Koszmar emerytowanej nauczycielki trwa ponad 6 lat

W Sądzie Rejonowym w Dębicy zapadł drugi już wyrok o stalking. Pokrzywdzona Bożena Wołowicz twierdzi, że jej sąsiedzi zamienili jej życie w koszmar. Fot. Archiwum

ŻDŻARY, POW. DĘBICKI. Rodzina K.(lekarka i jej dwoje dorosłych dzieci) już raz została skazana za stalking, groźby karalne i naruszenie nietykalności cielesnej swojej sąsiadki, Bożeny Wołowicz.

– Rzucali kamieniami, nawet kał był na ścianie i stare pomidory. W pewną niedzielę na ogrodzeniu wywiesili 2 siatki z ludzkim kałem, zrobili wysypisko przy mojej bramie – opowiadała Bożena Wołowicz. Na tym nie koniec. Jak twierdzi kobieta, sąsiedzi zaśmiecali jej podwórko i wylewali na nie szambo, obrzucali je materiałami pirotechnicznymi, śledzili samochodem. Złożyli kilkadziesiąt bezpodstawnych zawiadomień o rzekomo popełnionych przez nią wykroczeniach i przestępstwach, a nawet zaatakowali ją fizycznie na jej własnej posesji. W obawie przed sąsiadami kobieta odwiedza swój dom jedynie w asyście policji. Przed dębickim sądem zapadł właśnie drugi wyrok w tej szokującej sprawie.

Wyrok zapadł 25 kwietnia. Skazani zostali matka i syn. Sprawa córki, która również usłyszała zarzuty stalkingu, wciąż jest w prokuraturze. – Małgorzata K. (matka – dop. red.), działając wspólnie i w porozumieniu z córką Małgorzatą i synem Andrzejem uporczywie nękali Bożenę Wołowicz w ten sposób, że znieważała słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe, jeździła samochodem za pokrzywdzoną śledząc ją, wyśmiewała i szydziła z pokrzywdzonej i zastraszała wszczynaniem postępowań sądowych, złośliwie niepokoiła rzucając kamieniami i różnymi śmieciami w ściany i dach domu pokrzywdzonej albo na jej posesję, pomawiała i zniesławiała na portalach internetowych, groziła jej pozbawieniem życia, blokowała jej przejazd samochodem, złośliwie niepokoiła rzucając petardami, śmieciami, kamieniami na posesję pokrzywdzonej – wymienia zarzuty, które zostały zawarte w akcie oskarżenia sędzia Artur Mielecki, wiceprezes Sądu Rejonowego w Dębicy.

Podobne zarzuty stalkingu usłyszał również syn Małgorzaty K. – Andrzej. – Małgorzata K. została skazana na rok i 6 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania prac społecznych w wymiarze 32 godzin miesięcznie – potwierdza sędzia Mielecki. – Andrzej K. został skazany na rok i 3 miesiące ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania prac społecznych w wymiarze 32 godzin miesięcznie. Oboje mają zakaz kontaktowania się z pokrzywdzoną przez okres 5 lat i 5-letni zakaz zbliżania się do niej na odległość nie mniejszą niż 20 metrów. Wyrok jest nieprawomocny – dodaje.

Był to wyrok nakazowy, czyli taki, który wydawany jest bez rozprawy. – Taki wyrok zapada wówczas, kiedy na postawie analizy samych akt sprawy sąd dochodzi do wniosku, że materiał jest na tyle wystarczający, by wydać wyrok skazujący – tłumaczy sędzia Mielecki. – Każda ze stron (skazani i prokuratura – dop. red.) w ciągu 7 dni od jego otrzymania mają prawo do wniesienia sprzeciwu. Jeżeli żadna ze stron jego nie wniesie, wyrok uprawomocni się, w przeciwnym razie sprawa zostanie skierowana na rozprawę i wówczas odbędzie się klasyczny proces.

Jak będzie w tym przypadku? Zapytaliśmy o to w dębickiej prokuraturze, która oskarżała rodzinę K. – Będziemy składać sprzeciw – potwierdza prok. Jacek Żak, Prokurator Rejonowy w Dębicy. A co ze sprawą córki Małgorzaty K.? – Została wyłączona do odrębnego postępowania, mają zostać przeprowadzone badania psychiatryczne – dodaje.

To już drugi wyrok, który zapadł w dębickim sądzie na rodzinie K. Wcześniej Małgorzata K. i jej dwoje dzieci usłyszeli również nieprawomocny wyrok więzienia w zawieszeniu na trzy lata: matka i syn po 10 miesięcy, córka – rok. Wszyscy otrzymali też zakaz kontaktowania się z Bożeną Wołowicz – córka Małgorzaty K. na okres 8 lat, pozostali oskarżeni na 7 lat. Oprócz tego wszyscy mają dozór kuratora, a sąd zobowiązał ich do przeproszenia pokrzywdzonej.

Pani Bożena wciąż nie mieszka w swoim domu z którego wyprowadziła się do wynajmowanego mieszkania. W obawie przed sąsiadami nie zdradza nikomu jego lokalizacji. – Przyjeżdżam do domu jedynie w asyście policji. W każdą sobotę, na sześć godzin, mam możliwość odwiedzić swój dom. Nie mogę w nim mieszkać, nie mam też możliwości go sprzedać. Sytuacja jest dramatyczna. Dziękuję policji za to wsparcie, ale wolałabym funkcjonować normalnie, sama. Nie mam wielkich wymagań. Chciałabym normalnie wjeżdżać i wyjeżdżać ze swojego domu i nie bać się, czy oni mi zagrodzą drogę do domu, czy rzucą petardę, czy będą ubliżać – opowiadała  przed kamerą.

8 Responses to "Koszmar emerytowanej nauczycielki trwa ponad 6 lat"

Leave a Reply

Your email address will not be published.