Władza podcięła nauczycielom skrzydła

SuperWywiad z Wojciechem Kubalą, nauczycielem historii z Rzeszowa.

– Czego się Pan dowiedział o sobie i kolegach podczas strajku?
– Przede wszystkim tego, że jestem na pasku partii opozycyjnych, chcę zaszkodzić rządowi, destabilizuję system oświaty i występuję przeciwko interesom uczniów. Usłyszałem również, że jestem niezwykle bogatym człowiekiem, bo zarabiam praktycznie tyle samo, co poseł na Sejm, pracując zaledwie 18 godzin tygodniowo i licząc po 45 minut. Warto jeszcze dodać, że wyrażając dezaprobatę wobec współpracowników, którzy nie zdecydowali się strajkować, jestem praktycznie żołnierzem Wermachtu.

– Dlaczego nauczyciele zdecydowali się odejść od tablicy?
– System polskiego szkolnictwa ma wiele wad. I to nie od dzisiaj, nie od roku i nawet nie od 5 lat. Te problemy nawarstwiały się przez co najmniej dwie dekady. Przyszedł taki moment, kiedy czara goryczy w środowisku została przepełniona i ludzie zdecydowali się powiedzieć: „Dość!”. Najbardziej przyczyniło się do tego to, że politycy znowu wpadli na pomysł przeprowadzenia tzw. reformy, która przygotowana w pośpiechu i na kolanie spowoduje ogromny zamęt w szkołach trwający 2, 3 lata. Rządzący coś ogłaszają, chwalą się, jakie mają wspaniałe pomysły, a potem nas zostawia się z tym całym bałaganem, żebyśmy go posprzątali. Poza tym, widząc jak hojną ręką władza rozdaje pieniądze większości grup zawodowych, postanowiliśmy upomnieć się o swoje. Nasze zarobki nie zbliżają się do pensji innych profesji, za to coraz bardziej oddalają. Koledzy, którzy przyszli po studiach, przy pełnym etacie mają 1800 zł na rękę. Można nie mieć nawet matury, pójść do „Biedronki i dostać 2200 zł. Jaka to jest motywacja dla nauczyciela?

– Ale, według pani minister, nauczyciel stażysta zarabia średnio 2900 zł brutto, a Pan jako nauczyciel dyplomowany – 5600 zł i tylko w tym roku otrzymał Pan 267 zł podwyżki.
– Można powiedzieć, że to jest kreatywna księgowość, albo po prostu kłamstwo w żywe oczy. Wie Pani, jak oni to liczą? Biorą wynagrodzenie zasadnicze, dodają do tego wszystkie możliwe dodatki, jakie nauczyciel może dostać, łącznie z tzw. trzynastą pensją, nagrodami jubileuszowymi i odprawą. W ten sposób uśredniają wynagrodzenie i nagle okazuje się, że nauczyciel, który dostaje realnie 3000 zł, według ministerstwa ma 5000 zł. To po prostu manipulacja!

– To ile otrzymują nauczyciele dyplomowani w Pana szkole?
Niektórzy dobijają do 3000 zł na rękę. Nieliczni tę kwotę przekraczają.

– Za 18 godzin pracy to nie tak mało…
– Żeby było jasne – za 40 godzin pracy. To kolejna w kółko powtarzana bzdura! 18 godzin spędzamy przy tablicy.

– W takim razie, jak wygląda praca belfra później?
– W tym roku szkolnym mam 15 klas. Nie jestem w stanie dać każdemu uczniowi choćby jednej oceny z odpowiedzi, więc robię kartkówki. W każdej klasie muszę zrobić co najmniej dwie. Do tego dochodzą sprawdziany. Poprawa kartkówki zajmuje średnio godzinę, sprawdzianu – dwie. Nie ma tygodnia, żebym nie miał do poprawy przynajmniej 5-6, a czasem 10 klasówek… pomnożonych przez ponad 30 uczniów. Nie ściągam sprawdzianów z Internetu, tylko robię je sam, żeby uczniowie ich sobie nie przekazywali. Samo wpisanie  ocen też zajmuje czas. Poza tym mam do przygotowania mnóstwo dokumentacji, bo każdy z nas jest w jakiś zespole przedmiotowym albo zadaniowym. Ja na przykład przygotowuję strategię umiędzynarodowienia naszej szkoły. Na czym jeszcze spędzam czas?  Przygotowywaniu akademii szkolnych czy organizacji wycieczek, a to też wiele godzin „zabawy”. Robię konkursy, a z tym się wiąże dokumentacja konkursowa, sprawdzanie prac, przygotowywanie młodzieży. Nie zapominajmy też o radach pedagogicznych, które ciągną się do późnego wieczora czy wywiadówkach. Są jeszcze działania, o których nikt nie wie, jak promocja szkoły. Wielu nauczycieli po lekcjach jeździ własnym samochodem, za własne pieniądze do innych szkół. Najlepsze jest to, że ze względu na ogólne braki finansowe we wszystkich placówkach, na początku roku składamy się na materiały promujące szkołę, żeby było co rozdawać kandydatom. Wakacji też od razu nie zaczynamy. Przecież wtedy zaczyna się rekrutacja do szkół.

– Ile godzin realnie pracuje nauczyciel?
– Dwa lata temu zadałem sobie trud i notowałem uczciwie wszystko, co robiłem i czas, jaki na to poświęcałem. Okazało się, że spędzam na pracy 47 godzin. Marzę o tym, żeby pracować od 7 do 15 i móc sobie zaplanować np. wizytę u lekarza, albo wakacje w miesiącach, kiedy jest taniej.

– Czym się różni praca polskiego belfra od tego na Zachodzie?
Jak już mówiliśmy, wielu zarzuca nam, że pensum nauczyciela w Polsce jest jednym z najniższych w Unii Europejskiej. Na Zachodzie wynosi ono od 20 do 26 godzin tygodniowo. Tylko, że nauczyciel w Irlandii  czy Francji nie jest obciążony taką biurokracją jak my. Tam system jest stabilny. Są wypracowane pewne wzorce i procedury, które funkcjonują od lat. U nas nauczyciel jest człowiekiem od wszystkiego. Kiedy jest przerwa, dyżuruje. Na Zachodzie natomiast idzie sobie do pokoju nauczycielskiego, gdzie jest telewizor, ekspres do kawy i może odpocząć. Za porządek na korytarzach odpowiadają zatrudnieni porządkowi. Inny przykład? Trafia się uczeń, z którym są problemy natury wychowawczej. My musimy się z nim zmagać w nieskończoność i 30 pozostałych uczniów będzie cierpieć na tym, że ten jeden rozwala lekcję. W Irlandii jest tak, że dyrektor ma przewidziane fundusze na to, żeby zatrudnić człowieka do opieki nad takim dzieckiem. Siedzi z nim na lekcjach, pilnuje go na przerwach i pomaga odrabiać prace domowe.

– Jak wyglądają pensje?
– W Irlandii w środku swojej kariery zawodowej nauczyciel zarabia miesięcznie 3 tys. euro na rękę – bez dodatków. Z tego, co się orientuję, we Francji to jest jakieś 2,5 tys. euro. Najlepsze zarobki mają chyba w Niemczech – 3,5 tys. euro podstawy na rękę. Tam ludzie nie muszą się zastanawiać, czy np. toster kupić w lutym, a blender w marcu, tylko idą do sklepu i kupują, bo ich na to stać.

– A co z prestiżem zawodu?
– Jest nieporównywalnie większy niż u nas. W Polsce przez te lata degradowania systemu szkolnictwa doszło do sytuacji, w której niektórym rodzicom wydaje się, że są znacznie ważniejsi niż nauczyciele, najchętniej by nimi rządzili, a rząd ich w tym umocnił. Zagranicą nauczyciel jest traktowany jak elita społeczeństwa. Tak chyba powinno być, bo jesteśmy tą grupą, która kształtuje kolejne pokolenia i w dużym stopniu to od nas zależy, jaki będzie ten kraj. Przecież to my spędzamy z dziećmi większość czasu, nie ich rodzice.

– Z całym szacunkiem, ale są też belfrowie, którzy starają się wykonać swoją pracę jak najniższym kosztem…
– Oczywiście, są i tacy. To też bulwersuje, że podczas gdy ja robię konkursy, chodzę z dziećmi po godzinach do kina, organizuję im kilkudniowe wycieczki i poświęcam na to prywatny czas, jestem traktowany tak samo jak ksiądz, który nawet nie ma skończonych porządnych studiów pedagogicznych. Przyjdzie na kilka godzin religii. Na niektórych po prostu puści film i lekcja jakoś przeleci… Często go nie ma w szkole, bo ma pogrzeb, święto albo inne ważne rzeczy, a jeśli próbuje mu się zlecić uzupełnienie jakiejś dokumentacji, odsuwa ją od siebie. I on ma otrzymywać tę samą pensję co ja?

– Jednym z głównych grzechów polskiej oświaty jest biurokracja. Jakie są pozostałe?
– Niedofinansowanie. W szkole jest ok. 70 nauczycieli, a w pokoju nauczycielskim mamy 2 komputery i jedną drukarkę. Jeśli tusz się skończy, czasem czeka się tydzień na nowy. Przynosimy własny papier, albo składają się na niego uczniowie. Drukujemy na domowym sprzęcie, używając własnego tuszu. Jeśli chcemy rozdać nagrody za jakiś konkurs, kupujemy je za własne pieniądze.

– Najwyższa Izba Kontroli opublikowała niedawno raport, z którego wynika, że w polskiej szkole nie ma miejsca na kreatywność i indywidualne podejście?
– Jak my możemy podchodzić do ucznia indywidualnie, jeśli klasy liczą po 30 – 35 uczniów? Przecież to jest niewykonalne. Tak naprawdę szansę na indywidualne nauczanie mają nauczyciele pracujące w wiejskich szkołach, gdzie jest 6 – 7 osób. Jeżeli matury są skonstruowane w ten czy inny sposób, musimy nauczyć ich rozwiązywania zadań.

– Uczeń nie może wyrazić własnego zdania?
– Zawsze może, natomiast póki co testy maturalne są rozwiązywane według klucza. Jeśli nie będzie konkretnej odpowiedzi oczekiwanej przez Centralną Komisję Edukacyjną, to nie będzie przyznanego punktu.

– W Irlandii jest lepiej?
– Podstawa programowa historii jest tak ograniczona, że to co się przekazuje u nas w szkole średniej to jest wręcz poziom uniwersytecki. Kiedy są lekcje dotyczące II wojny światowej podaje się im, kiedy wybuchła, kiedy się zakończyła, kto uczestniczył i kim był Adolf Hitler. Bardzo pobieżnie. U nas nadal uczeń na określonym etapie uczy się kilkunastu przedmiotów i zakładając, że będzie w miarę sumiennie pracował, będzie miał dość dużą wiedzę ogólną. Na Zachodzie, jeżeli ktoś ma swoją specjalność, to w tym wąskim zakresie jest naprawdę niezły. Poza tym ma niewielkie pojęcie o reszcie.

– Może ten nasz system nie jest aż tak tragiczny?
– Ja uważam, że jednak trzeba mieć jakąś wiedzę ogólną o otaczającym nas świecie, bo to w pewien sposób stanowi o naszym wyrobieniu intelektualnym, co przydaje się nawet po to, żeby się jakoś znaleźć w towarzystwie. Natomiast podstawa programowa powinna być stabilna, a my jesteśmy w ciągłej reformie. Zbyt często zmienia się program, a co za tym idzie również podręczniki. Na razie niewiele mówi się też, o tym, jaki bałagan będzie od 1 września. Już nas uprzedzono, że prawdopodobnie będziemy pracować do godzin wieczornych. W pierwszej klasie będzie podwójny rocznik, co oznacza dwie podstawy programowe, dla nas to dwa razy więcej papierkowej roboty. U nas nie jest najgorzej, bo większość nauczycieli ma etat, ale znam przypadki, gdzie fizyk uczy w 5 szkołach i jeśli genialny pomysł Jarosława Kaczyńskiego z podniesieniem pensum zostanie zrealizowany, dojdzie mu kolejna szkoła. Takich ludzi będzie masa. Ja kiedyś w ciągu jednego dnia pracowałem w 3 szkołach. To jest wykańczające.

– Słychać głosy, że szkoła po strajku już nigdy nie będzie taka sama.
– Z pewnością. To jest zawód dla ludzi psychicznie mocnych, trzeba „przyjąć na klatę” niesamowicie dużo negatywnych rzeczy. Ludzie poczuli się mocno dotknięci tym, co usłyszeli w ciągu ostatnich tygodni. Wielu mówi: „Koniec z wysilaniem się i nadgorliwością”. Będą robić tylko to, co się od nich wymaga, bo nie opłaca się wybijać ponad przeciętność.

– To, co zrobili rządzący, zniszczyło polską szkołę?
– Władza podcięła nauczycielom skrzydła i to bardzo mocno. Nie tego się spodziewaliśmy od rządu, który przed wyborami głosił, że będzie słuchał suwerena. Właśnie widać, jak słucha (śmiech).

– Nauczyciele będą odchodzić z zawodu?
– Są takie głosy.

– Czy strajk miał w ogóle sens?
– Dobre pytanie. To się dopiero okaże. Dziś tego sensu nie widać.

– Zrobilibyście to jeszcze raz?
– Ja strajkowałem, żeby wesprzeć kolegów, którzy chcieli to zrobić. U nas ok. 70 proc. było za. Potem część spośród nich, nawet jeśli ktoś był wcześniej przeciw, ostatecznie przystąpił do strajku. Na obecną chwilę jestem lekko rozgoryczony i powiedziałbym „nie”, ale… kto wie co zrobiłbym za kilka miesięcy.

– A gdyby jeszcze raz zaczynał Pan swoją drogę zawodową, wybrałby Pan szkołę?
– Zdecydowanie nie. Byłem chyba jedną z trzech osób na studiach, które mówiły, że studiują po to, żeby w przyszłości uczyć. Dziś na pewno bym się na to nie zdecydował!

Rozmawiała Wioletta Kruk

***
Wojciech Kubala – nauczyciel historii z 14-letnim stażem. Ukończył studia magisterskie na kierunku historia na Uniwersytecie Rzeszowskim oraz studia podyplomowe Integracja Europejska na WSIiZ w Rzeszowie. Pracował w Zespole Szkół w Malawie, Gimnazjum w Słocinie, Zespole Szkół Ekonomicznych w Rzeszowie, Akademickim Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie, Zespole Szkół Kształcenia Ustawicznego w Rzeszowie, a także Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym w Dublinie, potocznie nazywanym Polską Szkołą. Od września 2018 r. uczy w Zespole Szkół Mechanicznych w Rzeszowie. Wyróżniony odznaką „Za Zasługi dla Turystyki”- przyznawaną przez Ministra Sportu i Turystyki oraz „Medalem Komisji Edukacji Narodowej” – przyznawanym przez Ministra Edukacji Narodowej za zasługi dla oświaty. Przygotował 40 laureatów ogólnopolskich konkursów historycznych i olimpiad. Prowadzi koła historyczne, szkolne koła Polskiego Towarzystwa Schronisk Młodzieżowych, czy Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. Pasjonat historii, podróżnik.

39 Responses to "Władza podcięła nauczycielom skrzydła"

Leave a Reply

Your email address will not be published.