
RZESZÓW. Problemy z promocyjną akcją miejskiego przewoźnika.
– Nie rozumiem postępowania MPK – skarży się Konrad Kubas z Rzeszowa. Jego syn nie skorzystał z oferowanej przez przewoźnika promocji: bilet miesięczny na wakacje za 8 biletów z poprzednich miesięcy. Zarzucono mu, że… sfałszował podpisy na sieciówkach. MPK twierdzi, że zabezpieczenia na biletach były uszkodzone.
Promocja, którą zaoferowało Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne jest adresowana do młodzieży szkolnej korzystającej z biletów miesięcznych od października 2010 r. do czerwca 2011 r. Kto przedłoży co najmniej 8 biletów miesięcznych, otrzyma bilet na wybrany miesiąc wakacyjny.
– Tak też zrobił mój syn Radosław – mówi pan Konrad. – Jednak z przedstawionych biletów miesięcznych uznano mu tylko pięć. Pozostałym zarzucono, że syn podrobił podpisy na biletach, to znaczy rzekomo wymazał innego użytkownika biletów i wpisał w to miejsce siebie.
Wezwanie policji nie pomogło
Po tym gdy syn wrócił z MPK z niczym, nasz Czytelnik wraz z żoną udał się sam do miejskiej spółki. Także on usłyszał, że z podpisami jest coś nie tak.
– Kierownik oglądał podpisy na biletach na oko, a potem jeszcze przy pomocy lupy i stwierdził podrobienie – mówi Konrad Kubas. – Dla mnie to żadna ekspertyza. W tej sytuacji poprosiłem o pomoc policję.
Funkcjonariusze, którzy przyjechali uznali, że podpisy raczej sfałszowane nie są. To jednak nic nie zmieniło, bo jak się dowiedzieliśmy od policji, nikt z MPK nie chciał z nimi rozmawiać. Pouczyli jedynie naszego Czytelnika o przysługujących mu prawach i możliwości wstąpienia na drogę cywilnoprawną w związku ze złamaniem warunków promocji przez przewoźnika.
MPK: Zabezpieczenia zostały uszkodzone
Co na to przedsiębiorstwo? W MPK dowiedzieliśmy się, że bilety są dokładnie sprawdzane. – Paski na biletach służące do umieszczania podpisu zawierają znaki zabezpieczające, które zostają uszkodzone w przypadku wymazania. Tak było w przypadku czterech biletów tego pasażera – usłyszeliśmy od przedstawicieli przewoźnika. W MPK dodają, że osób, które zgłaszają się z “podrobionymi” biletami, w ostatnich dniach jest sporo.
Nasz Czytelnik podtrzymuje swoje zdanie. – Gdyby podpisy były sfałszowane nie przychodziłbym z tym do waszej redakcji. Może zgłoszą się do was inni, których spotkała podobna sytuacja? – mówi.
Krzysztof Kuchta


