też byłby taki, mógłby sobie odmrozić to i owo, słuchając zimnego komentatora. Bogdan Tomaszewski zwykł mawiać, że sport bez emocji jest nie do zniesienia, po prostu niestrawny. Muszą być emocje. Sport to też koncept i wola zwyciężania. Bez niej nie byłoby sukcesów. Wielcy mistrzowie to ci, którzy potrafią rozłożyć w czasie przygotowania i treningi, a potem w czasie zawodów zaprezentować wszystko, co potrafią. Ci najwięksi mają w sobie coś z bojowników. Sport ma charakter bezkrwawej wojny. W związku z tym mam wątpliwości, czy pewne widowiska o charakterze sportowym, jak np. walki w klatce, zawody MMA, są sportem?

Co konieczne w sporcie

– W sporcie musi być pewien rodzaj etyki, równość szans, dlatego tępi się doping. W sporcie chodzi o równość szans i przestrzeganie reguł. Szalenie drażni mnie, gdy komentatorzy i specjaliści mówią o faulu taktycznym. Nieraz zdarza się, że zawodnik w piłce nożnej czy koszykówce fauluje przeciwnika, chcąc przerwać akcję, ponieważ korzystniej jest tak, opłaca się. To określenie „opłaca się” świadczy o rozmijaniu się z etyką. Faul taktyczny nie powinien istnieć. To, że faule zdarzają się w ferworze walki, jesteśmy w stanie zaakceptować, ale gdy ktoś włącza do swojej taktyki przekraczanie reguł gry, to nie jest do przyjęcia.

Sport stał się popularny i widowiskowy, szybko weryfikuje, jest też podstawą do metafor. W życiu tak jak np. w maratonie musimy mieć plan, dobrze rozłożyć siły i wiedzieć dokąd zmierzamy.

Pasje to nie wszystko

– Zajmuję się sportem od ponad ćwierć wieku, chociaż z wykształcenia jestem aktorem, grywałem również w teatrze, to było przed 1992 r. Sport nie jest jedyną dziedziną, która mnie pasjonuje, tą drugą jest właśnie teatr i sztuka. Ale interesuje mnie przede wszystkim to, co najważniejsze – odpowiedź na kluczowe pytania ze względu na sens życia. Jest takie trafne spostrzeżenie, że gdy Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu. Pan Bóg albo jest najważniejszy, albo nie ma go w ogóle. Istnienie Boga jako kogoś dodatkowego, kogo można postawić w kąciku jako rodzaj figurki, jest absurdalne. Nikt w takiego Boga nie chciałby wierzyć, bo nikt nie powierzałby mu swojego losu.

Czerpać z przypowieści

Pan Bóg daje łaskę nieustannie i człowiek może ja przyjąć lub odrzucać. Pan Bóg niczego nie robi na siłę. To jest tak jak z ojcem miłosiernym i synem marnotrawnym. Ojciec miłosierny czeka, ale syn musi chcieć powrócić. Ta przypowieść jest dla mnie ciekawa ze względu na postawę drugiego syna. Może nam się zdarzyć, że bywamy w roli starszego brata czującego niesprawiedliwość. Ta przypowieść kojarzy mi się z inną o właścicielu winnicy, gdzie robotnicy pracują krócej lub dłużej, a zapłata jest identyczna, więc niektórzy protestują. Okazuje się, że ekonomia Pana Boga jest inna od wszystkich. W sprawiedliwości Bożej może być uzasadnione to, czego my nie dostrzegamy.

Nie przegapić wołania

– Codziennie czytam fragment Pisma Świętego i ono mi towarzyszy. Nawet jeśli tylko fragmenty liturgiczne Pisma Świętego do nas docierają, starajmy się je dobrze wysłuchać i odnieść do swojego życia. Dzięki temu wsłuchaniu i odniesieniu do siebie przyjechałem do Leżajska. Ojciec Bartymeusz zapraszał mnie wielokrotnie, a ja nie miałem, czasu, bo obowiązków dużo, sił coraz mniej. Jesienią ub.r. podczas mszy św. usłyszałem fragment Ewangelii, w której ślepiec Bartymeusz woła: Jezu, synu Dawida, ulituj się nade mną. Pan Jezus sprawił, że Bartymeusz przejrzał. Pomyślałem sobie, że skoro Pan Jezus zareagował na wołanie Bartymeusza, a mnie woła ojciec Bartymeusz w Leżajsku, to ja naśladując Pana Jezusa, bo tak powinien chrześcijanin, zdecydowałem się przyjechać. Wysłałem w tym dniu wiadomość sms, że będę. Dzięki temu spotykamy się i rozmawiamy o sprawach najważniejszych, bo Pan Bóg musi być na pierwszym miejscu.

Przybywa dorosłych dzieci

– Czasem codzienne sprawy, np. pośpiech przysłania pana Boga. To taka cecha naszych czasów. Jesteśmy niecierpliwi, trudno też tego nauczyć dzieci. Dawniej na piłkę długo składało się i czekało. Dziś się nie oszczędza, tylko bierze kredyt. Wtedy się zadłużamy i tracimy wolność. Bywa to uzasadnione, gdy chodzi o dobra trwałe, np. dach nad głową, ale nie o potrzeby doraźne, np. modne wyjazdy. Mamy czasy, które sprzyjają temu, by być niedojrzałym. Niektóre filmy, książki czynią z tego atut. Trzymanie ludzi w niedojrzałości pozwala wcisnąć im cokolwiek niepotrzebnego, niedobrego. Współczesny świat chce z nas zrobić niecierpliwe dzieci. Jest w tym rodzaj podstępu, któremu nie powinniśmy ulegać.

Bez wartości ani rusz

– Mam szczęście, że wychowałem się w rodzinie wierzącej. Miałem dobrego ojca, tym łatwiej mi było uwierzyć, że Bóg jest dobry. Wychowałem się w Przemyślu, zawsze wychodziłem z tatą na chór, gdzie on śpiewał. Często pieśnią na wyjście była „My chcemy Boga, panno święta”. Oprócz apostrofy do Matki Bożej jest tam obraz świata, w którym Bóg znajduje się w centrum. „My chcemy Boga w książce, w szkole, w troskach rodziców…” Instytucje państwowe muszą liczyć się z wartościami, które są podstawowe. Prawo ludzkie musi być sprawiedliwe, stanowione na czymś trwalszym – wartościach. Jeżeli jest zawieszone w powietrzu, zaczyna być prawem spektakularnym, sprowadza się do sprawności prawników w interpretowaniu zdań. Próby odmiany znaczenia słów były w dziejach. Po przejęciu władzy przez komunistów czyszczono domowe biblioteczki. Kazano dzieciom oddawać na makulaturę książki, w których pojęcia były inaczej definiowane niż chciano. Od tamtych czasów minęło 70 lat i znów są zakusy na nowe definiowanie podstawowych pojęć, np. rodzina, małżeństwo.

Kłamstwo staje się normą

– Niedawno mieliśmy 1 kwietnia – prima aprilis, który ostatnio jednak nie chwyta, nie ma błyskotliwych dowcipów. Przyczyna – przesyt. Dzień, kiedy można było oszukiwać był jedynym w roku, a teraz jest dużo takich dziedzin, w których kłamstwo stało się faulem taktycznym. Proszę zwrócić uwagę – polityka, nie odnoszę tego do żadnej konkretnej partii, tylko różnego rodzaju doświadczeń z ostatnich 25 lat. Podczas kampanii wyborczej politycy składają obietnice bez pokrycia, aby przypodobać się wyborcom. System demokratyczny powinien takich polityków wykluczyć, ale jest inaczej. Polityka to jedna dziedzina, druga – prawo. Można je różnie interpretować. Im więcej słów, tym łatwiej wśród nich ukryć coś. Im trudniejsze i skomplikowane przepisy, tym mniej ludzie jest w stanie je odczytać. Dostajemy też umowy drobnym drukiem.

Pieniądz rządzi, człowiek błądzi

– Media – powinny przekazywać rzetelnie informacje, ale mają swoich właścicieli i są biznesem, a gdzie pieniądze wchodzą na pierwsze miejsce, giną wartości. Zyski biorą się z reklam, a te są pochodną oglądalności czy poczytności. Co bardziej przyciąga – informacja prawdziwa czy efektowna? Reklamy przenikają do nas wbrew woli, stajemy się im posłuszni. Popkultura, która nas otacza jest coraz bardziej antychrześcijańska. Wydarzenia takie jak Festiwal Kultury Chrześcijańskiej zaczyna być tratwą na oceanie, który jest coraz bardziej nieprzyjazny dla Pana Boga. W tym Festiwalu staramy sobie przypomnieć o naszych korzeniach, o dobru, prawdzie i pięknie. To zaczerpnięcie ze studni, która nie jest zatruta.

Sztuka przyznawania się do wiary

– Kilka lat temu we Wrocławiu licealiści postulowali o zdjęcie krzyża. Dyrekcja zdecydowała o referendum. Tu stawiam nawias – proszę zauważyć, komuniści wmawiali nam, że religia jest sprawą prywatną, a ja zadaję pytanie – niewiara też jest sprawą prywatną czy publiczną? Dlaczego wiara ma być sprawą prywatną, a niewiara publiczną? Zamykam nawias i wracam do Wrocławia. Tam wyruszyli młodzi ludzie ze stowarzyszenia religijnego z breloczkami z napisem „Nie wstydzę się Jezusa”. Pytali kolegów, czy chcą przyjąć te breloczki. Przyjmowali. W głosowaniu zwyciężyło pozostawienie krzyży. Do mnie i innych ludzi sportu i kultury też zwrócono się. Przyjąłem i mam przy sobie do dziś ten breloczek, z kluczykami do auta. Nie wstydzę się Jezusa.

Opr. Halina Kossak

Leave a Reply

Your email address will not be published.